Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 listopada 2011

wypracowania

no wiem, wiem, już o tym wspominałam na fejsbuku - ale przejrzałam ostatnio swoje stare opisy tam i doszłam do wniosku, że część nadaje się do komiksowego recyklingu.

a tak poza tym to nazbierało mi się różności do zamieszczenia, tylko chwilowo czasu i energii mi na to wszystko brakuje. jak wracam wieczorem do domu to mam ochotę raczej położyć się i umrzeć niż blogować.

środa, 15 grudnia 2010

wtorek, 14 grudnia 2010

głupot, sentymentów i powodów do zażenowania ciąg dalszy

a co tam, pomyślałam, że jednak wrzucę tego Bardzo Poważnego Fanfika, o którym wspominałam w poprzednim poście - z prośbą o przymknięcie oka na odrobinę kotołackości w nim zawartej, bo napisałam go cztery lata temu. motyw przewodni - 'Piraci z Karaibów,' część bodajże druga.

Dżek Sparoł przesiadywał właśnie w jednej ze swoich prawie ulubionych knajp (wolałby przesiadywać w jednej ze swoich ulubionych knajp, niestety przesiadujące w nich pamiętliwe kobiety oraz Fanki Żądne Krzyżowania Go Ze Wszystkimi Męskimi Bohaterami Wszystkich Kasowych Filmów stanowiły poważne zagrożenie dla jego życia i zdrowia) gdy w drzwiach owej knajpy pojawił się wysłannik ze zwojem pergaminu w dłoni.wysłannik ów zbliżył się do Dżeka (biorąc pod uwagę, że jest to Poważny Fanfik Yaoi powinna teraz nastąpić scena łóżkowa, jednakowoż ze względu na zamiłowanie autorki do elementów zaskoczenia sceny łóżkowej nie będzie) i rozwinął pergamin.
- szef wytfurni filmowej Łolta Dizneja uprzejmie informuje, że jego wakacje na Kamczatce i dziewięćdziesięcio ośmio pokojowy apartament w Kazahstanie pochłonęły całe dochody z pierwszej części filmu - a jako, że ma on w planie jeszcze zakup Cholernie Drogiego Garbusa i nowego odkurzacza, musimy zrobić część drugą.

jak powiedział, tak zrobili - z tym, że sfinansowanie części drugiej pochłonęło tak ogromne koszta, że szefowi wytfurni prawdopodobnie nie wystarczyłoby na nowy odkurzacz - tak więc zrobiono jeszcze część trzecią, a ponadto całą serię gier na telefony komórkowe i maskotek przedstawiających Dżeka Sparoła w skali jeden do jednego.

nie myślcie jednak, że zrobienie części drugiej (czy tym bardziej trzeciej) przyszło im z łatwością. co prawda opłacili aktorów, dźwiękowców, kamerzystów, mądrych ludzi od efektów specjalnych i jeszcze mnóstwo innych osób i zamierzali już zacząć kręcić, gdy nagle jakieś dziwne przeczucie tknęło Dżeka.
- czegoś mi tu brakuje - stwierdził.
- reżysera? - spytał Łil- nie ma się czym przejmować, reżyser wyszedł tylko na piwo i niedługo powinien wrócić...
- nie, to nie to... coś jakby... ta rzecz na 'm'...
- makijaż? - odezwała się któraś z Fanek Żądnych Krzyżowania Dżeka Ze Wszystkimi Bohaterami Wszystkich Kasowych Filmów.
- niee...
- majtki? - spytała nieśmiało Elizabet, po czym jakby przypomniała sobie o czymś, bo z przerażoną miną wybiegła do garderoby.
- co? a... nie. zaraz... wiem... chodziło mi o scenariusz!
ekipa popatrzyła po sobie, a reżyser zwalający się właśnie pod stół w jakiejś knajpie połączył się z nią na moment myślami.
- po co nam scenariusz? - zapytał filozoficznie Kraken - mamy efekty specjalne...
- i Dżeka Sparoła! - dodał Barbarossa.
- i... łóżko? - zagaiła nieśmiało Elizabet, która wróciła właśnie z garderoby, znacznie spokojniejsza.
Dżek Sparoł, jako miłośnik filmów posiadających głębię i niosących ze sobą wyższe wartości, nie zgodził się na oparcie drugiej części wyłączie na efektach specjalnych - jednak fakt posiadania Dżeka Sparoła i wspomnianego przez Elizabet łóżka dość szybko go przekonał, że nawet taki film może być filmem niezwykle wartościowym.
w ten sposób uradzono, ku wielkiej radości Fanek Żądnych Krzyżowania Dżeka Ze Wszystkimi Bohaterami Wszystkich Kasowych Filmów, że pierwszą sceną drugiej części winna być scena łóżkowa. Dżek Sparoł położył się więc na łóżku, a kamerzysta wyszedł na chwilę z knajpy, w której pił z reżyserem, żeby ową scenę nakręcić.
- pierwsze piętnaście minut mamy z głowy - stwierdził zadowolony Łil, podczas gdy kamerzysta dalej kręcił leżącego na łóżku Dżonego Depa - pomyślmy teraz co zrobić z pozostałymi stu trzydziestoma..
tu z pomocą przyszedł Dejwi Dżons, który właśnie wyłonił się zza scenografii. ledwo pojawił się na planie, a już Dżek Sparoł poderwał się z łóżka (przerywając, ku ogromnemu niezadowoleniu wszystkich Fanek Żądnych Krzyżowania Dżeka Ze Wszystkimi Bohaterami Wszystkich Kasowych Filmów, pasjonującą scenę łóżkową) i chciał się rzucić w jego ramiona, jednak Dejwi Dżons pozostał obojętny.
w tym momencie między Dżekiem a Dejwim rozpętało się coś na kształt kłótni małżeńskiej, jednak żadna z Fanek Żądnych Krzyżowania Dżeka Ze Wszystkimi Bohaterami Wszystkich Kasowych Filmów nie wie, czego właściwie owa kłótnia dotyczyła, bo wszystkie były w tym momencie zbyt zajęte ustalaniem który z bohaterów jest seme, a który uke. usłyszały tylko ostatnią wypowiedź Dejwiego Dżonsa:
- nie jestem taki łatwy, jak ci się to wydaje! aby zdobyć mnie, musisz wpierw zdobyć moje serce! a konkretniej klucz do mojego serca. a jeszcze konkretniej to klucz do skrzynki z moim sercem. a tak w gruncie rzeczy to samą skrzynkę też, bo gdzieś mi się ostatnio zgubiła...
to rzekłszy, Dejwi Dżons zniknął ze scenografią, pozostawiając skonfundowanego Dżeka Sparoła i resztę ekipy, uradowaną z faktu, że poza scenami łóżkowymi w filmie będzie też fabuła. jakaś fabuła. ostatecznie, szukanie klucza do serca Dejwi Dżonsa (a konkretniej klucza do skrzynki z sercem Dejwiego Dżonsa i samej skrzynki też) także można nazwać jakąś fabułą, prawda?
- co by nam nie wyszło - stwierdził sentencjonalnie reżyser, ocucony właśnie przez faceta od efektów specjalnych - nie będzie to gorsze od drugiego "Matrixa".

i tak oto ekipa powzięła postanowienie, że w części drugiej Dżek Sparoł, z pomocą Łila i Elizabet, będzie poszukiwał klucza do serca (a właściwie do skrzynki z sercem i samej skrzynki też) Dejwiego Dżonsa.

p.s. a skoro przy starociach jesteśmy, to macie tu zdjęcie mojego świętej pamięci szczura, przysypiającego na jakichś Bardzo Ważnych Kserówkach.

sobota, 30 października 2010

lingwistyka futurologiczna

'(...)znać tylko sam język, jakim ludzie będą się porozumiewali ze sobą i maszynami za 10, 20 bądź 30 lat - to nie znaczy jeszcze - wiedzieć, o czym oni będą wtedy najchętniej i najczęściej mówili. a właśnie to trzeba wiedzieć, albowiem zazwyczaj pierwej się mówi, a potem się myśli i działa. podstawowe niedociągnięcia wszystkich dotychczasowych prób zbudowania Futurologii Odjęzykowej, czyli Prognolingwy, wynikały z fałszywej racjonalności procedur. uczeni zakładali bowiem milcząco,iż ludzie będą mówili w Przyszłości same rozsądne rzeczy i że podług tego będą postępowali.

tymczasem badania wykazały, iż ludzie mówią przeważnie głupstwa. aby więc symulować w ponadćwierćwiekowej Ekstrapolacji typowo ludzki sposób wysłowienia, zostały przez nas skonstruowane Idiomaty oraz Komdebile (Komfuszery), to jest - Idiomatyczne Automaty oraz fuszerujące Komputery-Debile, i one to dopiero utworzyły Paragenagratykę, tj. paralogiczną generatywną gramatykę Języka Przyszłości.'
S. Lem, 'Wielkość urojona'

p.s. byłam wczoraj na 'The Social Network' w kinie. słowo 'fejsbuk' pojawia się niemal w każdej mojej rozmowie i to z zatrważającą częstotliwością - po tym seansie stwierdziłam, że to straszne. bo naprawdę, to JEST straszne. tu pisałam, że nie korzystam z fejsbuka (a był to styczeń 2010).

sobota, 3 lipca 2010

Bella

tyle w temacie całonocnego maratonu 'Zmierzchu.' generalnie nie było źle, uraz psychiczny jest stosunkowo niewielki w porównaniu do tego, którego doznałam trafiając na takie blogi celem znalezienia jakiejś paszczy Edwarda do tego obrazka.

p.s. jutro głosujemy!

wtorek, 11 maja 2010

moja nowa muza (mój nowy muz?)

obejrzałam 'Zmierzch,' a potem przez piętnaście minut siedziałam w kącie gapiąc się w ścianę. czuję się przytłoczona głębią wszystkiego i mam potrzebę wyrażenia tego przez sztukę. o, na początek narysowałam portret Edwarda:

i nie myślcie, że sobie drwię. zmierzchoinspirowana sztuka naprawdę już niedługo zacznie się tu masowo pojawiać, zobaczycie.

poniedziałek, 10 maja 2010

skojarzenia

o ataku robotycznego jednorożca kiedyś już było - niemniej warto wspomnieć raz jeszcze, a to dlatego, że Jaszczurce udało się znaleźć oryginalny teledysk do piosenki z gry - teledysk zaskakujący z kilku powodów, między innymi dlatego, że piosenka okazuje się trwać niemal cztery minuty (a nie zapętlone w kółko 30 sekund, jakie to wrażenie odniosłam z gry), i, co więcej, teledysk MA FABUŁĘ. właśnie do fabuły chciałam tu nawiązać, bo ta od razu skojarzyła mi się z filmem obejrzanym w czasach liceum, mianowicie z Domem latających sztyletów. film zrobił na mnie kiedyś wrażenie na tyle duże, że pozostawił trwały ślad w mojej twórczości literackiej: popełniłam scenariusz do teatralnej adaptacji filmu. scenariusz był już co prawda kiedyś publikowany i na moim starym blogu, i na (legendarnym w pewnych kręgach) SPAMie, niemniej pozwolę sobie zaprezentować go raz jeszcze, gdyż wierzę, że przez zawarte w nim walory artystyczno-edukacyjne zasługuje on na trzecią młodość, tym razem w Szafie Potwora.

DOM LATAJĄCYCH SZTYLETÓW
czyli streszczenie fabuły, której tak naprawdę nie było.

występują: 
ONA - córka zmarłego władcy 'tych dobrych,' mistrzyni miecza i pełnoetatowa pracownica domu uciech.
ON - wróg, acz w szeregach przyjaciela.
ON II - przyjaciel, acz w szeregach wroga.
BURDELMAMA - przywódczyni 'tych dobrych,' pod przykrywką profesji haniebnej.
ŻOŁNIERZE - 'ci źli.'

scena I
ŻOŁNIERZ:
musimy JĄ złapać!
ŻOŁNIERZ II:
mamy JĄ!
ON:
uratuję cię!
ONA:
aaaaaaaaaaa!

 scena II 
ON:
(ratuje JĄ)
ONA:
(dziękuje MU wylewnie)

 scena III 
ON:
kocham cię.
ONA:
zostaw mnie!

 scena IV 
ONA:
kochasz mnie?
ON:
nie.
ONA:
(zostawia GO)
ON:
(podąża za NIĄ)

 scena V 
ŻOŁNIERZE:
(dopadają JĄ)
ON:
(znowu JĄ ratuje)
ONA:
(dziękuje MU jeszcze wylewniej)
BURDELMAMA:
(demaskuje JEGO i JEGO II, który cały czas człapał się za towarzystwem)

 scena VI 
ON II:
kocham cię.
ONA:
kocham innego.
ON II:
(wścieka się)

 scena VII 
burdelmama:
zabij GO.
ONA:
(skonsternowana)

 scena VIII 
ONA:
(prowadzi GO na rzeź)
ON:
kocham cię.
ONA:
kocham cię.
ONI:
(kochają się)

 scena IX 
ONA:
uciekaj.
ON:
ucieknij ze mną!
ONA:
(waha się)
ON:
(ucieka sam)

 scena X 
ONA:
(goni GO)
ON II:
(goni JĄ)
ON II:
kocham cię i nie mogę bez ciebie żyć.
ONA:
(goni GO dalej)
ON II:
przepraszam, ale w takim razie muszę cię zabić.
(zabija JĄ)

 scena XI 
ON:
(zawraca i znajduje JĄ)
ONA:
(leży)
ON:
zabiłeś JĄ! teraz będę musiał cię zabić!
ON II:
to się dobrze składa, bo ja też miałem cię zabić.
ONI:
(walczą)
ONA:
(umiera w międzyczasie)
ŚNIEG:
(pada)
ONI:
(walczą dalej)
ONA:
(umiera całkiem na śmierć)
ONI (I i II):
(wpadają w rozpacz)
ON:
(całuje JĄ)
WIDOWNIA:
nekrofil!
ON II:
(odchodzi)
ŚNIEG:
(pada dalej)
ON:
(zamarza)

kurtyna, klaka, pomidory w puszkach.

KONIEC.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

wszystkiego po trochu

nazbierało się ostatnimi czasy.

połączenie 'Matrixa' i 'Zmierzchu' - lepszej reklamy film mieć nie może. no chyba, że by ktoś na planie zginął, jak w wypadku 'Kruka'...

dobrych rekomendacji ciąg dalszy

produkty firmowe ze sklepu 'wszystko ze pięć złotych.' szczególnie słuchawki marki Sekss prezentują się interesująco.

znaleziony w tym samym sklepie piórnik z lalką Fulla, czyli arabskim odpowiednikiem lalki Barbie (ubranej jak Allah przykazał).

p.s. wtapiam się w tłum.

p.p.s. i'll be your long haired lover from Liverpool, you'll be my sunshine daisy from L.A.

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Arena Albionu

miało być o sylwestrowym Kazimierzu Dolnym albo o supermarketowych kwiatkach, ewentualnie chciałam rzucić jakimś mądrym cytatem z literatury czy tam wstawić pasek. mając na względzie niesprzyjające okoliczności licencjatowo-lenistwowo-końcowosemestralne to wszystko zostawiam sobie na później. mimo wszystko, pozwolę sobie jednak na prezentację odkrycia sprzed pięciu minut, mianowicie takiej googlowej reklamy na pewnej odwiedzonej przeze mnie stronie:

stronę odwiedziłam, a jak. jeśli ktoś zastanawia się jeszcze co może się kryć pod hasłem 'chłopak z wyobraźnią,' służę kolejnym screenem:


a tak poza wszystkim to byłam dziś na Avatarze. kotołaki o anatomii godnej męskich postaci z mang Clampa sparzyły się z Pocahontas i tak powstał, jeśli wierzyć ulotce reklamowej, najbardziej oczekiwany film w historii kina.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Sankt Petersburg

nafotografowałam się w Leningradzie składanych mostów, soborów, Ermitaży i innych pocztówkowych widoczków, ale jako, że zdjęcia tego typu bezproblemowo można znaleźć tutaj (i to w jakości znacznie lepszej niż te, którymi ja się mogę poszczycić), ograniczę się do publikacji fotografii dokładnie czterech, może nie do końca oddających uroki Peteraburga, ale za to takich, które na googlach znaleźć nieco trudniej (a przynajmniej taką mam nadzieję).

Moja Szanowna Osoba z Engelsem - był i Marks, sąsiad Engelsa, ale w kadrze się już nie zmieścił.

kolejny po Solaris i Wiedźmaku akcent patriotyczny, czyli plakat reklamujący polski film na motywach polskiej książki, ponoć kiepskiej. reklamowany film musiał chyba właśnie przeżywać w Petersburgu swoje pięć minut, bo plakatów takich jak ten było na mieście całkiem sporo.

'Sowieckaja Rossija' czyli 'niezawisimaja narodnaja gazieta', którą ktoś z sobie tylko znanych powodów przykleił do tablicy ogłoszeń nieopodal pewnego parku.

'toaleta płatna 15 rubli (ulg brak). miłego pobytu życzy administracja.' ciąg dalszy mojej fascynacji rosyjskim biznesem toaletowym. kartka na drzwiach jednego z licznych (acz zwykle zamkniętych wtedy, kiedy ich człowiek najbardziej potrzebuje) miejskich wychodków.

środa, 5 sierpnia 2009

Moskwa

wróciłam do domu i, mimo nabytego na lotnisku zasmarkania, od razu spieszę z potwierdzeniem rzekomo fałszywej opinii głoszącej, że po Moskiewskich ulicach przechadzają się niedźwiedzie. owszem, przechadzają się. fakt faktem, są to niedźwiedzie raczej udomowione, z kagańcami na paszczach i prowadzone na smyczy przez niekoniecznie miłe i niekoniecznie urodziwe panie, które za drobną opłatą pozwolą cierpiącemu na nadmiar gotówki zagranicznemu turyście sfotografirować się z takowym niedźwiedziem. fotografirować się za drobną opłatą można zresztą nie tylko z niedźwiedziami, ale i z panami uderzająco (bądź nie) podobnymi do różnych politycznych sław. w weekendy, kiedy Plac Czerwony zaludnia się największą ilością obwieszonych aparatami obcokrajowców, można tam spotkać od pięciu do ośmiu Leninów, przynajmniej dwóch Stalinów i, przy odrobinie szczęścia, jakiegoś Obamę. fotografii z powyższymi niestety nie będzie, w ramach relacji z podróży pozwolę sobie za to zaprezentować kilka innych zdjęć.

Makdonalds. co tam Kreml, co tam pominki Lenina - lepszego niż to zdjęcie dowodu na fakt, że zawitałam do Rosji po prostu znaleźć się nie da.

biznes, bardzo zresztą popularny w okolicach, gdzie kręcą się turyści. szefowa siedzi w biurze w oczekiwaniu na klientów, którzy po uiszczeniu skromnej opłaty w wyskości dwudziestu rubli mogą skorzystać z przybytku.

Sputnik.

akcent patriotyczny, czyli polski Lem po rosyjsku.

Czieburaszki

drugi dowód zaraz po McDonaldzie

bo i co by to były za zdjęcia z Rosji, gdyby zabrakło na nich Lenina? (zdjęcie autorstwa Kasi B.)

gwardija SSSR

akcent patriotyczny numer dwa: rodzimy Wiedźmin... tfu, Wiedźmak.

jeden z wielu przykładów jarmarcznej Cthulhu-biżuterii, na którą w Rosji panuje najwidoczniej moda. nic że koszmarnie brzydka, nic że droga jak diabli, grunt, że ma macki (tak samo jak suszone kalmary, które można kupić w każdym kiosku i zajadać w charakterze chipsów. Rosja rajem dla kultystów.).

pobyt w moskiewskim Media Markcie dostarcza wielu radości ze względu na takie kwiatki. narzekaliśmy na rodzime tłumaczenie Wolverina, śmiejąc się, że zabrakło już tylko tego, żeby zrobili z niego 'Człowieka-Rosomaka.' Polacy nie zrobili... Rosjanie nie omieszkali.

oryginalne suweniry? samowar, popiersie Lenina, kalendarz sprzed pięćdziesięciu lat, urwana głowa lalki? a może kałasznikow i kilka granatów? czego byście nie szukali, na podmoskiewskim pchlim targu to znajdziecie.

w Rosji znają się na marketingu i wiedzą, jak trafić do zainteresowanych ofertą i gdzie ich szukać. napis głosi 'kupię książki.'

odrobina wyższej kultury, czyli kształty falliczne Kuskowa (znowuż w obiektywie Kasi B.).

sowiecki puchatkowy Prosiaczek w Parku Gorkiego, czyli znanym z piosenki Scorpionsów ruskim Disneylandzie.

na koniec element dydaktyczny: billboard z metra, który krzyczy do przypadkowych przechodniów płci męskiej 'dawajcie kobietom kwiaty.'

poniedziałek, 23 marca 2009

tak się reklamuje filmy.

zostałam uprzedzona i miałam nie zamieszczać tego paska, ale ostatnio uprzedziciel stwierdził, że nie chce Mu się już pokazywać światu swojej tfurczości i zarzuca blogową działalność - więc pozwalam sobie.

przyszła wiosna. trzeba. ruszyć. dupę.

statystyka