Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cycki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cycki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 sierpnia 2012

różne różności

takie tam, ostatnio nazbierane.

Laszlo i pluszowy buldog jedzą frytki.

z TeleTygodnia bodajże

mojego rozmiaru oczywiście nie mieli.

z cyklu 'reklama żenująca'

(z podziękowaniem dla Agaty, która rzecz zauważyła)

sieci wifi moich sąsiadów ('pestka' akurat jest moja, na część jamnika).

p.s. a to jest moje zdjęcie z prawdopodobnie największym udomowionym szczurem na świecie (na zdjęciu nie widać jego dupy, która stanowi dziewięćdziesiąt procent szczura - stąd może nie wydawać się taki wielki):

niedziela, 15 lipca 2012

powrót do dzieciństwa (i życie seksualne skrzatów)

znalazłam ostatnio w szafie książkę, którą dostałam na jakieś Boże Narodzenie ze dwadzieścia albo i więcej lat temu. pamiętam, że kiedyś była to jedna z moich ulubionych książek, chociaż nawet nie jestem w stanie powiedzieć, czy przeczytałam ją jako dziecko od deski do deski - jest jednak przepięknie wydana, ma absolutnie cudowne ilustracje i nietypową formę, bo jest czymś w rodzaju fikcyjnego opracowania naukowego o życiu i kulturze skrzatów - więc niezależnie od tego, ile z niej przeczytałam (czy raczej ile zostało mi przeczytane), była magiczna. teraz postanowiłam do niej wrócić i sprawdzić co z tej magii zostało. ilustracje nadal tak samo piękne, forma tak samo ciekawa, treść odrobinę zbyt moralizatorska i miejscami mocno nadęta ('zakłóciliście równowagę, która istniała w przyrodzie...'), ale za to dużo fajnych faktów o roślinach i rzemiośle, zapewne zresztą pokrywających się z rzeczywistością (i napisanych całkiem 'dorosłym' językiem, bez zakładania, że czytelnik jest małym kretynem). przy okazji odkryłam kilka detali, których jako dziecko odkryć nie mogłam, a w każdym razie nie przywiązywałam do nich wtedy zupełnie wagi - bo z książki można dowiedzieć się też o potencji skrzatów, ich nocy poślubnej, pitych trunkach i... cyckach.

'skrzatka ubiera się od stóp do głów w kolory zgniłozielone. (...) chociaż ma duży biust, dzięki zmniejszonemu przyciąganiu ziemskiemu przez całe życie nie musi nosić stanika'
W. Huygen, 'Skrzaty'

obok opisu obowiązkowo ilustracja (piękna jak wszystkie inne ilustracje w książce) przedstawiająca cycatą skrzatkę bez stanika.

nie wiem na ile cycki i informacje o działaniu układu moczowego są nieodzownym elementem dobrych książek dla dzieci, ale wiem na pewno, że autorzy takich książek powinni poważnie traktować swoich czytelników i w wypadku 'Skrzatów' tak właśnie jest, co chyba zresztą przeważa o tym, że książka jest magiczna (bo tak, okazuje się, ze przez te dwadzieścia lat dużo się nie zmieniło). szkoda tylko, że polska wersja to tłumaczenie z francuskiego tłumaczenia, a nie z holenderskiego oryginału, bo pewnie coś tam się pogubiło i poprzeinaczało po drodze - chociaż czyta się w większej części i tak bardzo przyjemnie.

poniedziałek, 2 lipca 2012

Panowie i Panie

zaczął się sezon plenerowo-ogniskowy, więc chodzi się na imprezy do lasu. najlepiej jak imprezy są przebierane, bo wtedy można wyjść z domu w stroju niestandardowym i robić na ulicy wstyd sobie, i, co ważniejsze, towarzyszącym znajomym. ostatnio z okazji jednej z takich imprez zamieniliśmy się w lesie płciami.

zaczęło się oczywiście od fejsbukowego eventu. jako, że las jest Ciemny, Straszny i Odległy, trzeba było stworzyć mapkę dla odwiedzających go po raz pierwszy. Agata B., będąca Organizatorką i Jubilatką (bo impreza była urodzinowa) podjęła się zadania, jednak nie spełniła go w zadowalającym stopniu, gdyż mapka Jej autorstwa okazała się zbyt mało szczegółowa i nie uwzględniała pewnych szalenie istotnych elementów topografii. całe szczęście, że pod ręką byłam ja i skorygowałam rażące uchybienia:

mapkę umieszczam tu kierując się Miłością Bliźniego - ogniska w Lasku Młocińskim są wśród warszawiaków dość popularną rozrywką, a pewnie wielu z nich nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństw, jakie tam czyhają (w tym miejscu pozdrawiam wszystkich, którzy trafili tutaj wpisując w Googlach coś w stylu 'jak dotrzeć na ognisko na Młocinach?').

jak już wspomniałam, ognisko było urodzinowe, więc wypadało przynieść jakiś prezent. Jubilatka podobno lubi kaktusy, więc kaktus został nabyty, ale należało go jeszcze ubrać tak, żeby wpasował się w temat imprezy. w tym miejscu przedstawiam Zbigniewa:

charakteryzacja Zbigniewa (również tworzona w lesie, z tym, że już w innym lesie. dzień był ładny i udało się połączyć przyjemne z innym przyjemnym pożytecznym).

Gorsi Bracia Zbigniewa, czyli produkty uboczne jego narodzin

a tu już w drodze na imprezę - jedziemy ze Zbigniewem metrem.

dojazdów ciąg dalszy (bo Młociny to taki koniec świata, że trzeba się wlec metrem, trzema autobusami, promem i dorożką) - ze Zbigniewem i Tadeuszem przystrojonym w moje urodzinowe boa (którego zresztą nie oddał mi do tej pory - podejrzewam, że po prostu tak bardzo Mu się spodobało, że teraz zakłada je codziennie do pracy).

już na miejscu - obdarowana, obdarowujące i Zbigniew.

Jubilat(ka) z mężczyzną/kobietą

ja w pełnej krasie

dupy

więcej dup.

p.s. a potem było inne ognisko, w innym lesie, i też narysowałam mapę. gdyby ktoś, kto kiedyś będzie czytał tego bloga chciał się akurat dowiedzieć, jak dotrzeć na ognisko w Lesie Kabackim, służę pomocą:

chyba rzucę pracę nauczyciela i zostanę kartografem, bo tak mi świetnie idzie z tymi mapami.

poniedziałek, 28 maja 2012

Kielce majowe

maj się kończy, a mi nie udało się jeszcze napisać niczego o Budapeszcie, który zwiedzaliśmy w długi weekend majowy. na zdjęcia z Budapesztu ciągle czekam i dlatego wstrzymywałam się też ze zdjęciami z Kielc (Kielców/Kielec), gdzie wpadłam bezpośrednio po Budapeszcie, żeby zaliczyć grilla w ulewie, serię głupich zdjęć i poturbowanie przez Najgłupszego Psa Świata (który zaistniał już kiedyś na tym blogu). koniec końców stwierdzam, że niechronologicznie też może być i, zanim się wezmę za Budapeszt, pokazuję Kielce.

znalezisko z kieleckiego sklepu. byłam nawet bliska zakupu, ale ostatecznie powstrzymał mnie przed nim kompletny brak pomysłu jak wytłumaczyć pani ekspedientce co ma mi podać (bo sklep samoobsługowy nie był). 'dzień dobry, poproszę skaczące cycki'?

kielecki stencil

chwila czułości z Najgłupszym Psem Świata

Węgierski Dinozaur Laszlo (którego historię opowiem ze szczegółami kiedy będę już mieć wszystkie zdjęcia z Budapesztu) i Pierwszy Sekretarz, czyli piwo, które można kupić wyłącznie w Kieleckiej knajpie 'Komitet' (w smaku zupełnie zwykłe, ale nie o smak tu chodzi).

etykieta od Pierwszego Sekretarza w pełnej krasie

przypadkowo załapałam się na kawałek kieleckich obchodów trzeciomajowych. na zdjęciu panowie w 'prehistorycznych strojach,' jak to tłumaczył swojej wnuczce stojący obok mnie dziadek.

mięsny jeż i Laszlo (nie jestem fanką mięsnego jeża ani memów w ogóle, ale mięsny jeż był obecny na kieleckim grillu, a to już wypada udokumentować.)

mięsny jeż i gumowy jeż

scena erotyczno-komiczna z dinozaurem

'oddaj prawo jazdy komuś, kto dziś nie pił alkoholu.'

niedziela, 13 maja 2012

zbiorowisko

chyba dawno już nie było żadnego posta z zestawem bardziej niż zwykle przypadkowych zdjęć - no to jest.

polski oddział BBC

rap kebab

? (kiedyś w drodze do pracy na nich wpadłam.)

ponglish

albumy z pornomuzyką ludową znalezione na stacji benzynowej gdzieś na końcu świata.

UW to tak ekskluzywna uczelnia, że nawet ma własny system ortograficzny.

biedny obiekt.

na koniec coś z zupełnie innej beczki - znalazłam ostatnio w pewnym sklepie czeskie jajka z niespodzianką:

czwartek, 10 maja 2012

Wiedźmin 2

wiosna to idealny sezon na prokrastynację: robi się ciepło i miło i nie chce się pracować, ale po co zaraz wychodzić z domu, skoro można przecież siedzieć na tyłku i grać na komputerze. na pierwszy ogień poszedł (w końcu) drugi Wiedźmin i opowiadając coś niecoś na jego temat od razu muszę wspomnieć, że bardzo mile mnie zaskoczył. jedynka (która kiedyś zjadła mi połowę wakacji i nie powiem, że nie grało mi się w nią przyjemnie) miała koszmarnie naciąganą fabułę i miejscami naprawdę żenujące dialogi (przynieś mi chleba to ci dam dupy, te klimaty), a dwójka nie tylko jest pod tymi względami o niebo lepsza, ale jeszcze do tego wypełnia pewne dziury i nielogiczności jedynki. duży plus, ale recenzje to nie moja działka, więc nie będę się rozpisywać - zrobiłam za to trochę fajnych screenshotów. patrzcie, obrazki:

nowa broń Geralta (z ciekawych rzeczy do wyboru były jeszcze grabie)

fajne macki

fajne macki w wersji bardziej realistycznej. mimo całej mojej miłości do macek, fajne macki przestały być fajne po tym, jak ubiły mnie po raz pięćdziesiąty. same macki to w sumie jeszcze pół biedy, ale przed walką z mackami za każdym razem wyświetlała mi się cholerna animacja, której z jakiegoś powodu nie byłam w stanie pominąć (i teraz chyba znam ją już na pamięć). koniec końców trafiał mnie szlag, oglądałam raz po raz to samo i już trochę zaczynałam się nudzić, więc stworzyłam na leżącej w pobliżu kartce pomnik mojej nienawiści wobec kayrana (czyli rzeczonych macek):

z innych ciekawych rzeczy:

Geralt nawiązuje do Tolkiena.

"o, a w to okienko co mam wpisać?"
"imię wpisz."

cycki

krasnoludzka propaganda

?

Drizzt!

lesbomancja

brodata elfka

sentymentalne zakończenie z biedronką.

po skończeniu gry chciałam poczytać sobie w internetach o innych możliwych ścieżkach i questach pobocznych, do których nie udało mi się dotrzeć. znalezione tutaj:

'if you decide to go together, you will have an opportunity for sex in the ruined elven baths. to initiate the cut scene choose "you need a bath" dialogue option when it is given to you.'

zdecydowanie dobry tekst na podryw.

i ciekawostka, z tego samego źródła:

'one of the saved elves, Mottle, later offers Geralt sex as a payback for saving her life. (note: this option is said to be unavailable in Australian version of the game, because the censors had issues with the "sex as a reward" thing.)'

p.s. a po Wiedźminie:

statystyka