Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura dziecięca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura dziecięca. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 lipca 2012

powrót do dzieciństwa (i życie seksualne skrzatów)

znalazłam ostatnio w szafie książkę, którą dostałam na jakieś Boże Narodzenie ze dwadzieścia albo i więcej lat temu. pamiętam, że kiedyś była to jedna z moich ulubionych książek, chociaż nawet nie jestem w stanie powiedzieć, czy przeczytałam ją jako dziecko od deski do deski - jest jednak przepięknie wydana, ma absolutnie cudowne ilustracje i nietypową formę, bo jest czymś w rodzaju fikcyjnego opracowania naukowego o życiu i kulturze skrzatów - więc niezależnie od tego, ile z niej przeczytałam (czy raczej ile zostało mi przeczytane), była magiczna. teraz postanowiłam do niej wrócić i sprawdzić co z tej magii zostało. ilustracje nadal tak samo piękne, forma tak samo ciekawa, treść odrobinę zbyt moralizatorska i miejscami mocno nadęta ('zakłóciliście równowagę, która istniała w przyrodzie...'), ale za to dużo fajnych faktów o roślinach i rzemiośle, zapewne zresztą pokrywających się z rzeczywistością (i napisanych całkiem 'dorosłym' językiem, bez zakładania, że czytelnik jest małym kretynem). przy okazji odkryłam kilka detali, których jako dziecko odkryć nie mogłam, a w każdym razie nie przywiązywałam do nich wtedy zupełnie wagi - bo z książki można dowiedzieć się też o potencji skrzatów, ich nocy poślubnej, pitych trunkach i... cyckach.

'skrzatka ubiera się od stóp do głów w kolory zgniłozielone. (...) chociaż ma duży biust, dzięki zmniejszonemu przyciąganiu ziemskiemu przez całe życie nie musi nosić stanika'
W. Huygen, 'Skrzaty'

obok opisu obowiązkowo ilustracja (piękna jak wszystkie inne ilustracje w książce) przedstawiająca cycatą skrzatkę bez stanika.

nie wiem na ile cycki i informacje o działaniu układu moczowego są nieodzownym elementem dobrych książek dla dzieci, ale wiem na pewno, że autorzy takich książek powinni poważnie traktować swoich czytelników i w wypadku 'Skrzatów' tak właśnie jest, co chyba zresztą przeważa o tym, że książka jest magiczna (bo tak, okazuje się, ze przez te dwadzieścia lat dużo się nie zmieniło). szkoda tylko, że polska wersja to tłumaczenie z francuskiego tłumaczenia, a nie z holenderskiego oryginału, bo pewnie coś tam się pogubiło i poprzeinaczało po drodze - chociaż czyta się w większej części i tak bardzo przyjemnie.

poniedziałek, 9 lipca 2012

cudze, swoje

'little Indian, Sioux or Crow,
little frosty Eskimo,
little Turk or Japanee,
o! don't you wish that you were me?

you have seen the scarlet trees
and the lions over seas;
you have eaten ostrich eggs,
and turned the turtles off their legs.
such a life is very fine,

but it's not so nice as mine,
you must often, as you trod,
have wearied
not to be abroad.

you have curious things to eat,
i am fed on proper meat;
you must dwell beyond the foam,
but i am safe and live at home.

little Indian, Sioux or Crow,
little frosty Eskimo,
little Turk or Japanee,
o! don't you wish that you were me?'

R.L. Stevenson, 'Foreign Children'

piątek, 22 czerwca 2012

kot

'вот пошел кот гулять, а навстречу ему лиса. увидела кота и дивится: "сколько лет живу в лесу, такого зверя не видывала!"
поклонилась лиса коту и спрашивает:
- скажись, добрый молодец, кто ты таков? как ты сюда зашёл и как тебя по имени величать?
а кот вскинул шерсть и отвечает:
- зовут меня Котофей Иванович, я из сибирских лесов прислан к вам воеводой.'

'Кот и лиса,' bajka rosyjska

sobota, 2 czerwca 2012

szklane oko

'ze szklanym okiem można wyczyniać rozmaite sztuczki, na przykład wyjmować je z głowy i wkładać z powrotem, ilekroć ma się na to ochotę. idę o zakład, że pani Fleja znała wszystkie te sztuczki. któregoś ranka wyjęła swoje szklane oko i kiedy mąż nie patrzył, wrzuciła mu je do kufla z piwem.'
R. Dahl, 'Fleje'

Roald Dahl, mniej niż trzy.

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

oh help! oh no! it's a Gruffalo!

spotkałam jakiś czas temu Gruffalo w lokalnym szmateksie, ale nie przestraszyłam się bardzo. zabrałam go do domu - nie mogłam inaczej po tym, jak oglądałam pluszowe Gruffalo na brytyjskich lotniskach, odkrywając, że jednak nie mogę wejść w posiadanie jednego, bo to kosztuje pieniądze.

'but who is this creature with terrible claws
and terrible teeth in his terrible jaws?
he has knobbly kneesmand turned-out toes
and a poisonous wart at the end of his nose.
his eyes are orange, his tongue is black;
he has purple prickles all over his back.'

J. Donaldson, 'The Gruffalo'

piątek, 6 kwietnia 2012

ze staroci

kolejny post z serii 'szmateksowe znaleziska' - bo znajdowanie Różnych Rzeczy w szmateksach to bardzo satysfakcjonujące zajęcie i czuję potrzebę pochwalenia się tym, co udało mi się wygrzebać.

z nienabytych ciekawostek:

trupia kaczka firmy PMS

'do sumienia się nie ma co odwoływać... to może chociaż do logiki?'

ciekawostki nabyte:

informacja, jaką znalazłam po wewnętrznej stronie okładki bodajże 'Charliego i wielkiej szklanej windy' Roalda Dahla. zdecydowanie się zgadzam, 'Mr Roald Dahl is brill!'

kubek, który znalazł dom we Wrocławiu (o Wrocławiu jeszcze będzie).

Coś. pojęcia nie mam co właściwie, ale mnie ujęło.

książki - te akurat kupione już jakiś czas temu, ale ostatnio znowu przyniosłam do domu wielką siatę z książkami, z tym, że już nie fotografowałam jej zawartości. w każdym razie tym razem upolowałam trochę klasyki, trochę historii, trochę literatury dziecięcej i... 'Zmierzch.' tak, 'Zmierzch.' będę go teraz wszędzie nosić ze sobą i czytać na głos w najmniej odpowiednich momentach, aż stracę wszystkich znajomych.

(tak swoją drogą, bo czuję potrzebę wytłumaczenia się - pedalski kubek z wróżką, który widać na zdjęciu, był dla Basi, bo, jak już kiedyś wspominałam wspominałam, Basia lubi pedalskie wróżki.)

na koniec znalezisko już nie własne - przedstawiam piękne (i, jak widać, przyczepne, szczególnie do lodówki) macki odgrzebane przez Agatę w lubelskim szmateksie:

poniedziałek, 6 lutego 2012

zdobycze

ostatnio polowania w szmateksach nie są tak owocne jak to do niedawna bywało, ale jakieś perełki zawsze się trafią. z ostatnich perełek:

Little Britain w ogóle coś za mną chodzi, od pobytu w Liverpoolu nawet bardziej niż wcześniej (w Liverpoolu oglądaliśmy powtórki starych odcinków, które leciały akurat na jakimś kanale. przy okazji dowiedziałam się, że podobno mam 'Scousers' sense of humour' - w sensie, że jestem prymitywna po brytyjsku. zdecydowanie najlepszy komplement, jaki mi ktokolwiek kiedykolwiek powiedział).

coś z zupełnie innej beczki - dedykacja (trochę starsza ode mnie) znaleziona w książeczce Beatrix Potter (nabytej).

sobota, 21 stycznia 2012

Chester

nie tylko Liverpoolem człowiek żyje (nawet człowiek, który akurat wyjechał sobie na tydzień do Liverpoolu) - czasem można złapać w Port Sunlight pociąg w przeciwnym niż zwykle kierunku i wylądować w mniejszym miasteczku z przepiękną architekturą, pozostałościami rzymskiego amfiteatru i... słoniem.

widoczki (w tym spalony kościół)

ruiny amfiteatru i mural, który ma dać wyobrażenie o tym, co się do naszych czasów nie zachowało

robię to, co każdy turysta, który natrafia na zminiaturowany model jakiegoś zabytku - udaję Godzillę.

fabryka czekolady Willy'ego Wonki (a tak naprawdę to nie mam pojęcia co się kryje za tą bramą, ale zobaczyłam ją przez okno i, kochając książki Roalda Dahla, musiałam uwiecznić.)

słoń (po lewej).

czwartek, 15 grudnia 2011

secondhandowe raz jeszcze

kolejne zakupy, którymi trzeba się pochwalić - tym razem pod kątem pracy, chociaż nie tylko.

ta książeczka Jez Alborough jest nawet z autografem, o czym się zorientowałam już w domu -co prawda dla jakiejś Catherine, ale zawsze to coś.

poza książkami nabytkiem była jeszcze szklanka. została podarowana Agacie (która lubi nie tylko buldożki) w ramach niskobudżetowego prezentu na Mikołajki.

niedziela, 4 grudnia 2011

secondhandowe

nabyte (w ostatnich tygodniach była klęska urodzaju, jeśli chodzi o ciekawe szmateksowe znaleziska, więc trzeba się pochwalić)...

...i nie nabyte (ale wypatrzone na wystawie i warte uwagi).

sobota, 8 października 2011

cefalopody

'drugi piechur był tym, co w Fantazjanie nazywa się cefalopodem lub głowonogiem,mianowicie istotą, która ma tylko głowę umieszczoną na bardzo długich, cienkich nogach, a pozbawioną tułowia i rąk. głowonogi wciąż wędrują i nie mają stałego miejsca zamieszkania. przeważnie koczują gromadnie, po kilkaset, samotników spotyka się rzadko. żywią się zieleniną. ten, który klęczał tu przed Bastianem, wyglądał młodo i miał rumiane oblicze.'
M. Ende, 'Nie kończąca się historia'

poniedziałek, 3 października 2011

pawilony

z braku ciekawszych sposobów na spędzenie któregoś wieczoru wybraliśmy się do słynnych warszawskich pawilonów przy Nowym Świecie. pomysł średnio oryginalny, ale za to jedna z knajp miała cycki.

cyckolampki

świecące gołe baby

złota myśl z jednego z pawilonowych murów.

p.s. a to już nie pawilony, a ursynowska knajpa 'Między wódką a zakąską.' mnie tam ta 'niespodzianka' trochę niepokoi.

środa, 28 września 2011

londyńskie kurioza

o Londynie ogółem już było, a teraz porcja głupich/intrygujących/dziwnych/sympatycznych napisów, reklam i innych tego pokroju rzeczy w Londynie sfotografowanych.

Retardex to, wbrew pozorom, cudowne remedium na nieświeży oddech.

Space Invaders atakują.

tylko ja mam drastyczne skojarzenia przez tę gotycką czcionkę?

prostownica do włosów (czy tam lokówka) w dworcowej toalecie

suweniry

słodycze od Willy'ego Wonki

na lotnisku.

środa, 7 września 2011

moskiewskie zoo

nawet nie wiem czy w moskiewskim zoo jest ośmiornica (żywa ośmiornica. ośmiorniczych dekoracji kilka było, ale przecież nie w tym rzecz), bo przyszliśmy za późno, żeby zdążyć zwiedzić egzotarium (zresztą z motywem ośmiornicy na metalowej bramie) - coś nie mam szczęścia i to nie pierwszy raz. nic to, przynajmniej zobaczyłam żyrafę, wojownicze gęsi, kangurowiewiórkę (autentycznie. niestety to było w pawilonie dla zwierząt nocnych i nie mogłam zrobić zdjęcia) i dużo gadów. i, standardowo, masę dzieci.

ośmiornicze motywy

bardzo rosyjskie: fantastyczna rzeźba, dokoła której jeździ ohydna kolejka dla dzieci. dużo takich kontrastów tam mają, nasz Centralny i Złote Tarasy to w porównaniu z tym nic.

nie wiesz co to słoń? wróć do domu i sobie wygoogluj, turysto, co będziesz czytał napisy na płotach.

wspomniane egzotarium, które zamknęli przed naszym przyjściem

poskramianie osłokonia

wojownicze gęsi, które z jakiegoś powodu upatrzyły sobie we mnie wroga numer jeden i głośno darły paszcze, kiedy tylko się do nich zbliżałam

'dziecięca' część zoo - na zdjęciach niestety kiepsko to widać, ale każda zagroda to scena z jakiejś bajki. napis z pierwszego zdjęcia to 'trzy świnki' (samych świnek nie widać, siedzą w murowanym domku).

statystyka