odkryłam nową knajpę niedaleko Placu Konstytucji - mają cydr o smaku taniego wina i genialne wnętrze z mackami, Sputnikiem i Picardem. warto.
p.s. skoro już o ciekawych knajpach z mackami mowa, to warto jeszcze wspomnieć o Dzikim Ryżu na Wspólnej:
blog o ośmiornicach, dinozaurach, zakupach z drugiej ręki, podróżach, głupotach oraz (poniekąd) o glottodydaktyce.
odkryłam nową knajpę niedaleko Placu Konstytucji - mają cydr o smaku taniego wina i genialne wnętrze z mackami, Sputnikiem i Picardem. warto.
p.s. skoro już o ciekawych knajpach z mackami mowa, to warto jeszcze wspomnieć o Dzikim Ryżu na Wspólnej:
takie tam, ostatnio nazbierane.
sieci wifi moich sąsiadów ('pestka' akurat jest moja, na część jamnika).
p.s. a to jest moje zdjęcie z prawdopodobnie największym udomowionym szczurem na świecie (na zdjęciu nie widać jego dupy, która stanowi dziewięćdziesiąt procent szczura - stąd może nie wydawać się taki wielki):
w moim szmateksie pojawiła się ostatnio wizażystka. wizażystka ma na oko koło osiemdziesiątki, chodzi z balkonikiem, wpycha się obcym ludziom do przymierzalni (najchętniej w momencie, kiedy są najmniej ubrani) i udziela im fachowych porad. upodobała sobie na przykład dwie panie (obie tak plus-minus może z dziesięć lat od niej młodsze) i znosiła im najbardziej wydekoltowane ubrania, jakie udało jej się znaleźć - bo 'jak jest się takim młodym jak wy to trzeba trochę ciała pokazać.' mi coś nie chciała doradzać, sama nie wiem jakie wnioski powinnam z tego faktu wyciągnąć. w każdym razie zrobiłam (wtedy i nie tylko wtedy) trochę ciekawych szmateksowych zakupów (ubraniowych też, ale opowiadanie o ubraniach jest nudne).
całe towarzystwo, które zamieszkuje teraz w mojej pościeli (z czego nowa jest tylko płaszczka, ale pięknie się komponuje z całą resztą)
pluszowe kameleony pozują na moim koszyku od roweru (stwierdziłam, że jak już kupuję to niehumanitarnie będzie kupić tylko jednego).
macki może nie są szczególnie urodziwe (i mają zeza), ale za to pochodzą z londyńskiego Akwarium, które rok temu odwiedziłam (wtedy takich macek tam nie mieli - mieli inne, które oczywiście też kupiłam).
pluszowy Dalek - zdaje mi się, że oryginalnie był pokrowcem na termofor, ale u mnie służy po prostu jako ozdoba bocznej ścianki regału.
na koniec kilka książek i płyta. swoją drogą to w jednej ze szmateksowych książek, które ostatnio kupiłam (nie ma jej na zdjęciu, to bodajże jakaś Bronte), znalazłam to:
zdaje mi się, że (przynajmniej do momentu upowszechnienia podróży w czasie) ze zwrotem mogą być problemy.
teraz skończyło się bieganie po szmateksach, jakoś ciężko mi wygospodarować czas w godzinach, w których są otwarte. niby dobrze, bo stopień zagracenia mojego mieszkania nie rośnie w takim zatrważającym tempie - ale tak naprawdę to źle, bo ja bardzo lubię zagracać moje mieszkanie.
jakiś czas temu miałam rozmowę o pracę na Grochowie. tak powitał mnie Grochów zaraz po wyjściu z autobusu:
poza tym trafiło się trochę ciekawych rzeczy na grochowskich i gocławskich murach:
Gocław, przedobrzenie w tłumaczeniu (angielskim):
trochę streetartu z innych okolic:
mural na Pradze, któremu od zawsze chciałam zrobić zdjęcie
z Powiśla
z Woli (macki?).
...czyli ciąg dalszy zaległości iwentowych, bo mam kilka fajnych zdjęć do pokazania.
na Pikniku było w tym roku jakoś tak mniej niż średnio (chociaż to może być kwestia mojej zmniejszającej się z roku na rok tolerancji na tłumy), a na Targach nawet tak naprawdę nie byliśmy, po prostu obeszliśmy kilka stoisk na zewnątrz. no, ale znalazły się dwie ośmiornice, Nieczynny Wulkan i Darmowe Nożyczki, więc nie było tak zupełnie źle.
zwłoki na Pikniku
UKSW reklamowało się robakami.
piknikowe macki. pierwszy zestaw macek to bodajże maskotka jakiegoś koła archeologów (i nawet ma imię, którego niestety nie pamiętam, chociaż zostaliśmy sobie przedstawieni).
roboty i inne Fajne Rzeczy
Nieczynny Wulkan
Darmowe Nożyczki - leżały gdzieś na chodniku, zupełnie bezpańskie. chcieliśmy je wykorzystać do straszenia tłumu, który z założenia miał się w efekcie trochę od nas odsunąć, ale niestety, okazało się, że tłum nie boi się Nożyczek.
a to już Targi - ewidentnie nie trzeba umieć pisać żeby sprzedawać książki.
ostrożności nigdy za wiele.
p.s. a po iwentach odpoczynek w pubie. odpoczywając stworzyliśmy dzieło sztuki:
już wspominałam o Laszlo i obiecałam później wziąć się za opisanie całej jego (bogato ilustrowanej) historii - teraz jest to później.
Laszlo pochodzi z Chin (jak większość gumowych dinozaurów), ale znaczną część swojego życia spędził w Budapeszcie, gdzie też go poznaliśmy. czuje się prawdziwym Węgrem, piekielnie ostry gulasz zagryza jeszcze ostrzejszą papryką i popija hektolitrami tokaju. w którymś momencie naszych podróży po prostu dołączył do nas, a potem razem z nami przyjechał do Polski. obecnie mieszka w Warszawie, u Tadeusza. pasjonuje się podróżami i fotografią, ma ambicje zwiedzić kiedyś cały świat i zrobić sobie zdjęcia pod wszystkimi najważniejszymi zabytkami.
Laszlo tuli ośmiornicę (która też dołączyła do nas w Budapeszcie).
szykujemy się do wyjścia na miasto.
Laszlo przy obiedzie
w pociągu do Aquincum, Laszlo krzyczy na Igora.
wśród rzymskich ruin w Aquincum
przekąska (bo żaden t-rex nie naje się przecież jednym kotem)
w środowisku naturalnym
w drodze na Wyspę świętej Małgorzaty
radość z pobytu na Wyspie i kąpieli w Dunaju
po kąpieli
krótki odpoczynek przy piwie i węgierskich plackach
...a po piwie chwilowy spadek formy (może i t-rex nie jest w stanie najeść się jednym kotem, ale jedno piwo w zupełności mu do szczęścia wystarcza).
...i zdobywał szczyty. różne szczyty.
Laszlo, król nocnego Budapesztu
a to już w Wyszegradzie - Laszlo podziwia widoki z zamkowego wzgórza.
na zamku dołączył do wieczerzy, na której pożarł księcia i dwóch paziów - szczęśliwie chyba nikt nic nie zauważył.
w Estragom, modlimy się w bodajże największym kościele Europy.
w podziemiach kościoła Laszlo odnalazł grób przodka
Laszlo obok kościoła (dobrze tu widać wymiary Laszlo, który na innych zdjęciach wygląda na jakiegoś takiego jakby mniejszego niż w rzeczywistości).
w Estragom niestety zapsuł nam się autokar i Laszlo z początku dzielnie próbował go naprawić, ale potem okazało się, że przekracza to jego umiejętności techniczne i trzeba było wezwać profesjonalną pomoc. korzystając z nieplanowanego przedłużenia postoju, poszliśmy na piwo.
co by tu zamówić?
(swoją drogą to mogę się założyć, że w Estragom jeszcze przez długi czas będą opowiadać legendy o grupie młodych ludzi, którzy pojawili się znikąd w zaspanym miasteczku, a do tego mieli ze sobą dinozaura i mówili w niezrozumiałym dla nikogo języku.)
już w drodze do Polski (bo autokar dało radę koniec końców naprawić) - Laszlo umila sobie podróż czytając 'Eden' Lema.
p.s. a to świnie z Warszawskiego Zoo:
totalnie niewęgierskie, ale takie fajne, że musiałam je tu wrzucić.