Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dialogi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dialogi. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 kwietnia 2012

pracowe po raz n-ty

ja: do you know another word for a tortoise?
O (po długim namyśle): gad?

M: it's the smallest smartphone on the market and i really very like it, because it fits into my manpurse.
ja: (zaczynam się śmiać)
M: WHAT? did i say something stupid?
(po chwili namysłu)
oh, did i say 'really very'?

B: Children like playing with themselves.

ja: open your books at page 123 and quickly skim the text. can you guess who was this text written for?
M: i think it was written for people.
ja: oh. so not for horses?
M: no. but it might have been written for dogs. on the other hand...
ja: yes?..
M: dogs can't read, i just remembered that.

ja: co to jest 'speeding ticket'?
H: mandat za zapierdalanie.

wtorek, 27 marca 2012

słowotwórstwo, Hitler i LSD

z cyklu 'pracowe dialogi.'

ja: is this a chair?
grupa: yes, it is!
ja: is this a table?
grupa: no, it isn't!
ja: is he a policeman?
grupa: yes, he is!
ja: H, a teraz ty zadaj M. jakieś pytanie.
H: ale jakie chcę?
ja: jakie chcesz.
H: M, chcesz z liścia?

ja: P, can you tell me what 'bossy' means?
P: if you're bossy, you behave like a Hitler.

usiłuję wyelicytować na zajęciach słowo 'headquarters.'
ja: it's the main office of a company.
grupa: ...
ja: it was in the text we read last week.
grupa: ...
ja: the first part of this word has something to do with a body part.
K: a legcenter!

ja: what should we do to make Polish cities more attractive for foreign tourists?
M: give them more alcohol!
ja: right... Any OTHER ideas?
M: and LSD!
ja: sure. Anybody else?
M (nie pozwalając nikomu innemu dojść do słowa): no, but can i show you a photo of a cutlet I ate yesterday?
ja: ...
M: but it was huge! I was surprised that it was so huge, so i took a photo with my phone.
ja: ...
M (podaje swój telefon I, która siedzi obok niego): pass it on, I. you can take a look, too.

swoją drogą to człowiek uczy się przez całe życie. jeszcze się tym chyba nie chwaliłam na blogu, ale uczę ostatnio straż miejską, że niby w ramach przygotowań do Euro - na jednych zajęciach dowiedziałam się, że ten przedmiot nazywa się profesjonalnie 'pałka policyjna wielofunkcyjna.' na czym polega jej wielofunkcyjność już nikt mi nie objaśnił, chociaż o to też pytałam.

a to obrazek znaleziony niedawno w podręczniku 'Sky High 3' (nie, nie dla straży miejskiej). ukłon w stronę Grease?

poniedziałek, 13 lutego 2012

z pracy

prezentuję porcję najnowszych pracowych skarbów.

zajęcia indywidualne z O., rozmawiamy o lataniu i niebezpiecznych sytuacjach, jakie mogą się wydarzyć podczas lotu.
O: birds can be dangerous, because for example a chicken can fly into the engine of the plane during the flight...

gramy w naszą standardową grę: wybrana osoba z grupy losuje jakieś słowo i ma za zadanie przedstawić je reszcie.
A: it's something you buy every day and you can find it in almost every shop...
K: vodka!
A: no, no! It starts with an "o."
E: "oh, shit."

zajęcia indywidualne na poziome elementary.
ja: what sorts of online services do you know?
I: for example you can rent a stripper online.

a tak wyglądały moje ostatnie zajęcia u uczennicy, która ma kota:

nie, to nie było tak, że kot przez całe półtorej godziny łaził mi po książkach - czasem przenosił się jeszcze na laptopa albo na segregator z Bardzo Ważnymi Papierami, wszystko zależało od tego, która z tych rzeczy była mi w danym momencie najbardziej potrzebna.

wtorek, 24 stycznia 2012

pracowe

standardowo - nic mnie tak nie inspiruje jak praca, więc prezentuję kolejną porcję sytuacji i dialogów, które miały miejsce na moich zajęciach (było tego więcej, ale to już na drugim komputerze, który chwilowo padł trupem - resztę wrzucę więc po dokonaniu resustytacji).

to akurat twórczość własna, ale nie mogłam się powstrzymać kiedy zobaczyłam w książce taki tytuł rozdziału (to z podręcznika Sky High 3). are you sure, Andy?

obiecane dialogi i cytaty:

W. czyta na głos. oryginalny tekst w książce: 'let's go before it gets dark.'
W: let's go before we get drunk.

rozmawiamy o designie, każdy w grupie ma za zadanie wymyślić nowy design dla jakiegoś przedmiotu codziennego użytku i opowiedzieć, co czyni go praktycznym.
E: the desk should have a drink holder, because when you work you need to drink a lot of alcohol.

fragmenty najlepszego najgoszego wypracowania jakie w życiu czytałam (w poniedziałek gołymi rękami uduszę pana A., który to dzieło stworzył):

'the boy was a szewczyk who often imagined that he was a brave wojakiem.'

'"hello, Lutku," said the duck.'

'"if you want the gold, you need to have me satisfied!," said the duck to the Lutek.'
(właśnie sobie wyobrażam jak the Lutek zaspokaja potrzeby seksualne kaczki.)

'"finally i'm rich!," thought the boy, going dziarskim step.'

'the boy went to the tailor and dressed in the most expensive dress.'

'a noble lord, can you help me?'
(hello, random noble lord.)

'Lutek looked at the happy old man, who withdrew żwawszym step in the direction of old town.'

sobota, 10 września 2011

rozmowy

(przed wyjazdem do Londynu)
ja:
idę się pakować
i malować paznokcie, golić bikini i depilować plecy
no bo jednak jadę do dużego miasta
Rzeczek:
no tak, to musisz się wylaszczyć jak jedziesz do dużego miasta na odpust
ja:
może tam znajdę bogatego męża w jakiejś remizie na imprezie i się wyrwę
Rzeczek:
tego Ci życzę
no tam podobno duże te remizy
i jeszcze nie jeżdżą tam wozy drabiniaste i dorożki
ale samochody i autobusy
ja:
chujowo jak duże, trudniej będzie męża znaleźć
jak już się schowa

(Londyn się tu w ogóle jeszcze pojawi, tylko muszę wreszcie doprosić się o zdjęcia.)

***

Kasia:
a na starość będę miała domek z działką i krową w Bieszczadach
w międzyczasie jeszcze dziecko
najpierw sobie ustabilizuję sytuację materialną
znajdę dobrą pracę po szkole
wyremontuję mieszkanie
i bach
będę miała takiego małego ślicznego chłopczyka
o jakimś głupim imieniu
nie chcę dziewczynki
ja:
z kim?
Kasia:
prawdopodobnie z mężczyzną
ale to jeszcze nie jest pewne.

***

Basia:
dobr aodbra
my tu pierdu pierdu
a antybioty
k
ja:
Ty antybiotyk bierzesz?
myślałam, że jesteś pijana.
Basia:
ejtsmocniejszy niz DXM i efedryna azem wziete (a po kazdym zosobna chodizlam nacpana jak 150 tzn to jest w normalnych lekach np gripex)
mam zapalenieo skrzeli
kurwamac
zapalenie skrzeli
jestem rybą
anyway
ten lek
jest fantastyczny
nietstey tylko przez jakies pol godizny
poznije
bezwarunkowo usypiam
nie wiem
jak sie usypia warunkowo
ale ja usyiam bezwarunkowo
po tym leku
to lek na litere c
ciprotal.. ne wiem jakos tak
niemma sily wstac i sprawdzi
nie
ciprocxine ... cos jak cipa w kazdym razie.

***

i jeszcze scena na żywo, podsłuchane w cukierni:

pan:
dzień dobry, poproszę sernik. wie pani, ja świetny humor dzisiaj mam... kazali mi kupić ciasto i wyjść z domu. świetny humor. a czegoś trującego pani nie ma?
(ekspedientka uśmiecha się głupio)
pan:
nie ma pani? trudno, to wezmę ten sernik. a może są takie ciasta, żeby baba po nich grubła i grubła? bo wie pani, gruba to ona już jest, ale przez drzwi jeszcze przechodzi - a jak jeszcze trochę zgrubnie to może do mieszkania nie wejdzie...

poniedziałek, 20 czerwca 2011

pracowe

kwiatki z zajęć (już się chwaliłam na fejsbuku, ale mniejsza o to):

x: we went to Ibiza and visited some wild bitches.

y: good morning, i'm here to take my anal English exam.

i dzieciaki z podstawówki mnie ostatnio przejrzały:
z: ma pani spinkę z dinozaurem, bluzkę z robotami i lubi pani robaki. pani jest chłopcem!

swoją drogą, od tych właśnie dzieciaków dostałam na zakończenie roku... krzak róży. KRZAK, kurwa - i ta 'kurwa' tam jest jak najbardziej uzasadniona, każdy by kurwował, gdyby musiał jechać komunikacją miejską spod Warszawy wioząc ze sobą KRZAK. z całej sytuacji wynika, że według obiegowej opinii każdy nauczyciel ma dom, samochód i kilka hektarów, żeby mieć gdzie sadzić końcoworoczne krzaki.

a skoro już i tak mówimy o mojej szkołopracy, to dorzucę ostatnie znaleziska podręcznikowe:

ćwiczenia do 'Kid's Box' 1. tak dobrze?

'English Result' Elementary. Can you do an almost Vulcan greeting?

p.s. na koniec kobyła z Kobyłki, gdzie pracuję. symbol miasta czy coś.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Empik

nawet sobie nie zdawałam sprawy, że przez nawał roboty w ostatnich miesiącach tak strasznie dawno nie byłam w Empiku. ostatnio, z okazji Zakupów Wszelakich (na które też nie miałam czasu, ale co z tego) nadrobiłam zaległości i znalazłam kilka intrygujących rzeczy, którymi się tu standardowo podzielę.

skarbonkozaury, zdecydowanie nowa pozycja na mojej wishliście (swoją drogą, ten 'Koleżankaraptor' to bardzo hermetyczny i taki trochę ofensywny żart, którego nie będę tu wyjaśniać, kto wie ten wie).

zrób sobie potwora.

album ze zdjęciami... znaków 'zakaz wprowadzania psów'

bonusowo do zdjęć zaserwuję jeszcze empikową anegdotkę. rzecz się dzieje w Juniorze, na schodach ruchomych, na których jakiś dzieciak z całej siły napiera na poręcz. matka postanawia zwrócić mu uwagę: nie opieraj się tak, dupę ci wciągnie. no jak ty będziesz bez dupy wyglądał?

a skoro już o zakupach, to jeszcze pochwalę się nowym nabytkiem - nie empikowym, tylko wygrzebanym 'na tandecie' przy Wileńskim:

piątek, 18 marca 2011

piątek rano

moja uczennica (lat bodajże dwanaście) stwierdziła dziś, że słowo 'queue' czyta się tak samo jak 'Jesus.' próbowałam ją wyprowadzić z błędu, ale ona dalej twierdzi, że jej wersja jest lepsza. tak w sumie to się zgadzam, bo spójrzcie sami:

'there was a very long Jesus in this shop.'

(wiem, powtarzam się, przytaczałam już tę anegdotkę na fejsbuku, ale Jezus sponsoruje dziś mój dobry humor - jeśli ktoś mnie teraz zdenerwuje na zajęciach, zwykłe obrazy zmaskakrowanych zwłok zastąpi w mojej głowie Bardzo Długi Jezus i, zamiast zaciskać zęby, zacznę się głupio śmiać.)

środa, 5 stycznia 2011

jeże

odbyłam ostatnio rozmowę na gadu-gadu z Azu (Azu już się tu pojawiła, bo jest autorką obrazka z tego posta i bohaterką jednego z licealnych komiksów), która to, jako studentka filologii polskiej, zajmowała się akurat pisaniem pracy semestralnej na temat jednej z pieśni Kochanowskiego. z uwagi na walory edukacyjne rozmowy, z której można się dowiedzieć wiele nie tylko o poezji, ale także o małych ssakach lądowych i o geografii Polski, pozwalam sobie zamieścić jej fragmenty.

Azu 11:42:53
jak to jest? jak rozmawiam z Tobą na gg, to jest w porządku, a jak po chwili chcę kontynuować pisanie pracy, to jakoś strasznie mnie bolą ręce ze zmęczenia.
ja 11:43:09
pisz pracę na gg, a potem ją skopiuj. to będzie bardzo artystyczne, taki strumień świadomości.

(tu następuje fragment rozmowy, w którym Azu zastanawia się, jak z siedemnastu wersów pieśni wyciągnąć pięć stron pracy)

ja 11:46:30
możesz zrobić coś takiego: link - to będzie nawet więcej niż pięć stron. (...) ewentualnie możesz wkleić tę rozmowę.
Azu 11:49:00
mam już temat pracy: czemu pieśń 17. tak zachwyca i wyróżnia się na tle innych? otóż wybrałam tę pieśń, gdyż inne były za długie i zawierały trudne słówka, a poza tym bohater nawiązuje do Biblii, która mówi nam, że...
ja 11:49:34
to jest temat, łącznie z całą Biblią?
Azu 11:49:54
a nie, temat kończy się na znaku zapytania. może po prostu zaproszę wykładowcę do dyskusji na gg?
ja 11:49:52
dawaj, zrobimy konferencję.

(coraz bardziej zaczynam się zapalać do pomocy i postanawiam znaleźć treść pieśni w internecie.)

ja 11:51:05
o cholera. to jest to
'słońce już padło, ciemna noc nadchodzi,
nie wiem, co za głos uszu mych dochodzi'
i tak dalej? matko, jakie rymy częstochowskie.
Azu 11:51:17
nie, to nie to. ale wiesz co, jak przeczytałam te wszystkie pieśni, to czułam się jak raper.
ja 11:51:48
myślę, że Kochanowski też czułby się jak raper, kiedy je pisał. gdyby wiedział co to raper.
Azu 11:52:00
właściwie to do listy tego, czego nienawidzę na filologii mogę dopisać: 'Kochanowski.'
ja 11:52:13
a Mickiewicz?
(...)
Azu 11:52:56
lista znienawidzonych rzeczy: Kochanowski, historia literatury, historia, ten doktor który zawsze chodzi w tym samym swetrze i wygląda jak żul, Mickiewicz, Kochanowski... i Kochanowski.
(...)
masz tę pieśń: link.
(...)
ja 11:55:05
używa słowa 'gęba' - póki co tyle zrozumiałam.
Azu 11:55:52
mówi też coś o jeżach w przedostatnim wersie.
ja 11:56:09
no, właśnie zauważyłam.
(...)
ale nie, nie mogę. nie jestem w stanie nic wymyślić.
Azu 11:56:46
ja wymyśliłam, siedząc nad opracowaniami w bibliotece 7 godzin bez jedzenia. a następnego dnia wymyśliłam jeszcze więcej, siedząc... 7 godzin.
(...)
ja 11:57:35
on naprawdę nie napisał nic bardziej zrozumiałego?
Azu 11:57:41
naprawdę. chyba że fraszkę na lipę czy coś tam.
(...)
ja 11:59:01
hmm... co mądrego można powiedzieć o 17. pieśni Kochanowskiego, poza tym, że jest o jeżach?
(...)
Neris 11:59:59
ale to pieśń z ksiąg wtórych, a nie po prostu 17. zresztą łotewer, może 17 też jest o jeżach.
ja 12:00:43
myślę, że każda jest o jeżach jak ją odpowiednio zinterpretować.
Azu 12:01:15
o, teraz widzę, że ta 17 jest potwornie długa. coś tam o wiatrach...
ja 12:01:49
'aleć ja dufam jego szczerej cnocie.'
Azu 12:02:47
alem wżdy zawżdy
ja 12:03:20
nie mogę. to ponad moje możliwości.
Azu 12:04:01
nie no, spoko, napiszę coś o cnocie i o jeżach. ledwo się zmieszczę na tych pięciu stronach.
ja 12:04:57
możesz napisać wierszem, wiersz zajmuje więcej miejsca.
Azu 12:05:33
masz jakiegoś znajomego rapera, który by mnie w tym wspomógł?
ja 12:05:38
no! czekaj, napiszę do niego.

(próby kontaktu ze znajomym raperem nie przynoszą efektu, więc dalej kombinujemy same, z małą pomocą Wikipedii)

Azu 12:05:52
'Kochanowski w cnotę wierzył
włos mu się na głowie jeżył'
ja 12:07:25
'jeże to rodzina małych, naziemnych ssaków łożyskowych
pokrytych sztywnymi włosami przekształconymi u niektórych
w kolce'
(...)
patrz, zrobiłam z tekstu z Wikipedii biały wiersz!
Azu 12:09:06
'Kochanowski był wspaniałym Polakiem
a jeż jego - naziemnym ssakiem.'
ja 12:09:51
o! napisz, że jeże nie są jadowite i że Kochanowski też nie był i kochał dzieci swoje i, chociaż był takim beznadziejnym poetą, to wcale nie był złym człowiekiem, tylko miał kolce.
'Jeże nie są jadowite, ale kiedy ich igły wbiją się w ciało, trudno je wyjąć.'
Azu 12:11:34
'jeże
należą do stosunkowo dużych
owadożernych
mają ciało o krępej
i
mocnej budowie
płaska, klinowata głowa
jeże. jeże? jeże?'
(stylizacja na wiersz nowoczesny)
ja 12:11:54
dobre. a z tym wbijaniem się w ciało to myślę, że to ładna metafora: Kochanowski jest nieszkodliwy, ale konieczność czytania go sprawia niemal fizyczny ból.
Azu 12:12:20
'Kochanowski wbił się w moje ciało
nie chce
wyjść'
ale jeże to małe ssaki, a Kochanowski wielkim poetą był, więc Kochanowski sprawia większy ból.
ja 12:14:21
na tym polega metafora: mówimy o małym jeżu, a myślimy o wielkim Kochanowskim.
Azu 12:14:59
mówiąc o bogu mówimy o stworzeniu; mówiąc o Kochanowskim mówimy o jeżu.
ja 12:15:07
a żeby było trochę bardziej naukowo to możesz napisać, że Kochanowski też był ssakiem.
Azu 12:15:24
Kochanowski był ssakiem? w Wikipedii nic o tym nie ma.
'poeta polski epoki renesansu, sekretarz królewski. był przedstawicielem filozofii eklektycznej' - nic nie ma o tym, że był ssakiem.
(...)
jedynym wyjściem jest przeprowadzenie sekcji zwłok Kochanowskiego na własną rękę. albo może się zapiszę do grupy link. albo tutaj, to jest lepsze: link. ja i Kochanowski nie mamy wspólnych znajomych...
ja 12:25:49
czekaj.
(...)
link - do tej się zapisz. a w ogóle to znalazłam coś jeszcze: Łódź. jak to miasto. Łódź i jeże.
'charakterystyczna dla jeża jest pokrywa z kolców
a Łódź liczy około 1 100 000 mieszkańców.
u młodych jeży kolce są miękkie i twardnieją z wiekiem
a w XVII wieku Łódź stała się ważnym handlowym ośrodkiem.'
(pewnie nawet nie zauważyłaś moich starań, ale to wszystko się prawie rymuje.)
(...)
Azu 12:36:06
wiekiem-ośrodkiem?
ja 12:36:22
to się nazywa rym niedokładny
Azu 12:36:44
hmm... nie tak dobre rymy jak u Kochanowskiego, ale całkiem całkiem.
ja 12:36:44
kolców-mieszkańców jest trochę lepsze, ale muszę jeszcze poćwiczyć. szukam czegoś na Wikipedii. pomyślałam, że fragment
'wiele jeży ginie na drogach' ma potencjał, ale nie mogę znaleźć rymu. cholera... a w ogóle to ja chyba dziś do pracy idę. zbieram się, daj znać o postępach.
Azu 12:39:49
a ja właśnie idę na studia, czas na wykłady. nie będę jeść i spać, tylko tworzyć, tworzyć i tworzyć. a nocą będę obserwować jeże, by szukać natchnienia.
ja 12:40:38
i pij dużo wódki.
Azu 12:40:41
dużo wódki. bardzo dużo. wódka z jeży.
ja 12:40:57
i czytaj wikipedię.
(...)
wiem! wiem do czego możesz się odwołać w swojej pracy.
Azu 12:41:26
do czego?..
ja 12:41:39
link - w sumie to jest o cnocie. pasuje.
Azu 12:42:07
o! genialne. dodam własną zwrotkę o Łodzi i będzie git.
(...)
ja 12:43:58
tak w ogóle to wyobrażam sobie Twoją bibliografię: 'gadu-gadu, wikipedia, youtube.'
(...)
Azu 12:45:19
jak opublikujesz tę rozmowę na Twoim blogu, to zamieszczę w bibliografii linka.

potem dostałam jeszcze od Azu rysunek (w pakiecie z wierszem).

p.s. elephants are made of elements (and so are hedgehogs).

wtorek, 7 grudnia 2010

w pracy

ja: what do you call the people who rule in a country?
grupa: ...
ja: it starts with a 'G'...
Tomek (lat 11): Germans!

*

'dziewczyny są wszystkożerne.'

*

'temu krokodylowi nie widać paszczy, bo ją schował w gębie.'

piątek

siedzimy w Indeksie (knajpa taka), przy stoliku obok toczy się rozmowa o nurtach w sztuce.

x: mój kolega jest poetą fekalistą i pisze wiersze na tematy historyczne. w jednym zdefiniował feudalizm, demokrację i socjalizm. feudalizm to jest wtedy, jak jeden sra na wszystkich, demokracja wtedy, kiedy wszyscy srają na wszystkich... a wiecie kiedy jest socjalizm?
towarzystwo xa: kiedy?
x: kiedy jeden prosi drugiego czy może pożyczyć gówno, bo chciałby się wysrać.

wiem, brzmi jak dowcip, a ja nie lubię i nie umiem opowiadać dowcipów - ale to fragment rozmowy podsłuchany podczas piątkowego wypadu na piwo, zresztą, jak dla mnie, zabawny. (bo powszechnie wiadomo, że każda wypowiedź zawierająca słowa 'dupa' lub 'gówno' jest z definicji zabawna.)

piątek, 29 października 2010

pod telefonem

x: dzień dobry, słyszałam, że pani korepetycji udziela, zgadza się? a mogłaby pani do nas przyjść? bo wie pani, mój syn to ten angielski w szkole przeżywa, jak to mówią, jak małpa okres.

wtorek, 26 października 2010

interakcje

sytuacja pierwsza.

przechodzę przez plac przy metrze Centrum, podchodzi do mnie chłopak, na oko z grubsza w moim wieku.
on: cześć, słuchaj, mam do Ciebie pytanie.
ja: no?
on: lubisz ptaszki?
ja: (chwila konsternacji)
on: no wiesz, ptaszki, ćwir ćwir! (zaczna wymachiwać łapami)
ja: (skonsternowana wcale nie mniej niż przed chwilą, uśmiecham się jak kretynka)
on: (wyciąga zza pleców wymiętą czapkę) jeśli lubisz to nakarm sępa!

w sumie szkoda, że miałam wtedy przy duszy w gotówce tylko 3 (słownie: trzy) złote niezbędnie mi potrzebne na coś do jedzenia, bo tym, którzy starają się być oryginalni w zbieraniu na wino (?) należy się w końcu jakaś nagroda.

*

sytuacja druga.

jadę praktycznie pustym autobusem, kilka miejsc dalej siedzi tylko dwoje ludzi z dzieckiem. chłopiec ma coś koło dziesięciu-dwunastu lat i jest bardzo zajęty grą na PSP. rodzice zaglądają mu przez ramię.
matka: no nie tak to musisz zrobić! tam idź, tam idź, no mówię ci! no dobrze, dobrze! wskocz tam teraz. no... no nie tak, nie tak, co robisz?!
ojciec: daj, ja ci pokażę jak to trzeba. no synu daj, bo zepsujesz i będziesz musiał od początku! synu! no, tam! dobrze! i teraz uważaj, uważaj, uważ... SYNU, CIPA JESTEŚ!

niedziela, 17 października 2010

porządki i wspominki

wzięłam się za przetrząsanie tych wielkich stosów makulatury, które chyba jakimś cudownym sposobem samoistnie się rozmnażają i, nie bez sukcesów, próbują zaanektować sobie coraz większą część przestrzeni płaskich w moim pokoju. mniejsza o to, co papierzyska robią po ciemku pod moją nieobecność - chciałam po prostu napisać, że w czasie sprzątania znalazłam między innymi mój zeszyt z notatkami z ostatniego roku studiów, a w nim masę bełkotu, głupich rysunków na marginesach i trzy cytaty z wykładu o europejskich systemach edukacyjnych, autorstwa dr R. N. (bardzo przeze mnie, swoją drogą, lubianej i szanowanej).

'sprawdzałam statystyki wczoraj i się dowiedziałam, że każdy z nas wypił w ubiegłym roku trzydzieści litrów wódki.'

'o Finach wiemy tyle, że nie chodzą do lasu bo boją się trolli i nie lubię Szwedów.'

'"wiedźma" to jest dobre słowo, to słowo bardzo mi się podoba. sama jestem wiedźmą, przynajmniej taką mam nadzieję.'

poniedziałek, 14 czerwca 2010

o przyjaźni (poniekąd)

Jaszczurka dostała na fejsbuku zaproszenie do znajomości od jakiejś, prawdopodobnie nieznajomej, osoby. próbujemy rozszyfrować tajemnicę tożsamości tejże.

Jaszczurka 1:13:40
a już mam. chyba podejżewam że być może wiem kto to może być.
jak poklikać, to ze znajomym jej znajomego mam trzech wspólnych znajomych.
ha-ha
to było zabawne.
ja 1:14:12
wydaje mi się, że tak sprawa wygląda z co drugim człowiekiem na świecie...
Jaszczurka 1:14:41
ale tylko na facebooku robi się to zabawne.
ja 1:15:05
nie, to przerażające
'cześć, jesteś koleżanką kolegi przyjaciela babci brata byłego męża mojej trzeciej żony, zostańmy przyjaciółmi.'
Jaszczurka 1:16:43
i masz cycki! a ja lubię cycki! uzupełniamy się!
ja 1:17:22
uzupełniamy się, bo ja mam dwa wgniecenia na klatce piersiowej po wypadku na traktorze.

p.s. gołębie. fajne gołębie. sosnowieckie, dworcowe.

piątek, 21 maja 2010

spam ze SPAMu (część druga)

po sztuce wizualnej przychodzi kolej na epickie dialogi z czasów liceum, również wygrzebane w otchłani SPAMu:

rozmowa z Olą o wypracowaniu z polskiego. Ola wysuwa jakąś pokrętną teorię na temat boga i człowieka.
ja:
taa? a który filozof tak powiedział?
Ola:
żaden, ale można walnąć jakiegoś mało znanego barokowego.
ja:
o! wymyślę jakiegoś i wcisnę kit że był tak mało znany, że nikt poza mną go nie zna.

***

anglistka:
po pierwszej jedynce z nieprzygotowań trzeba wreszcie zacząć myśleć o nauce!
Malcharek:
albo o kupnie podręcznika...
Heniek (konspiracyjnym szeptem):
albo o morderstwie.

***

polonistka:
kto może zinterpretować ten wiersz?
Oleg:
to jest bardzo trudny wiersz, szczególnie, że po angielsku. to znaczy przetłumaczony na polski, ale był po angielsku...

***

polonistka:
jak powiedział Stalin - 'był człowiek, był problem. nie ma człowieka, nie ma problemu.' hmm... to powinno zostać mottem naszej szkoły.

***

polonistka:
'figury egzystencji' - jak to pięknie brzmi...
Oleg:
no! prawie jak jak 'ekshumacja'!

***

polonistka (opisując nam obrazki z podręcznika, ponieważ większość klasy nie ma ze sobą książek):
boże, ja się tu czuję jak w telewizji dla niewidomych!

***

Jaszczurka:
dlaczego resetowanie przez alt+ctrl+delete jest bezpieczniejsze niż przez przycisk na obudowie komputera?
ja:
bo nie trzeba się schylać?

***

Jaszczurka opowiada nam o swoim dziecństwie:
zawsze jak się bawiliśmy, to ja byłam Godzillą... i chłopcy się denerwowali, bo im deptałam po samochodzikach.

***

Jaszczurka:
nie mogę dziś ćwiczyć na wf-ie, bo mam wybity palec i rozwalony nadgarstek.
Ola:
i nogę w gipsie...
Jaszczurka:
tak. i mózg w formalinie.

***

ja:
czy mi się wydaje, czy *** (wuefista) ma dziś na sobie damskie buty?
Hubert:
skąd! to są męskie szpilki.

***

Ania do mnie, w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach:
bo dla ciebie to wszystko ma albo kolce, albo włosy na plecach!

***

Jaszczurka (zziajana po zaliczaniu biegów na wfie, ledwie łapie oddech):
chyba brakuje mi lewego płuca... widział ktoś może?
ja:
nie. ale spokojnie, z jednym to chyba można żyć...
Jaszczurka:
można, można. ale ono miało wartość sentymentalną!

***

chemiczka:
kto ma ołówek? może ktoś pożyczyć?
Jaszczurka:
ja mam!
chemiczka:
a już dziękuję, już mi ktoś dał...
Jaszczurka:
ale mój jest lepszy! mój jest... w żyrafy!

***

Ania:
*** ma głęboko ukryte talenty.
ja:
niezwykle głęboko. jak po śmierci zrobią jej sekcję zwłok to się ujawnią.

***

ja (do bliżej niesprecyzowanego rozmówcy):
najbardziej cenię w tobie twoje piękno wewnętrzne. z miejsca zakochałam się w twojej wątrobie i jamie otrzewnej.

***

anglistka:
do we have any charity organizations in Poland?
Hubert:
we do. Radio Maryja.

***

ja (żegnając się z Jaszczurką, Anią i Olą):
ale nie będę was całować, co? to jest ohydne.

***

ja (bawiąc się słomką do napojów):
zobaczcie, mam różdżkę!
Ania:
ale za to nie masz mózgu.
ja:
wyczaruję sobie!

***

jestem zła na Jaszczurkę z bliżej nieokreślonego powodu.
Jaszczurka (usiłując się wytłumaczyć):
zrobiłam to nieświadomie...
ja:
nieświadomie, ale z premedytacją.
Jaszczurka:
z nieświadomą premedytacją, z której istnienia zdałam sobie sprawę po fakcie.

***

Bartek (do Jaszczurki):
bierz mnie całego!
Jaszczurka:
niezły pomysł... zabierzcie go stąd.

***

jestem wściakła, Jaszczurka obejmuje mnie ramieniem.
ja (patrząc na ramię Jaszczurki):
co to jest? nie głaszcz mnie!
Jaszczurka:
ja cię nie głaszczę, ja ci dodaję otuchy.
ja:
jeśli nie zabierzesz stąd swojej otuchy, to ona za moment będzie nosić ślady moich zębów!

***

biologia, rozmowa o skuteczności uczenia się.
Oleg:
bo ja to nie mogę spamiętać tych wszystkich kości. kości miednicze, kości czaszkowe, kości żebrne...
Jaszczurka:
kości żebrne?
Zosia:
no. takie do żebrania. jak ktoś jest wychudzony to je ludziom pokazuje, żeby mu na jedzenie dali.

***

jedziemy autobusem.
Giżu (trzymając rękę uniesioną do góry):
patrzcie, trzymam się fata-poręczy! a gdyby autobus teraz zahamował, to bym wyrżnął głową w tablicę z numerem, odbiłoby mi się na czole pół trójki i byłbym Czarodziejką z Księżyca!

***

biologia, omawiamy funkcje poszczególnych narządów zmysłu.
Jaszczurka:
funkcją oka jest wypełnianie oczodołu żeby nie był pusty.

***

matematyka, *** zadaje niekoniecznie błyskotliwe pytanie.
ja:
a to było kolejne pytanie z serii '*** zadaje pytanie'...
Jaszczurka:
to co - zaczniemy te pytania spisywać i zrobimy z nimi stronę internetową, czy jednak będziemy miały tę odrobinę przyzwoitości?
ja:
będziemy miały odrobinę przyzwoitości, w internecie ocenzurujemy imię.

***

Ola:
rzygać mi sie chce.
ja:
a mnie jeść.
(po chwili namysłu)
ty, uzupełniamy się!

***

o bierzmowaniu.
Ania:
świadek trzyma rękę na ramieniu bierzmowanego...
ja:
ty! to może ja sobie jakiegoś faceta na świadka wezmę?
Ania:
na RAMIENIU.
ja:
no ale może mu się obsunie...
Ania:
masz na oku jakiegoś paralityka?

***

ja (w akcie desperacji, do Ani):
zabij mnie!
Ania:
nie ma sprawy.
(rzuca się na mnie)
ja:
no ale nie tak!
Ania:
to jak?
ja:
przyjemniej!

***

leżymy w parku na trawie, patrzymy w niebo.
Ola:
jak się nazywają te chmurki? cumulusy?
ja (bezskutecznie usiłuję się skupić):
zamknij się!
Ola (uradowana):
o, chmurki "zamknij się"!

***

Jaszczurka:
jeśli ktoś was napadnie, to nigdy nie krzyczcie 'ratunku!', bo wtedy ludzie się boją i nie przychodzą na pomoc. podobno najlepiej jest krzyczeć 'pożar!'
ja:
albo 'zboczeniec!', wtedy wszyscy przybiegną pooglądać...

***

wyszliśmy na historii zwiedzać getto. Magda odłączyła się na moment od grupy, teraz próbuje nas dogonić.
historyk:
patrzcie, jaka zdyszana - zaraz nam tu padnie... mieliście już na PO pierwszą pomoc? jakieś usta-usta?
Malcharek:
ostatnio mieliśmy strzelanie z kbksu...
historyk:
100 metrów? 50? do ruchomego celu? dasz radę?
Malcharek:
no nie wiem...
historyk (krzyczy do Magdy):
Magda, stój!
Magda staje.
historyk:
a teraz?
Malcharek:
...
historyk:
albo nie, czekaj - za łatwo. Magda - biegnij! ZYGZAKIEM!

***

Giżu (wychodzi z szafy, w której, z jakichś powodów, przesiedział większość lekcji):
jestem w Narnii!
ja:
to nie Narnia, to krasnoludzki bar ze striptizem.

***

Jaszczurka:
dziś nie planuję męża na obiad - mam jeszcze resztki kochanka w lodówce.

***

przygotowanie do prezentacji z historii.
Ania i ja opisujemy położenie Holandii:
Holandia leży nad dużą wodą, a z drugiej strony ma ląd - bo nie jest wyspą.

***

polski. oglądamy w podręczniku obraz Picassa z abstrakcyjnym przedstawieniem twarzy kobiety. pytanie pod obrazem: 'dlaczego autor zdeformował twarz modelki?'
Ania:
bo była brzydka i nie chciał, żeby się jej przykro zrobiło.

***

pojedynek między Anią i Olą, kłócącymi się, którą z nich interesowało się więcej chłopaków. razem z Hubertem podliczamy i komentujemy.
Ola:
no i jeszcze tych pięciu... i ten z gazetą, i jego brat...
ja:
no. i pewnie jeszcze jakieś męskie liceum...
Ola:
no właśnie! tamto męskie liceum!
Hubert:
no i cały gay bar...

***

ja (na biologii):
trzeba pić mocz żeby być zdrowym i pożywnym.

***

Bartek (mocno zdziwiony):
czemu wszystkie moje książki są podpisane "Michał Fronk"?
Fronk:
e... a może to są moje książki, co?
Bartek (uderzony trafnością komentarza Fronka):
a wiesz że to faktycznie jest możliwe?

***

siedzimy w restauracji.
Ola:
ej! a dlaczego moja cola jest taka słodka?
ja:
bo ja mam cukier w moczu...

***

ja:
jesteś... perwersyjna. a wiedz, że w moich ustach 'perwersyjna' znaczy o wiele więcej niż tylko perwersyjna!
Jaszczurka:
jesteś... pruderyjna. a w moich ustach 'pruderyjna' znczy dwa razy bardziej pruderyjna, niż gdybyś Ty to powiedziała, poprzedzając to trzema frazami ze słowem 'perwersja'!

***

Ola:
nie głaszcz mnie!
ja:
ja cię nie głaszczę, ja się o ciebie wycieram...

***

usiłuję umówić się z Jaszczurką na mieście.
ja:
to może w centrum?
Jaszczurka:
centrum? toż to dzicz i dżungla!
ja:
wszak żyjemy w betonowej dżungli...
Jaszczurka:
jakże ja cię znajdę, wśród kablowych lian i sztucznej palmy?

***

lekcja historii. dostajemy ankietę dotyczącą naszej osobowości i mamy zaznaczyć posiadane przez nas cechy charakteru.
historyk:
oczywiście praca jest indywidualna.
Jaszczurka:
a co jeśli ktoś nie wykazuje cech indywidualnych?
ja:
wtedy wpisuje cechy stadne.

***

Heniek (do Oli):
miałaś betonową grzechotkę i kwadratowe kółka w kołysce!

***

omawiamy 'Tristana i Izoldę'
Hubert:
to były trzy Izoldy?
Ola:
jakie trzy? dwie - Złotowłosa i ta o białych rękach...
ja:
a ta trzecia to był król Marek, który się przebrał za Izoldę żeby iść z Tristanem do łóżka.

***

lekcja, nauczyciel od PO dyktuje nam jakieś formułki. w pewnym momencie, do niepiszącego Bartka:
pisz!
Bartek:
nie mogę...
nauczyciel od PO:
co to za mężczyzna, który nie może? zresztą ty nawet jeszcze mężczyzną nie jesteś...
dyktuje dalej, większość klasy nie nadąża.
Asia:
przepraszam, może pan jeszcze raz?
Heniek:
pan może... i to wiele razy!

p.s. kasting dla (do?) kleru.


p.p.s. zrobiłam jakiś czas temu banner do wstawienia w nagłówek bloga, żeby zaraz potem stwierdzić, że nagłówek wygląda bez bannera znacznie lepiej... niemniej:

p.p.p.s. zamówiłam i już wkrótce będą moje (moje moje moje moje!):

p.p.p.p.s. garść niepowiązanych z niczym konkretnym linków na zakończenie posta:
1. geek porn
2. na chwilę refleksji
3. już nigdy więcej nudnych linków. nigdy więcej przez najbliższe 48 godzin.

niedziela, 9 maja 2010

z Jaszczurką o demotywatorach nocne rozmowy

Jaszczurka 23:02:02
link
różowy prawie jednorożec.
ja 23:02:39
czekaj czekaj...
upgrade'owałam demotywator:

Jaszczurka 23:12:13
ahahahahahahahah :D
oplułam się
(...)
Jaszczurka 23:47:32
link
but why are the cycki gone?..
ja 23:49:40
the cycki are back!

Jaszczurka 23:51:41
moment...

to aż się prosiło.

nie lubię demotywatorów, ale lubię MS Painta.

p.s. farmville.

p.p.s. zamówiliśmy ostatnio pizzę bez żadnych macek, a tu niespodzianka... widać kucharz musiał coś przeczuwać.

p.p.p.s. nowy nabytek:

czyż nie piękny?

p.p.p.p.s. jak słowo daję, dziś chyba był jakiś międzynarodowy dzień spamu. trzy miliony smsów o tym, że wygrałam ferrari i pralkę jeszcze potrafię zrozumieć, ale jak już znalazłam spam w paczce ciasteczek to miarka się przebrała.

p.p.p.p.p.s. nie mogłam spać, więc założyłam grupę na fejsbuku. zapraszam, szczególnie, że cel szczytny.

p.p.p.p.p.p.s. a oto, co teraz można dostać w McDonaldzie do zestawu dla dzieci:

piątek, 2 kwietnia 2010

chat roulette

ostatnio sponsorem naszych niskich rozrywek zostało chatroulette, czyli jeden z nowszych fenomenów internetu (niezorientowanym nie będę objaśniać z czym to się je, odeślę ich za to tutaj). Fakt faktem, trzy czwarte urzędujących tam osobników to czternastoletni, napaleni chłopcy i łysawi mężczyźni w średnim wieku, którym znudziło się już redtube (ewentualnie jedni podający się za drugich, ewentualnie jedni albo drudzy podający się za cycate azjatyckie nastolatki) - jednak pozostała jedna czwarta to prawdziwa śmietanka, dla której warto poświęcić się i posłuchać najróżniejszych propozycji erotycznych, wciskając raz po raz F9, czyli magiczny klawisz, który uwalnia nas od obecnego rozmówcy i łączy z kolejnym.

choć chatroulette odkryliśmy dopiero kilka dni temu, już udało nam się spotkać tam wiele znamienitych osobistości, między innymi:

Barta Simpsona

boga

Jezusa

Courtney Love

upiora z opery

Szatana

i super psa.

udało nam się nawet przeprowadzić kilka dłuższych konwersacji, w których ani razu nikt nie poprosił mnie (ani Sebastiana, tacy też się zdarzali) o pokazanie cycków.

x: where from ?
v&s: narnia
x: you too ?
v&s: who else is from narnia?
x: i've just left the lion king
v&s: lion king doesn't live in narnia, stupid
x: there is a lion in narnia
v&s: right, but it's a different lion
x: I was having dinner with him 
x: then i came here
(zaczynamy robić miny do webcama, nasz rozmówca odpowiada tym samym)
x: can you touch your nose with your togue ?
x: i can't :(
(próbujemy)
v&s: we can't
x: so bad
v&s: try licking your elbow
x: ok
(gość zaczyna robić coś dziwnego z językiem)
x: i can't :(
v&s: do you know where your elbow is? :D
x: i'm french i can't speak english fluently yet :p
x: there are still some words i don't know :(
(pokazuję na swój łokieć)
v&s: this is an elbow :)
x: haaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
x: let me try
v&s: see, you learned something thanks to chatroulette
(facet próbuje polizać swój łokieć)
x: i can't :(
v&s: but it was a nice try
(...)
x: are you in love ?
x: do you want me to marry you by chatroulette ?
v&s: i'd rather marry something with more hands, eyes, tentacles and stuff
x: looooooooooool
x: Tentacle and sponge.
x: You can try to marry sponge bob
v&s: sponge bob doesn't have tentacles, i'm afraid
v&s: tentacles are vital in a healthy relationship
x: loooooool
v&s: loooooooooool
v&s: our 'lol' has more o's
x: the lion told me you would say that
v&s: what else will we say?
x: you will say
x: i love tentacles
v&s: love the tentacle!
x: you see
x: i knew it
v&s: that's not the same thing
x: the meaning is the same :p
v&s: no, you said that we'll say that we love tentacles
v&s: i told you to love the tentacle
v&s: it was an order
x: aaaaaaaaaaaaa
x: sorry
x: I LOVE TENTACLE
x: I LOVE IT
v&s: the tentacle loves you
x: can i marry the tentacle ?
x: can tentacles make love ?
v&s: sure they can
v&s: ask google
v&s: write 'hentai tentacle'
x: i want to have sexe with a tentacle
v&s: but don't you think tentacles are easy
v&s: first you have to take it to a nice cafe
x: macdo's right ?
x: or starbucks ?
v&s: something more expensive
v&s: then you have to meet often
v&s: and talk a lot
v&s: see what you have in common
v&s: you know, you can't base a relationship only on sex
x: i know
x: but you can't build a relationship without sex :p
(Sebastian się uśmiecha)
x: the guy says i'm right
x: i can see it on his face
x: but please don't do sexe here
v&s: no sex
x: thanks
v&s: the worst thing we can do here is killing each other
v&s: and eating corpses
v&s: maybe quartering them before
v&s: and seasoning a little bit
x: can you do it ?
v&s: sure we can
x: do it please
x: i love snuff movies
v&s: but now it's too early
x: why ?
v&s: he's not fat enough
v&s: i have to feed him more
v&s: if i ate him now, i'd still be hungry
x: i can understand
x: lol
x: his eyes are sayig
x: "please don't eat me"
x: "pleaaaaaase"
v&s: they all look like this
v&s: but you have to get used to it
v&s: otherwise you will starve to death
x: lool
v&s: i ate a cheese sandwich today
v&s: you should have seen how it looked at me
(...)

na koniec dwa moje ulubione (jak do tej pory) screenshoty:

środa, 25 listopada 2009

słowotwórstwo i różne dylematy

niech żyje katar sienny (tak, wiem, jest jesień).

ja 23:09:01
SKOŃCZYŁAM.
cholera, caps.
Sebastian 23:09:07
nie krzycz na mnie.
ja 23:09:17
nie krzyczę, głupi.
po prostu mówię takim głosem jak Śmierć.

zapisałam się kilka dni temu do jednego z tych portali, na których można sobie znaleźć penpali z całego świata - planuję za jego pomocą doprowadzić swój ruski do używalnego stanu. niestety okazuje się, że raczej trudno o interesujących Rosjan, którzy chcą pogawarić z obcokrajowcem kaleczącym ich ojczysty język na wszystkie możliwe sposoby - a w każdym razie znacznie trudniej niż o elokwentnych Arabów/Azjatów, zapisujących się do takich serwisów w celach matrymonialnych. tak jest, dostałam już 3 propozycje małżeństwa i jakieś 10 razy tyle wiadomości informujących mnie o mojej nadzwyczajnej urodzie ('you beautiful. you want write i?'). jak by nie było, coś mi się tam poprawi - jak nie znajomość ruskiego, to samoocena przynajmniej. jestem piękna i mam wspaniałe mięśnie.

i nie chce mi się. o bogowie, jak mi się nie chce. nie chce mi się nawet bardziej niż muszę, a muszę bardzo.

piątek, 18 września 2009

rnice

te z Kuchni Świata...

...i te domowe.

tak, lubię ośmiornice. wszystkich tych, którzy chcą sprawić mi przyjemność, a nie bardzo wiedzą jak to zrobić, zachęcam do sprezentowania mi (ośmio)rnicy lub czegokolwiek innego, co ma takie urocze macki z takimi uroczymi wypustkami.

Rzeczek 23:54:37
branoc. nie utop się jutro na basenie.
ja 23:54:48
czy mnie oczy nie mylą, Ty mi dobrze życzysz?
Rzeczek 23:55:15
nie. mam nadzieję, ze pożre Cię jakaś ośmiornica. to będzie gorsza śmierć.
ja 23:56:05
coś Ty, taka śmierć to moje skryte marzenie. (...) wyruszę na morza i oceany, żeby znaleźć Krakena...
Rzeczek 23:59:23
a jak go już odnajdziesz to on Cię pożre!
ja 23:59:52
ale wcześniej się do Niego przytulę, bo jest śliczny.

(i kupiłam parę dni temu zeszyty i teczkę z ośmiornicami. można powiedzieć, że jestem studentką rzetelnie przygotowaną do nadchodzącego roku akadamickiego.)

(jak już jesteśmy w temacie: klik, klik, klik, klik.)

a jeśli ktoś woli inne zwierzątka...

statystyka