Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grafomania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grafomania. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 lipca 2011

bo życie to coś więcej...

'wszyscy śnimy i wszyscy, oniemiali z przerażenia, stajemy u wejścia do jaskini śmierci; oto nasza droga. droga do podziemi. nim rozwinęła się hydraulika, w dawnych wychodkach nagromadzone zimą odchody całej rodziny tworzyły góry zamarzniętych, zjeżonych stalagmitów; podobne zjawiska pozwalają nam uwierzyć, że życie to coś więcej niż tylko namalowane sprayem reklamy na okładkach magazynów, platońskie formy buteleczek do perfum, nylonowe nocne koszule i zderzaki rolls-royce'a.'
J. Updike, 'Czarownice z Eastwick'

nie no, serio pytam: ja jestem płytka, czy to po prostu naprawdę jest głupie?

a tak poza tematem to jutro o tej porze będę szukać sobie rozrywek na białoruskim lotnisku.

piątek, 24 czerwca 2011

fantastyka

'w każdym razie opinia o fantastyce amerykańskiej była ugruntowana, i to ugruntowana wysoko na skali od negatywnej do pozytywnej. cóż, nie taka, jak się okazało, jest rzeczywistość, choć nie jest tragiczna, jednakże już wiemy, że Theodore Sturgeon miał rację, stwierdziwszy ostro, ale celnie: "90 procent wszystkiego to gówno!". dotyczy to fantastyki amerykańskiej wprost, chyba zresztą ona właśnie natchnęła go taką złotą myślą.'
E. Dębski, wstęp do 'Mrocznego biesa'

oj tak (chociaż tak swoją drogą to tragicznie napisany ten fragment).

sobota, 21 maja 2011

lyteratóra

'między tobą a mną -
słowa
jak cement,
co spaja i rozdziela
kawałeczki nas samych.

wypowiedzieć je,
rzucić je cieniem na papier
to akt wiążący obopólne pasje,
to wiedza, że tam, w środku,
pod skórą, ty i ja, i my jesteśmy tacy sami;
wypowiedzieć je to wznieść katedry
strzelające ku nieskończoności ostrymi wieżycami.

bowiem jutro jest już dzisiaj
i jeżeli to nie kropla
wieczności
lśni na stalówce,
to inkaust naszych głosów
ogarnie nas jak mrok nieskończony
i tylko spoiwo określi granice naszych komórek...

- co to znaczy?! - pyta Książę Józiek Czerwony.
wraz z dwudziestoma rycerzami wyprawił się na granicę, by dać nauczkę Ligli Mądremu z Liglamenti.
we mgle oddział pochyla się nad głazem, na którym wyryto słowa.
- słyszałem o tym, Panie - stwierdza Kapitan. - to sprawa tego poety, niejakiego Vramina. Vramin rozpowszechnia swoje wiersze w ten sposób: rzuca je na najbliższy świat i gdziekolwiek spadną, wgryzają się w najtwardszy materiał, na jaki się natkną. on się chwali, że publikował już przypowieści, kazania i poematy na kamieniach, liściach i na strumieniach.
- ach tak... a co znaczy ten tutaj? mam go wziąć za jakiś dobry znak, czy co?
- nic nie znaczy, Panie, gdyż szyscy wiedzą, że Vramin jest szalony jak parzące się golindi.
- ach tak... cóż, zatem naszczajmy na to i ruszajmy do walki.
- tak jest, Panie.'

R. Zelazny, 'Stwory światła i ciemności'

jeżeli reszta książek Zelaznego (czego już raczej nie sprawdzę) jest napisana w ten sam sposób, to końcówka tego fragmentu trafnie podsumowuje jego twórczość.

jeszcze więcej takich rzeczy ostatnio czytałam, ale to już nawet nie zacytuję, bo wstyd.

środa, 18 maja 2011

krytyka

'"is that the end of the story?" asked the Water-rat.
"certainly not," answered the Linnet, "that is the beginning."
"then you are quite behind the age," said the Water-rat. "every good storyteller nowadays starts with the end, and then goes on to the beginning, and concludes with the middle. that is the new method. i heard all about it the other day from a critic who was walking round the pond with a young man. he spoke of the matter at great length, and i am sure he must have been right, for he had blue spectacles and a bald head, and whenever the young man made any remark, he always answered >>pooh!<<"'

O. Wilde, 'The Devoted Friend'

środa, 12 stycznia 2011

lyteratóra

'- mój Boże, życie jest ciężkie, prawda, Walkerze? czy grałeś kiedyś w jedną z tych komputerowych gier w stylu Donkey Kong albo Lode Runner? są okropne, bo im jesteś lepszy i im lepiej idzie ci gra, tym one stają się trudniejsze i szybsze. nigdy nie nagradzają cię za twoje osiągnięcia - raczej karzą.
- czy to analogia do życia, czy też w dalszym ciągu się zastanawiasz, dlaczego uderzyłaś tamtą kobietę?

J. Carroll, 'Śpiąc w płomieniu'

to był kiepski wybór książki do czytania w podróży (albo w ogóle w jakichkolwiek innych okolicznościach), bardzo kiepski. tym samym Carroll zajmuje miejsce po prawicy Whartona w panteonie Moich Ulubionych Grafomanów.

środa, 5 stycznia 2011

jeże

odbyłam ostatnio rozmowę na gadu-gadu z Azu (Azu już się tu pojawiła, bo jest autorką obrazka z tego posta i bohaterką jednego z licealnych komiksów), która to, jako studentka filologii polskiej, zajmowała się akurat pisaniem pracy semestralnej na temat jednej z pieśni Kochanowskiego. z uwagi na walory edukacyjne rozmowy, z której można się dowiedzieć wiele nie tylko o poezji, ale także o małych ssakach lądowych i o geografii Polski, pozwalam sobie zamieścić jej fragmenty.

Azu 11:42:53
jak to jest? jak rozmawiam z Tobą na gg, to jest w porządku, a jak po chwili chcę kontynuować pisanie pracy, to jakoś strasznie mnie bolą ręce ze zmęczenia.
ja 11:43:09
pisz pracę na gg, a potem ją skopiuj. to będzie bardzo artystyczne, taki strumień świadomości.

(tu następuje fragment rozmowy, w którym Azu zastanawia się, jak z siedemnastu wersów pieśni wyciągnąć pięć stron pracy)

ja 11:46:30
możesz zrobić coś takiego: link - to będzie nawet więcej niż pięć stron. (...) ewentualnie możesz wkleić tę rozmowę.
Azu 11:49:00
mam już temat pracy: czemu pieśń 17. tak zachwyca i wyróżnia się na tle innych? otóż wybrałam tę pieśń, gdyż inne były za długie i zawierały trudne słówka, a poza tym bohater nawiązuje do Biblii, która mówi nam, że...
ja 11:49:34
to jest temat, łącznie z całą Biblią?
Azu 11:49:54
a nie, temat kończy się na znaku zapytania. może po prostu zaproszę wykładowcę do dyskusji na gg?
ja 11:49:52
dawaj, zrobimy konferencję.

(coraz bardziej zaczynam się zapalać do pomocy i postanawiam znaleźć treść pieśni w internecie.)

ja 11:51:05
o cholera. to jest to
'słońce już padło, ciemna noc nadchodzi,
nie wiem, co za głos uszu mych dochodzi'
i tak dalej? matko, jakie rymy częstochowskie.
Azu 11:51:17
nie, to nie to. ale wiesz co, jak przeczytałam te wszystkie pieśni, to czułam się jak raper.
ja 11:51:48
myślę, że Kochanowski też czułby się jak raper, kiedy je pisał. gdyby wiedział co to raper.
Azu 11:52:00
właściwie to do listy tego, czego nienawidzę na filologii mogę dopisać: 'Kochanowski.'
ja 11:52:13
a Mickiewicz?
(...)
Azu 11:52:56
lista znienawidzonych rzeczy: Kochanowski, historia literatury, historia, ten doktor który zawsze chodzi w tym samym swetrze i wygląda jak żul, Mickiewicz, Kochanowski... i Kochanowski.
(...)
masz tę pieśń: link.
(...)
ja 11:55:05
używa słowa 'gęba' - póki co tyle zrozumiałam.
Azu 11:55:52
mówi też coś o jeżach w przedostatnim wersie.
ja 11:56:09
no, właśnie zauważyłam.
(...)
ale nie, nie mogę. nie jestem w stanie nic wymyślić.
Azu 11:56:46
ja wymyśliłam, siedząc nad opracowaniami w bibliotece 7 godzin bez jedzenia. a następnego dnia wymyśliłam jeszcze więcej, siedząc... 7 godzin.
(...)
ja 11:57:35
on naprawdę nie napisał nic bardziej zrozumiałego?
Azu 11:57:41
naprawdę. chyba że fraszkę na lipę czy coś tam.
(...)
ja 11:59:01
hmm... co mądrego można powiedzieć o 17. pieśni Kochanowskiego, poza tym, że jest o jeżach?
(...)
Neris 11:59:59
ale to pieśń z ksiąg wtórych, a nie po prostu 17. zresztą łotewer, może 17 też jest o jeżach.
ja 12:00:43
myślę, że każda jest o jeżach jak ją odpowiednio zinterpretować.
Azu 12:01:15
o, teraz widzę, że ta 17 jest potwornie długa. coś tam o wiatrach...
ja 12:01:49
'aleć ja dufam jego szczerej cnocie.'
Azu 12:02:47
alem wżdy zawżdy
ja 12:03:20
nie mogę. to ponad moje możliwości.
Azu 12:04:01
nie no, spoko, napiszę coś o cnocie i o jeżach. ledwo się zmieszczę na tych pięciu stronach.
ja 12:04:57
możesz napisać wierszem, wiersz zajmuje więcej miejsca.
Azu 12:05:33
masz jakiegoś znajomego rapera, który by mnie w tym wspomógł?
ja 12:05:38
no! czekaj, napiszę do niego.

(próby kontaktu ze znajomym raperem nie przynoszą efektu, więc dalej kombinujemy same, z małą pomocą Wikipedii)

Azu 12:05:52
'Kochanowski w cnotę wierzył
włos mu się na głowie jeżył'
ja 12:07:25
'jeże to rodzina małych, naziemnych ssaków łożyskowych
pokrytych sztywnymi włosami przekształconymi u niektórych
w kolce'
(...)
patrz, zrobiłam z tekstu z Wikipedii biały wiersz!
Azu 12:09:06
'Kochanowski był wspaniałym Polakiem
a jeż jego - naziemnym ssakiem.'
ja 12:09:51
o! napisz, że jeże nie są jadowite i że Kochanowski też nie był i kochał dzieci swoje i, chociaż był takim beznadziejnym poetą, to wcale nie był złym człowiekiem, tylko miał kolce.
'Jeże nie są jadowite, ale kiedy ich igły wbiją się w ciało, trudno je wyjąć.'
Azu 12:11:34
'jeże
należą do stosunkowo dużych
owadożernych
mają ciało o krępej
i
mocnej budowie
płaska, klinowata głowa
jeże. jeże? jeże?'
(stylizacja na wiersz nowoczesny)
ja 12:11:54
dobre. a z tym wbijaniem się w ciało to myślę, że to ładna metafora: Kochanowski jest nieszkodliwy, ale konieczność czytania go sprawia niemal fizyczny ból.
Azu 12:12:20
'Kochanowski wbił się w moje ciało
nie chce
wyjść'
ale jeże to małe ssaki, a Kochanowski wielkim poetą był, więc Kochanowski sprawia większy ból.
ja 12:14:21
na tym polega metafora: mówimy o małym jeżu, a myślimy o wielkim Kochanowskim.
Azu 12:14:59
mówiąc o bogu mówimy o stworzeniu; mówiąc o Kochanowskim mówimy o jeżu.
ja 12:15:07
a żeby było trochę bardziej naukowo to możesz napisać, że Kochanowski też był ssakiem.
Azu 12:15:24
Kochanowski był ssakiem? w Wikipedii nic o tym nie ma.
'poeta polski epoki renesansu, sekretarz królewski. był przedstawicielem filozofii eklektycznej' - nic nie ma o tym, że był ssakiem.
(...)
jedynym wyjściem jest przeprowadzenie sekcji zwłok Kochanowskiego na własną rękę. albo może się zapiszę do grupy link. albo tutaj, to jest lepsze: link. ja i Kochanowski nie mamy wspólnych znajomych...
ja 12:25:49
czekaj.
(...)
link - do tej się zapisz. a w ogóle to znalazłam coś jeszcze: Łódź. jak to miasto. Łódź i jeże.
'charakterystyczna dla jeża jest pokrywa z kolców
a Łódź liczy około 1 100 000 mieszkańców.
u młodych jeży kolce są miękkie i twardnieją z wiekiem
a w XVII wieku Łódź stała się ważnym handlowym ośrodkiem.'
(pewnie nawet nie zauważyłaś moich starań, ale to wszystko się prawie rymuje.)
(...)
Azu 12:36:06
wiekiem-ośrodkiem?
ja 12:36:22
to się nazywa rym niedokładny
Azu 12:36:44
hmm... nie tak dobre rymy jak u Kochanowskiego, ale całkiem całkiem.
ja 12:36:44
kolców-mieszkańców jest trochę lepsze, ale muszę jeszcze poćwiczyć. szukam czegoś na Wikipedii. pomyślałam, że fragment
'wiele jeży ginie na drogach' ma potencjał, ale nie mogę znaleźć rymu. cholera... a w ogóle to ja chyba dziś do pracy idę. zbieram się, daj znać o postępach.
Azu 12:39:49
a ja właśnie idę na studia, czas na wykłady. nie będę jeść i spać, tylko tworzyć, tworzyć i tworzyć. a nocą będę obserwować jeże, by szukać natchnienia.
ja 12:40:38
i pij dużo wódki.
Azu 12:40:41
dużo wódki. bardzo dużo. wódka z jeży.
ja 12:40:57
i czytaj wikipedię.
(...)
wiem! wiem do czego możesz się odwołać w swojej pracy.
Azu 12:41:26
do czego?..
ja 12:41:39
link - w sumie to jest o cnocie. pasuje.
Azu 12:42:07
o! genialne. dodam własną zwrotkę o Łodzi i będzie git.
(...)
ja 12:43:58
tak w ogóle to wyobrażam sobie Twoją bibliografię: 'gadu-gadu, wikipedia, youtube.'
(...)
Azu 12:45:19
jak opublikujesz tę rozmowę na Twoim blogu, to zamieszczę w bibliografii linka.

potem dostałam jeszcze od Azu rysunek (w pakiecie z wierszem).

p.s. elephants are made of elements (and so are hedgehogs).

środa, 22 września 2010

spostrzeżenie

w ramach chorowania sięgnęłam ostatnio po kolejną książkę mojego ulubionego grafomana, Whartona. lektura, przez swoje uderzające podobieństwo do innej jego książki, którą czytałam jakiś czas temu (teraz męczyłam 'Opowieści z Moulin du Bruit,' wtedy to były 'Wieści'), skłoniła mnie do poszperania w Wikipedii żeby dowiedzieć się o co, do cholery, w tym wszystkim chodzi (bo prawie wszystkie książki Whartona są do siebie podobne i traktują o malowaniu obrazów, wbijaniu gwoździ i kompleksach na tle seksualnym, ale w tych dwóch nawet imiona bohaterów się z małymi wyjątkami pokrywają). odpowiedzi nie znalazłam, poza tym, że praktycznie wszystko, co Wharton napisał, było bazowane w jakimś (zwykle dużym) stopniu na jego biografii, ale akurat ta informacja była dla mnie średnio nowa. dowiedziałam się za to, że... połowa książek Whartona została wydana TYLKO w Polsce. ta gorsza połowa. i, cholera, pomyślałam sobie, szkoda, że w ogóle wydali te książki. prawdopodobnie, gdybym zatrzymała się na lekturze 'W księżycową jasną noc' i 'Ptaśka' to moja opinia o Whartonie byłaby zupełnie inna niż jest teraz. bo, tak swoją drogą, zawsze mnie zastanawiało, jak autor dwóch tak świetnych książek (kilka lat temu wydawały mi się świetne i być może teraz nie powiedziałabym tego samego, ale zdecydowanie, te dwie książki się w pisaninie Whartona wybijają) mógł jednocześnie spłodzić tyle gniotów, i to każdą kolejną książką praktycznie plagiatując poprzednią, bo, jak wspomniałam, większość 'dzieł' Whartona nie bardzo różni się od siebie nawzajem.

'(...) przez malowanie i pisanie próbuję wyrazić moją radość życia - jedyną, jaką znam. wyrażam ją także przez sposób, w jaki żyje moja rodzina, sposób, w jaki wzajemnie się do siebie odnosimy. wieś Moulin du Bruit, mimo że istnieje naprawdę, jest miejscem magicznym, bo rzeczywistość przeplata się tutaj z marzeniami. mam nadzieję, drogi Czytelniku, że udało mi się oddać atmosferę tego czarodziejskiego zakątka.'
W. Whatron, 'Opowieści z Moulin du Bruit'

szczerze? nie znam 'atmosfery tego czarodziejskiego zakątka,' ale zaryzykowałabym stwierdzenie, że nie bardzo. ale to nieważne, bo dzięki lekturze 'Opowieści z Moulin du Bruit' (i kilku innych książek Whartona, po których wspomnienie nie jest na szczęście już tak świeże) umiem, przynajmniej w teorii, zainstalować szambo i położyć dach. myślę, że to też cenne.

p.s. wesołego Dnia Hobbita.

niedziela, 5 września 2010

na temat ulubiony

'posiadanie kompleksów i obsesji nie jest warunkiem bezwzględnym uprawiania zawodu literata (...). jeśli jednak jakiś kompleks albo obsesja mogą tylko poprawić nasze pisarskie samopoczucie i, co ważniejsze, zrobić wrażenie na ludziach, od których zależy publikacja tekstów, bezwzględnie nie wolno i tego zaniedbać. zanim zastanowimy się nad samym wyborem kompleksu albo obsesji, powiedzmy sobie najpierw, co to takiego jest. posiadacze słownika wyrazów obcych mogą łatwo sprawdzić, że:

kompleks (od łacińskiego complexus) w psychologii oznacza silnie uczuciowo zabarwiony, skojarzeniowy zespół wyobrażeń, występujący w podświadomości jednostki przez dłuższy czas w następstwie doznanego ciosu, rozczarowania, zawodu, nieszczęścia

natomiast

obsesja (od łacińskiego obsessio - zamknięcie, otoczenie) oznacza stan neurotyczny polegający na okresowym opanowywaniu świadomości jednostki - wbrew jej woli - przez nie dające się zahamować myśli, nastroje, przekonania, uczucia; w krańcowym przypadku obsesja prowadzi do rozdwojenia osobowości i obłędu.

jak więc widzimy, pod niezrozumiałymi i tajemniczymi nazwami kryją się stany, które z łatwością, bez specjalnego dodatkowego wysiłku, mogą się stać również i naszym udziałem. jak do nich dojść najprościej? z doznanych w ciągu ostatnich lat ciosów, rozczarowań, zawodów i nieszczęść wybieramy sobie jeden (-no) albo kilka (nie należy jednak w ilości przesadzać) i następnie systematycznie przejmujemy się nimi przez dłuższy czas. myślimy o nich zaraz po przebudzeniu, na czczo, piętnaście minut przed wszystkimi posiłkami, wreszcie przed zaśnięciem, leżąc z zamkniętymi oczami na lewym boku (konieczny jest ucisk serca). ważną sprawą jest tu systematyczność w powracaniu do tego samego ciosu, rozczarowania, zawodu czy nieszczęścia. dłuższe przerwy osłabiają kompleksy, a nawet doprowadzić mogą do ich zaniku, przez co wielomiesięczny czasem trud idzie na marne. podobnie z wyżej wymienionych względów nie należy za często zmieniać raz wybranych kompleksów.wszelkie grymaszenia tylko je osłabiają!

do najmilej widzianych wśród piszących należą kompleksy i obsesje seksualne, które wybieramy w związku bądź z niewydolnością, bądź - z nadmierną pobudliwością naszego organizmu. kompleksy i obsesje seksualne należą do wypróbowanych już przez wieki krynic, z których czerpać można nie kończące się fabuły - dlatego też, w przeciwieństwie do kompleksów urzędniczych, na które zapada każdy zwyczajny urzędnik, czy obsesji lękowych, na które zapada każdy zwyczajny interesant, polecamy je szczególnie, jako najbardziej interesujące i praktyczne w użyciu. nabyte kompleksy i obsesje stosujemy w różnorodnych sytuacjach życiowych: obdarzamy nimi naszych bohaterów powieściowych, wykorzystujemy je składając podanie o samochód, mówimy o nich wybrankom swojego serca i, co najważniejsze, w sposób możliwie jak najbardziej obrazowy demonstrujemy redaktorkom, które nas mają zaakceptować do druku. wbrew pozorom manifestowanie kompleksów i obsesji nie należy do najłatwiejszych czynności. zwłaszcza w pierwszym okresie donawykowym należy zdobyć się na maksimum silnej woli i cierpliwości, aby umiejętnie i sensownie demonstrować swoją słabą wolę czy, u bardziej zaawansowanych, brak woli w ogóle. jeśli istotnie chcemy być uważani za ludzi zdeformowanych, odchylonych od normy, a więc interesujących i mających coś do powiedzenia, zaniedbanie nawet na krótko tej konsekwentnej demonstracji przynieść może nieobliczalne rezultaty. w trakcie takiego zaniedbania bowiem może przypadkiem komuś w naszym otoczeniu błysnąć myśl, że jesteśmy zupełnie zwyczajni, psychicznie zdrowi i w normie. myśl ta, jak każa plotka, szybko się upowszechni, stanie się sensacją dnia, a nasz, nieraz wieloletni, wysiłek spełznie na niczym. uznani za psychicznie zdrowych i pozbawionych kompleksów przestaniemy być natychmiast przedmiotem jakiegokolwiek i czyjegokolwiek zainteresowania.'
J. Wittlin, 'Vademecum grafomana'

czwartek, 12 sierpnia 2010

tak się zastanawiam...

...jak bardzo prowadzenie bloga takiego jak ten podchodzi pod grafomanię?

'należy ustanowić Humanity Salvation Foundation, Fundusz Zbawienia Ludzkości, jako szesnastobilionowy wkład z parytetem złota, oprocentowany według stopy cztery od sta rocznie. z funduszu tego należy opłacać wszystkich twórców: wynalazców, uczonych, techników, malarzy, pisarzy, poetów, dramaturgów, filozofów i projektantów, a to następującym sposobem. ten, kto nic nie pisze, nie projektuje, nie maluje, nie patentuje ani nie proponuje - pobiera stypendium dożywotnie w wysokości rocznej 36 000 dolarów. ten, kto cokolwiek z wymienionego czyni, dostaje odpowiednio mniej.'
S. Lem, 'Doskonała próżnia'

czwartek, 24 czerwca 2010

teoria Sztóki

'klasa A. "elita." domorośli filozofowie, poronieni artyści, grafomani wszelkiej maści, zapoznani wynalazcy i tak dalej. inwalidzi pracy twórczej. mają upór tworzenia. brak im talentu i na tym polegli. nawiasem mówiąc, wujek Miszki także należy do elity, ale innego rodzaju. G.A. podobnych ludzi nazywa rezonatorami i twierdzi, że są wielką rzadkością. swojego rodzaju dziwacznym wybrykiem cywilizacji. faktycznie, skoro cywilizacja rodzi takie zjawiska jak poezja, to widać powinny powstawać indywidua przystosowane WYŁĄCZNIE do konsumowania owej poezji. nie są w stanie tworzyć dóbr materialnych czy duchowych, potrafią jedynie smakować dobra duchowe i dawać rezonans. i ów rezonans okazuje się czymś niezwykle ważnym dla artysty, najważniejszym elementem sprzężenia zwrotnego dla osoby tworzącej dobro duchowe. (dziwna rzecz - kiperzy herbaty, win, kawy czy sera są powszechnie szanowanymi profesjonalistami, a degustator takiego, powiedzmy, malarstwa - nie krytyk, nie historyk sztuki, nie okolicznościowy gawędziarz ale właśnie urodzony instyktowny degustator - uważany jest przez nas za próżniaka. zresztą nic dziwnego w tym nie ma.)'
A. Strugacki & B. Strugacki, 'Niedoskonali, czyli czterdzieści lat później'

niedziela, 13 czerwca 2010

się zmierzcha się

miałam to wrzucić do poperzedniej notki, ale stwierdziłam, że takiemu bestsellerowi jak 'Zmierzch' należy się jednak osobny post.

zdjęcie niestety w kiepskiej jakości, ale to jedyne, jakie udało mi się ukradkiem w Empiku zrobić. przedstawia okładkę zmierzchowego notesu, podkreślony napis głosi ni mniej, nie więcej, tylko 'moje organy wróciły.'

założę się, że to lepsze niż sam Mistrz Coelho!

a jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości za co wszyscy kochają 'Zmierzch'...

sobota, 15 maja 2010

wampir wampir wampir!

z dumą prezentuję drugą już porcję obiecanej inspirowanej 'Zmierzchem' twórczości. pomysł był Sebastiana, wykonanie moje:

miałam też ambicje napisać własną wersję 'Zmierzchu,' w której Edward zamiast wampirem byłby zombie z naderwanym ramieniem, pustym wzrokiem i obowiązkową stróżką śliny wyciekającą z kącika ust, jednak niestety - weny nie starczyło mi już na nic poza tym kwiecistym opisem.

tak swoją drogą to wszędzie wampiry i wampiry, a ja pomyślałam sobie, że dla równowagi przydałoby się, dajmy na to, kilku piratów. tu z pomocą przyszła Jaszczurka, która poinformowała mnie o takiej oto opcji na fejsbuku:

arr!

p.s. o Małym Księciu już kiedyś było, będzie raz jeszcze, a to za sprawą opisu w Googlach:

wtorek, 11 maja 2010

moja nowa muza (mój nowy muz?)

obejrzałam 'Zmierzch,' a potem przez piętnaście minut siedziałam w kącie gapiąc się w ścianę. czuję się przytłoczona głębią wszystkiego i mam potrzebę wyrażenia tego przez sztukę. o, na początek narysowałam portret Edwarda:

i nie myślcie, że sobie drwię. zmierzchoinspirowana sztuka naprawdę już niedługo zacznie się tu masowo pojawiać, zobaczycie.

wtorek, 23 marca 2010

bestsellerowa powieść w stylu Whartona, Kinga i Browna

a w zasadzie szkic bestsellerowej powieści, którą kiedyś na pewno napiszę. z dedykacją dla Doroty, która mnie natchnęła i wspomogła pomysłami podczas rozmowy na gadu-gadu oraz dla trzech autorów wymienionych w tytule notki.

Zenon obudził się tego ranka z wszechogarniającym poczuciem bezsensu. Laury nie było, a on został sam w ich wspólnej sypialni w ich wspólnym mieszkaniu na ich wspólnej barce na malowniczej rzece na malowniczym francuskim zadupiu i mógł tylko rozmyślać o tym, co bezpowrotnie utracił, oddawać się swoim rozważaniom na temat sensu życia i być niespełnionym artystą malarzem, czyli robić jedyną rzecz, w której się w życiu naprawdę spełnił.
Laura powiedziała mu, że wychodzi tylko do kiosku po gazetę, ale on wiedział, że to koniec ich małżeństwa i że ona nigdy już nie wróci.
wstał z łóżka, założył swoje różowe papucie i rozejrzał się dokoła, z bólem stwierdzając po raz kolejny, że wszystko w pokoju przypomina mu o jego wieloletnim małżeństwie, które właśnie legło w gruzach. (...)*
kiedy uporał się już ze wszystkimi porannymi czynnościami, które normalnie mogły być przecież tak pełne radości i nadziei na wspaniały, pełen niespodzianek dzień, a teraz przynosiły mu wyłącznie ból i tęsknotę za obecnością Laury, udał się do swojej pracowni, by tam, kontemplując wszystkie nieszczęścia, jakie go w życiu spotkały, oddać się malowaniu swojego czterdziestego ósmego autoportretu. nie mógł wiedzieć, że nigdy nie będzie mu dane go dokończyć...
zamoczył pędzel w farbie i już, już miał nim musnąć płótno, oddając na nim w bardzo realistyczny sposób utworzoną przez ból, cierpienie i głębokie myśli zmarszczkę na swoim czole, kiedy usłyszał, że ktoś dzwoni do drzwi jego barki. okazało się, że była to harcerka sprzedająca ciasteczka, a on, choć to zupełnie nie w jego stylu, w otchłani swojego bólu i cierpienia postanowił się z nią przespać. jak postanowił tak zrobił i już, już zamierzał się dalej spełniać się w roli niespełnionego artysty malarza, gdy ciszę w jego pracowni przeciął niczym bardzo ostry nóż (zadający wiele bólu i cierpienia, które skłaniają do głębokich rozmyślań nad sensem życia i celem bólu i cierpienia) kolejny dzwonek do drzwi. tym razem była to sympatyczna staruszka z sąsiedztwa, która robiła właśnie ciasto na przyjazd swoich wnucząt i odkryła, że skończył jej się cukier. Zenon, choć to zupełnie nie w jego stylu, w otchłani swojego bólu i cierpienia postanowił się z nią przespać. Przespali się więc, paląc jednocześnie bardzo cienkie papierosy w bardzo długich fifkach a potem ona umarła, bo była strasznie stara.
jej śmierć posłużyła Zenoniwi za powód do jeszcze czarniejszej rozpaczy i jeszcze głębszych rozmyślań nad sensem egzystencji, tak jak i do nieco mniej głębokich rozmyślań nad tym, co zrobić ze zwłokami. jak na prawdziwego niespełnionego artystę przystało, najpierw Zenon zastanawiał się nad użyciem ich w swoim pełnym symbolizmu kolażu, ale w końcu z pomysłu zrezygnował i nakarmił zwłokami swoje krwiożercze kaczki, które hodował na poddaszu.
po wykonanej pracy udał się do łazienki, by umyć ręce, i tam zauważył nagle straszliwą rzecz: z umywalki wystawała czyjaś stopa, sterta desek i oko na szypułce, które z wielkim znawstwem oglądało wiszące na ścianie czterdzieści siedem autoportretów Zenona. Zenona sparaliżował strach, ale zaraz przypomniało mu się, że powinien naprawić dach w salonie i poszedł do sklepu kupić gwoździe.
w sklepie była straszna kolejka, w której stał przez piętnaście lat, kontemplując ból swojej egzystencji. poznał tam też Anzelma który był wampirem, co nie ma żadnego znaczenia dla tej historii, i, choć było to zupełnie nie w stylu Zenona, w otchłani swojego bólu i cierpienia postanowił się z nim przespać. przysporzyło mu to kolejnego dylematu moralnego, bo został gejem i nie wiedział jak o tym powiedzieć dziesięciorgu dorosłych dzieci swoich i Laury, które najprawdopodobniej wcale nie były jego, ale i tak nie wiedział jak im o tym powiedzieć.
w końcu Zenon wrócił do swojej barki razem z gwoździami za które zapłacił trzy dolary i ekspedientka wydała mu czterdzieści siedem dolarów z pięćdziesięciodolarowego banknotu, by zastać tam piękną i nieustraszoną panią inspektor, która odwiedziła go by zbadać tajemniczą sprawę stopy, sterty desek i oka na szypułce, które wystawały z umywalki. po krótkiej inspekcji i przespaniu się z Zenonem piękna i nieustraszona pani inspektor odkryła, że barka Zenona i Laury ma długą i mroczną historię, należała bowiem do zakonu Templariuszy, a wcześniej służyła za dom publiczny w czasach kamienia łupanego. okazało się też, że w schowku na miotły stoją pokryte pismem runicznym starożytne kalosze faraonów.
piękna i nieustraszona pani inspektor zadzwoniła do bardzo znanego historyka, który natychmiast przybył na barkę, by odczytać starożytne runy, wcześniej jednak przespał się z piękną i nieustraszoną panią inspektor i Zenonowi zrobiło się bardzo przykro, że bardzo znany historyk woli przespać się z piękną i nieustraszoną panią inspektor niż z nim.
po przespaniu się z piękną i nieustraszoną panią inspektor bardzo znany historyk wziął się za mozolne odczytywanie tajemniczych run, by w końcu dojść do wniosku, że kryją one tajemnicę sensu życia i celu bólu i cierpienia i właśnie miał zdradzić jak brzmi owa tajemnica, gdy nagle z wody wynurzył się zombie Elvis, przespał się z Zenonem, po czym zamordował brutalnie całą trójkę i zatopił barkę wraz z tajemnicą sensu życia i celu bólu i cierpienia, poznanie której nigdy już nie będzie dane zwykłym śmiertelnikom.

*w miejscu '(...)' znajdował się oryginalnie trzydziestostronnicowy opis emocji i rozmyśleń bohatera, przerywany okazjonalnie malowniczym opisem otwierania lodówki celem zrobienia śniadania, kontemplacją sękatych desek na suficie i krótką odą do fałdy na dywanie w toalecie, której bohater przyglądał się z wielką uwagą podczas robienia kupy.

środa, 28 października 2009

statystyka