Pokazywanie postów oznaczonych etykietą supermarkiety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą supermarkiety. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 sierpnia 2012

różne różności

takie tam, ostatnio nazbierane.

Laszlo i pluszowy buldog jedzą frytki.

z TeleTygodnia bodajże

mojego rozmiaru oczywiście nie mieli.

z cyklu 'reklama żenująca'

(z podziękowaniem dla Agaty, która rzecz zauważyła)

sieci wifi moich sąsiadów ('pestka' akurat jest moja, na część jamnika).

p.s. a to jest moje zdjęcie z prawdopodobnie największym udomowionym szczurem na świecie (na zdjęciu nie widać jego dupy, która stanowi dziewięćdziesiąt procent szczura - stąd może nie wydawać się taki wielki):

niedziela, 24 czerwca 2012

zakupy, transport i inne przyziemne rzeczy (w Budapeszcie)

o Budapeszcie turystycznym już było, teraz pora na Budapeszt codzienny - czyli metro, sklepy i mamuty (czemu mamuty to jeszcze wyjaśnię).

w metrze. pociągi mają takie, jak te stare u nas, z tym, że mocno przerdzewiałe i ogólnie rozlatujące się. (mamy więc lepsze metro niż Węgrzy, jeżeli tylko pominąć fakt, że jest go u nas jakieś cztery razy mniej.)

takiedługieschody ('no jak już tak jedziemy i jedziemy to może się ładnie ustawimy do zdjęcia?')

peronowe krzesełka dla socjopatów.

pomnik gołego faceta z psem (i z Igorem) na stacji Kossutha. z uwagi na nazwę stacji z początku myśleliśmy, że goły facet to Kossuth, ale Michał, który chodził do liceum imienia Kossutha, wyprowadził nas z błędu.

macki na jakimś plakacie w metrze

patent na grilla, bodajże gdzieś na Wyspie świętej Małgorzaty

polski akcent w jednym z barów na Wyspie

zdjęcie pozostawione bez żadnego komentarza.

na koniec obiecane mamuty: otóż w Budapeszcie jest centrum handlowe. centrum handlowe samo w sobie w sumie nie jest ani zaskoczeniem, ani atrakcją, ale to konkretne centrum handlowe nazywa się Mamut i ma mamuty. figury mamutów. skamieniałe kawałki mamutów. pluszowe mamuty. grafiki mamutów. i w ogóle, mamuty. mamuty to nie ośmiornice ani nawet nie dinozaury, no ale jednak.

to ostatnie to już nie mamuty, ale za to ciekawa dekoracja centrohandlowego sufitu.

steampunkowe Androidy w ciąży z kwiatami (?!) na wystawie jakiegoś sklepu

piwo znalezione w supermarkecie.

niedziela, 13 maja 2012

zbiorowisko

chyba dawno już nie było żadnego posta z zestawem bardziej niż zwykle przypadkowych zdjęć - no to jest.

polski oddział BBC

rap kebab

? (kiedyś w drodze do pracy na nich wpadłam.)

ponglish

albumy z pornomuzyką ludową znalezione na stacji benzynowej gdzieś na końcu świata.

UW to tak ekskluzywna uczelnia, że nawet ma własny system ortograficzny.

biedny obiekt.

na koniec coś z zupełnie innej beczki - znalazłam ostatnio w pewnym sklepie czeskie jajka z niespodzianką:

niedziela, 16 stycznia 2011

Peterborough

w Peterborough mieszkałyśmy w jednym domu z czterema Portugalczykami. każdy Portugalczyk w Peterborough ma na imię Ricardo i wygląda mniej-więcej tak:

poza oglądaniem Portugalczyków zajmowałyśmy się jeszcze integracją z lokalną Polonią i niepolonią, zwiedzaniem (ze szczególnym uwzględnieniem przystanków, rond i katedry, o której więcej za moment), długimi rozmowami, które jakimś sposobem zawsze schodziły na temat religii, słuchaniem (nie do końca dobrowolnym) kameralnych koncertów gitarowych o trzeciej w nocy i jeszcze większą ilością integracji (w prawdziwie angielskich pubach i w mieszkaniach przeróżnych ludzi).

pierwotna wersja planu na nasz pobyt, która potem została jeszcze wzbogacona o atrakcje takie jak między innymi jogging samochodowy, jazda na reniferach czy czytanie bajek na dobranoc (które, koniec końców, przekształciło się we wspomniany już kameralny koncert).

zdjęcie pod katedrą. w samej katedrze najbardziej zafascynowało mnie stoisko mające zachęcać do pomocy charytatywnej Krajom Trzeciego Świata, bo można było na nim znaleźć między innymi zapuszkowane robaki. o:

wpisałam się też oczywiście do pamiątkowej księgi w katedrze (a nawet narysowałam pamiątkowego jednorożca):

Polonia, z którą integrowałyśmy się w Peterborough, stanowi sporą część mieszkańców miasta. na tyle sporą, że mają tam nawet polską szkołę i polski sklep, z najgorszymi możliwymi polskimi produktami, jak herbata 'Saga' na przykład.

Polki (i Portugalczyk) muszą oczywiście mieć pod polskim sklepem zdjęcie.

znalazłyśmy też lokalny oddział YMCA. zabrakło nam ludzi do zdjęcia, ale jakoś dałyśmy sobie radę.

jeszcze z zajęć na ulicach Peterborough:

Barbara dzielnie supportuje raka...

...a Ricardo (tak, oni naprawdę wszyscy mają na imię Ricardo) próbuje zademonstrować Sandzie, jak wygląda płaszczka.

na koniec kilka sklepowo-restauracyjnych ciekawostek:

czy ktoś jeszcze poza mną ma jakieś chore skojarzenia khe... kinematograficzne?

sklepowy Cerber patrzył na mnie złym okiem, więc zdjęcie robiłam z ukrycia, co odbiło się na jakości - ciężko odczytać napis na brzuchu Mikołaja, który brzmi 'i love you all but please do not touch me.'

nasze zakupy w prawdziwym, brytyjskim Tesco: ośmiornice, markery, wino i dużo czekolady, w tym Magiczne gwiazdki. kto pamięta Magiczne gwiazdki? jako ciekawostkę dodam, że chociaż w Polsce nie można ich już kupić, te dla Wielkiej Brytanii są, jak głosi napis na opakowaniu, produkowane w... Sochaczewie.

statystyka