Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lutego 2012

zdobycze

ostatnio polowania w szmateksach nie są tak owocne jak to do niedawna bywało, ale jakieś perełki zawsze się trafią. z ostatnich perełek:

Little Britain w ogóle coś za mną chodzi, od pobytu w Liverpoolu nawet bardziej niż wcześniej (w Liverpoolu oglądaliśmy powtórki starych odcinków, które leciały akurat na jakimś kanale. przy okazji dowiedziałam się, że podobno mam 'Scousers' sense of humour' - w sensie, że jestem prymitywna po brytyjsku. zdecydowanie najlepszy komplement, jaki mi ktokolwiek kiedykolwiek powiedział).

coś z zupełnie innej beczki - dedykacja (trochę starsza ode mnie) znaleziona w książeczce Beatrix Potter (nabytej).

poniedziałek, 30 stycznia 2012

co tam jeszcze zostało

liverpoolskie resztki, czyli wszystko to, czego nie objęły poprzednie posty.

nowa moda ślubna

znaleźliśmy Narnię!

obowiązkowe zwiedzanie sklepu z zabawkami

okno wystawowe Forbidden Planet, czyli Najlepszego Sklepu na Świecie

'do not cease to drink beer, to eat, to intoxicate thyself, to make love, and celebrate the good days.' gdzieś w okolicach centrum.

maluch!

pub 'The Liverpool'

The Cavern - słynny klub, w którym po raz pierwszy grali Beatlesi

mapa centrum wszechświata

'computer says no!'

samochód napędzany magicznym pyłkiem, ze specjalną dedykacją dla Basi, która kocha disneyowskie pedalskie wróżki.

pożegnanie z Liverpoolem i gigantyczny Baileys na lotnisku.

niedziela, 29 stycznia 2012

sobota, 28 stycznia 2012

sztuka, przemoc i występek

...czyli motywy przewodnie spędzonego w Liverpoolu (a w zasadzie w Port Sunlight) Sylwestra 2011.

sztuka uprawiana w pubie, do którego trafiliśmy punktualnie o północy. obsługa zdawała się za bardzo nie przejmować ani tym, że ozdobiliśmy im praktycznie całą jedną salę, ani, że wyniosłam stamtąd w dość otwarty sposób firmową szklankę Guinessa.

sztuka uprawiana w domu, na twarzy Robbiego. następnego dnia rano Robbie ponoć wstał, założył płaszcz i poszedł do siebie, radośnie maszerując przez pół miasteczka z mysimi wąsami i napisem 'dupa' na czole.

kreatywne pakowanie dzień po - czyli jak upchnąć majtki do kradzionej szklanki tak, żeby bezpiecznie przetransportować ją przez pół kontynentu? (się udało się.)

przemocy prezentować tu nie będę, musicie uwierzyć mi na słowo, że była.

środa, 25 stycznia 2012

World Museum

World Museum w Liverpoolu jest rajem dla kogoś, kto tak jak ja kocha potwory morskie, dinozaury i robaki - wszystko to można tam spotkać, w mniej lub bardziej żywym stanie. żałuję tylko, że przyszliśmy tak późno i zdążyli nas wyprosić zanim dotarliśmy do ostatniego, poświęconego astronomii, piętra.

potwory morskie (żywe są żywe, ale nieżywe mają za to macki)

dinozaury

robaki

portret z prehistorycznymi mackami (i palcem Agaty w obiektywie)

bonusowo: naszyjnik z żab znaleziony w etnograficznej części muzeum.

p.s. Potwór obchodzi dziś trzecie urodziny.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

muzeum Liverpoolu

tak gwoli formalności - kilka obrazków z muzeum Liverpoolu.

jedno ze zdjęć na wystawie fotografii brata Paula McCartneya

wszechobecni Beatlesi ('which Beatle wrote a song about an octopus?')

propaganda po angielsku.

sobota, 21 stycznia 2012

Chester

nie tylko Liverpoolem człowiek żyje (nawet człowiek, który akurat wyjechał sobie na tydzień do Liverpoolu) - czasem można złapać w Port Sunlight pociąg w przeciwnym niż zwykle kierunku i wylądować w mniejszym miasteczku z przepiękną architekturą, pozostałościami rzymskiego amfiteatru i... słoniem.

widoczki (w tym spalony kościół)

ruiny amfiteatru i mural, który ma dać wyobrażenie o tym, co się do naszych czasów nie zachowało

robię to, co każdy turysta, który natrafia na zminiaturowany model jakiegoś zabytku - udaję Godzillę.

fabryka czekolady Willy'ego Wonki (a tak naprawdę to nie mam pojęcia co się kryje za tą bramą, ale zobaczyłam ją przez okno i, kochając książki Roalda Dahla, musiałam uwiecznić.)

słoń (po lewej).

środa, 18 stycznia 2012

Superlambananas

kolejną rzeczą, która zaskoczyła nas w Liverpoolu były KROWY. albo OWCE. albo LISY, ewentualnie ŁASICE, względnie PSY - wszystko zależało od odległości i perspektywy z jakiej się na nie patrzyło. grunt, że były praktycznie wszędzie i budziły bardzo mieszane wrażenia estetyczne. w końcu okazało się, że stworzenia nazywają się Superlambananas i są połączeniem owcy z bananem - czyli swoimi wcześniejszymi skojarzeniami trafiałam raczej kulą w płot.

Superlambananas stały się symbolem (?!) Liverpoolu jakoś kilka lat temu, kiedy to pewien miejski artysta postawił jedną taką (za to gigantyczną) gdzieś w centrum. Liverpool z jakiegoś powodu ją pokochał i szybko się rozmnożyła, a jej potomstwo stoi teraz w najróżniejszych miejscach miasta, każda sztuka ozdobiona w inny sposób - coś jak berlińskie niedźwiedzie czy warszawskie krowy (pamięta ktoś jeszcze te krowy? za czasów liceum sporo się z nimi fotografowałam, może kiedyś znajdę te zdjęcia i wrzucę). moje wrażenia estetyczne nadal pozostają mieszane, ale inicjatywa w sumie jest dość sympatyczna - choć nie aż tak sympatyczna jak tabliczki informacyjne zabraniające ujeżdżania Superowcobananów, umieszczane w ich pobliżu.

muzykalny Superowcobanan

w stylu Klimta

Mandy z muzeum Liverpoolu (o tym muzeum też jeszcze kiedyś będzie)

wersja żółtołodziopodwodna

ostatni Superowcobanan jakiego w spotkaliśmy, własność Merseyrail.

statystyka