Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reklamy potwora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reklamy potwora. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 maja 2012

Nałęczów

jeszcze przed weekendem majowym wyskoczyliśmy na jeden dzień do Nałęczowa. wyjazd był bardzo edukacyjny, bo dowiedzieliśmy się na przykład, że świeżym powietrzem można się nawalić bardziej niż innymi używkami (i wcale nie ma się po tym mniejszego kaca). i były krwiożercze łabędzie, fajne robaki, cycki, burdel i starzy ludzie w parku. i w ogóle.

skoro już jechaliśmy na wschód, zabraliśmy ze sobą Czieburaszkę, która w pociągu mówiła do nas (i do naszych przedziałowych współpodróżnych) po rosyjsku.

legendy głoszą, że w tym budynku mieści się nałęczowski burdel. napis '24h' i pluszowe serce i usta sugerują, że legendy są prawdziwe, ale masa krasnali ogrodowych i innych gipsowych figur jest już odrobinę dezorientująca.

kwiatki z parku zdrojowego

parkowe cycki

łabędzie, które mają zęby i pazury i plują kwasem.

Potwór zbezcześcił kapliczkę w nałęczowskim lesie - podobno święte miejsce licealistów z pobliskiego internatu, którzy wieczorem pielgrzymują do niej na piwo i papierosa.

autochton.

niedziela, 12 lutego 2012

wycieczka po warszawskich knajpach

z początku tytuł miał być bardziej dramatyczny, coś w stylu 'zamknęli nam Lustra!' (opcjonalnie więcej wykrzykników), ale koniec końców wyszło na to, że poza Lustrami mam ochotę wspomnieć jeszcze o kilku innych miejscach. tak czy inaczej, zacznijmy właśnie od Luster - chodzi mi tutaj o praską knajpę 'Po drugiej stronie lustra' (tę, w której świętowałam niedawno swoje urodziny) i o fakt, że jakoś ze dwa tygodnie temu permamentnie ją zamknęli. bo deweloperzy coś tam, jak wyjaśniła mi obsługa - bodajże rzecz w tym, że chcą robić eleganckie apartamenty gdzie tylko się da, więcej w tym pieniędzy niż w wynajmowaniu lokalu knajpie. szkoda. Potwory wyraziły dezaprobatę.

zrobiło się nawet jeszcze bardziej szkoda po tym, jak przy pożegnalnym wypadzie do Luster znalazłam w łazience pamiątkę z mojej imprezy urodzinowej, której z samej imprezy za cholerę nie pamiętam:

no i tak...

Lustra Lustrami, ale skoro miałam też wspomnieć nieco o innych knajpach, to nie omieszkam się pochwalić moim wpisem do księgi gości w Roskoszy...

...i znaleziskiem z kibla w Ursynoffie.

zarówno Roskosz, jak i Ursynoff to stosunkowo młode ursynowskie knajpy, z których powstania cieszę się niezmiernie, bo nie zawsze ochota na wypicie czegoś w klimatycznym miejscu łączy się z ochotą na wycieczkę do Centrum.

a zmieniając temat, oto efekty radosnej twórczości w Czytadle na Starym Mieście:

a to kradziona rezerwacja, która przydała się potem w metrze:

sobota, 28 stycznia 2012

sztuka, przemoc i występek

...czyli motywy przewodnie spędzonego w Liverpoolu (a w zasadzie w Port Sunlight) Sylwestra 2011.

sztuka uprawiana w pubie, do którego trafiliśmy punktualnie o północy. obsługa zdawała się za bardzo nie przejmować ani tym, że ozdobiliśmy im praktycznie całą jedną salę, ani, że wyniosłam stamtąd w dość otwarty sposób firmową szklankę Guinessa.

sztuka uprawiana w domu, na twarzy Robbiego. następnego dnia rano Robbie ponoć wstał, założył płaszcz i poszedł do siebie, radośnie maszerując przez pół miasteczka z mysimi wąsami i napisem 'dupa' na czole.

kreatywne pakowanie dzień po - czyli jak upchnąć majtki do kradzionej szklanki tak, żeby bezpiecznie przetransportować ją przez pół kontynentu? (się udało się.)

przemocy prezentować tu nie będę, musicie uwierzyć mi na słowo, że była.

sobota, 24 grudnia 2011

kreatywność imprezowa

(będzie kompletnie nieświątecznie, jeśli nie liczyć Jezusa i wina.)

marker + towarzystwo + alkohol = TO. znowu.

bonusowo zdjęcie Magdy i Tadeusza z winem mszalnym:

wtorek, 20 grudnia 2011

the stars are right

poziom Wisły jest teraz ponoć najniższy od jakichś stu lat, w związku z czym z wody wyłoniły się szczątki przedwojennego Mostu Poniatowskiego. pisali, że wypada się wybrać i zobaczyć, więc wybraliśmy się i zobaczyliśmy. wieczór naprawdę bogaty w różnego rodzaju przygody. zaczęło się od złowrogich znaków na niebie i ziemi...

(ten konkretny znak znaleźliśmy obok Zamku Ujazdowskiego)

kiedy już dotarliśmy do szczątków mostu, okazało się, że z wody wyłonił się nie tylko most, ale i przebudzony Cthulhu.

Cthulhu chętnie pozował do zdjęć z kultystami...

...a potem postanowił uczcić fakt, że gwiazdy wreszcie znalazły się we właściwym położeniu i poszedł z nami na piwo.

okazało się jednak, że Cthulhu nie ma zbyt mocnej głowy.

kiedy już zaliczył zgon Magda postanowiła się pod Niego podszyć, ale została zdemaskowana.

tak w ogóle to wylądowaliśmy w klubokawiarni Grawitacja na Browarnej, gdzie w jednej z sal jest wielka tablica, która to została wykorzystana do zareklamowania naszej kampanii społecznościowej ('nie szczaj na deskę!') i mojego bloga, oraz, rzecz jasna, do narysowania cycków. bo jak by to było, tak bez żadnych cycków?

(większość zdjęć została zrobiona przez Magdę - tę, która bezskutecznie usiłowała się podszyć pod Cthulhu.)

środa, 6 kwietnia 2011

wandalizm Wrocławski

ostatnio jestem we Wrocławiu częstym gościem. tym razem zwiedzanie ograniczyło się głównie do akademika, ale to wcale nie znaczy, że nie było intensywnie. ten... zapraszam na dużo głupich głupot.

(prawie) niezawodne ekrany informacyjne na warszawskim Dworcu Centralnym

kolejny wrocławski krasnal (tak żeby jednak pokazać tutaj coś bardziej związanego z samym miastem zanim przejdzie się do prawdziwie głupich głupot - zresztą zdjęcia krasnali to już tradycja w moich wrocławskich postach).

akademikowy współlokator Martyny i Oli

najwyższej klasy body art z Edwinem w roli modela

'nie wiem co narysować, powiedz coś inspirującego.'

sztuka użytkowa

jeszcze więcej body artu (i artystka na ostatnim zdjęciu)

głupia głupota produkcji cudzej, znaleziona koło akademikowej windy

poranne 'siedzę na fejsbuku i nie mam kaca' party

a, no i nie mogę nie wspomnieć, że tym razem udało mi się we Wrocławiu kupić macki (nie byle jakie, prehistoryczne). o, takie macki:

statystyka