Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paszcza własna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paszcza własna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 sierpnia 2012

różne różności

takie tam, ostatnio nazbierane.

Laszlo i pluszowy buldog jedzą frytki.

z TeleTygodnia bodajże

mojego rozmiaru oczywiście nie mieli.

z cyklu 'reklama żenująca'

(z podziękowaniem dla Agaty, która rzecz zauważyła)

sieci wifi moich sąsiadów ('pestka' akurat jest moja, na część jamnika).

p.s. a to jest moje zdjęcie z prawdopodobnie największym udomowionym szczurem na świecie (na zdjęciu nie widać jego dupy, która stanowi dziewięćdziesiąt procent szczura - stąd może nie wydawać się taki wielki):

poniedziałek, 2 lipca 2012

Panowie i Panie

zaczął się sezon plenerowo-ogniskowy, więc chodzi się na imprezy do lasu. najlepiej jak imprezy są przebierane, bo wtedy można wyjść z domu w stroju niestandardowym i robić na ulicy wstyd sobie, i, co ważniejsze, towarzyszącym znajomym. ostatnio z okazji jednej z takich imprez zamieniliśmy się w lesie płciami.

zaczęło się oczywiście od fejsbukowego eventu. jako, że las jest Ciemny, Straszny i Odległy, trzeba było stworzyć mapkę dla odwiedzających go po raz pierwszy. Agata B., będąca Organizatorką i Jubilatką (bo impreza była urodzinowa) podjęła się zadania, jednak nie spełniła go w zadowalającym stopniu, gdyż mapka Jej autorstwa okazała się zbyt mało szczegółowa i nie uwzględniała pewnych szalenie istotnych elementów topografii. całe szczęście, że pod ręką byłam ja i skorygowałam rażące uchybienia:

mapkę umieszczam tu kierując się Miłością Bliźniego - ogniska w Lasku Młocińskim są wśród warszawiaków dość popularną rozrywką, a pewnie wielu z nich nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństw, jakie tam czyhają (w tym miejscu pozdrawiam wszystkich, którzy trafili tutaj wpisując w Googlach coś w stylu 'jak dotrzeć na ognisko na Młocinach?').

jak już wspomniałam, ognisko było urodzinowe, więc wypadało przynieść jakiś prezent. Jubilatka podobno lubi kaktusy, więc kaktus został nabyty, ale należało go jeszcze ubrać tak, żeby wpasował się w temat imprezy. w tym miejscu przedstawiam Zbigniewa:

charakteryzacja Zbigniewa (również tworzona w lesie, z tym, że już w innym lesie. dzień był ładny i udało się połączyć przyjemne z innym przyjemnym pożytecznym).

Gorsi Bracia Zbigniewa, czyli produkty uboczne jego narodzin

a tu już w drodze na imprezę - jedziemy ze Zbigniewem metrem.

dojazdów ciąg dalszy (bo Młociny to taki koniec świata, że trzeba się wlec metrem, trzema autobusami, promem i dorożką) - ze Zbigniewem i Tadeuszem przystrojonym w moje urodzinowe boa (którego zresztą nie oddał mi do tej pory - podejrzewam, że po prostu tak bardzo Mu się spodobało, że teraz zakłada je codziennie do pracy).

już na miejscu - obdarowana, obdarowujące i Zbigniew.

Jubilat(ka) z mężczyzną/kobietą

ja w pełnej krasie

dupy

więcej dup.

p.s. a potem było inne ognisko, w innym lesie, i też narysowałam mapę. gdyby ktoś, kto kiedyś będzie czytał tego bloga chciał się akurat dowiedzieć, jak dotrzeć na ognisko w Lesie Kabackim, służę pomocą:

chyba rzucę pracę nauczyciela i zostanę kartografem, bo tak mi świetnie idzie z tymi mapami.

czwartek, 28 czerwca 2012

węgierski dinozaur Laszlo

już wspominałam o Laszlo i obiecałam później wziąć się za opisanie całej jego (bogato ilustrowanej) historii - teraz jest to później.

Laszlo pochodzi z Chin (jak większość gumowych dinozaurów), ale znaczną część swojego życia spędził w Budapeszcie, gdzie też go poznaliśmy. czuje się prawdziwym Węgrem, piekielnie ostry gulasz zagryza jeszcze ostrzejszą papryką i popija hektolitrami tokaju. w którymś momencie naszych podróży po prostu dołączył do nas, a potem razem z nami przyjechał do Polski. obecnie mieszka w Warszawie, u Tadeusza. pasjonuje się podróżami i fotografią, ma ambicje zwiedzić kiedyś cały świat i zrobić sobie zdjęcia pod wszystkimi najważniejszymi zabytkami.

Laszlo tuli ośmiornicę (która też dołączyła do nas w Budapeszcie).

szykujemy się do wyjścia na miasto.

Laszlo przy obiedzie

w pociągu do Aquincum, Laszlo krzyczy na Igora.

wśród rzymskich ruin w Aquincum

przekąska (bo żaden t-rex nie naje się przecież jednym kotem)

w środowisku naturalnym

w drodze na Wyspę świętej Małgorzaty

radość z pobytu na Wyspie i kąpieli w Dunaju

po kąpieli

krótki odpoczynek przy piwie i węgierskich plackach

...a po piwie chwilowy spadek formy (może i t-rex nie jest w stanie najeść się jednym kotem, ale jedno piwo w zupełności mu do szczęścia wystarcza).

w międzyczasie Laszlo odkrył przy nas swoją kobiecą stronę...

...i zdobywał szczyty. różne szczyty.

Laszlo, król nocnego Budapesztu

a to już w Wyszegradzie - Laszlo podziwia widoki z zamkowego wzgórza.

na zamku dołączył do wieczerzy, na której pożarł księcia i dwóch paziów - szczęśliwie chyba nikt nic nie zauważył.

w Estragom, modlimy się w bodajże największym kościele Europy.

w podziemiach kościoła Laszlo odnalazł grób przodka

Laszlo obok kościoła (dobrze tu widać wymiary Laszlo, który na innych zdjęciach wygląda na jakiegoś takiego jakby mniejszego niż w rzeczywistości).

w Estragom niestety zapsuł nam się autokar i Laszlo z początku dzielnie próbował go naprawić, ale potem okazało się, że przekracza to jego umiejętności techniczne i trzeba było wezwać profesjonalną pomoc. korzystając z nieplanowanego przedłużenia postoju, poszliśmy na piwo.

Laszlo i góra forintów, za którą postawił nam piwo.

co by tu zamówić?

(swoją drogą to mogę się założyć, że w Estragom jeszcze przez długi czas będą opowiadać legendy o grupie młodych ludzi, którzy pojawili się znikąd w zaspanym miasteczku, a do tego mieli ze sobą dinozaura i mówili w niezrozumiałym dla nikogo języku.)

już w drodze do Polski (bo autokar dało radę koniec końców naprawić) - Laszlo umila sobie podróż czytając 'Eden' Lema.

p.s. a to świnie z Warszawskiego Zoo:

totalnie niewęgierskie, ale takie fajne, że musiałam je tu wrzucić.

wtorek, 26 czerwca 2012

Sentendre

poza Budapesztem widzieliśmy na Węgrzech jeszcze trzy miejscowości: Wyszegrad, Estragom i Sentendre. w Wyszegradzie jest duży zamek, w Estragom duży kościół, a Sentendre to jeden wielki bazar z mniej lub bardziej kiczowatymi pamiątkami.

ciekawy szyld jednego ze sklepów

ciuchy też mieli. i przerażające manekiny.

pamiątki zrobione z... grzyba (przypuszczamy, że z huby). jakieś lokalne rękodzieło czy co tam.

zdecydowanie najlepsza pamiątka z Budapesztu (do kupienia w Sentendre).

sklep bożonarodzeniowy, czynny cały rok

knajpa z Dalim

dekoracja koło chyba jedynej w Sentendre toalety publicznej (za to połączonej z muzeum nocników)

pocztówka nabyta na jednym ze straganów. czyżby węgierska wersja biblijnej bestii?

p.s. to zdjęcie poniżej to już nie Sentendre, tylko Wyszegrad - niemniej wypchane bażanty prześladują.

statystyka