niedziela, 18 września 2011

wakacyjne macki 2011

tak jak w zeszłym roku, podsumowuję wakacyjne wojaże za pomocą macek nabytych w charakterze suwenirów.

londyńskie akwarium. ta karteczka w lewym dolnym rogu to bilet - bilety były z różnymi obrazkami, mi całkiem przypadkowo trafiła się ośmiornica. (w ogóle to dalej nie mam zdjęć z Londynu, chyba muszę w końcu kopnąć w dupę jednostkę odpowiedzialną za to niemanie.)

Londyn - Camden

Moskwa

środa, 14 września 2011

zbiorowisko

kilka rzeczy, które ostatnio przykuły moją uwagę.

znajdź Google na Googlach.

kosz, który uśmiechał się do mnie w drodze na mój nowy wydział (chwaliłam się już, że znowu będę marnować pieniądze podatników studiować?)

witryna spożywczaka gdzieś na Woli. nie ma jak profesjonalny grafik.

czereśnie w Marks & Spencer składają się oczywiście z wiśni (różnica między 'czereśniami' a 'kawałkami czereśni' też intryguje).

rybie łby, czyli co Agata zapamiętała z wizyty na Łotwie.

dzięki, youtube.

trochę sztuki z warszawskiego Placu Defilad.

wtorek, 13 września 2011

zwiedzanie niczego (i koncert)

(miałam tego posta zamieścić już kawał czasu temu, w kwietniu, ale w międzyczasie laptop poszedł do serwisu razem ze wszystkim tym, co było do zamieszczenia. będzie nieaktualnie, ale pochwalić się trzeba i tak. post poniżej pisany na świeżo po, czyli w kwietniu właśnie.)

Łódź ma to do siebie, że nie ma tam nic - dosłownie, NIC. najbardziej nie ma sklepów nocnych i autochtonów, którzy ogarniają topografię okolicy. mimo wszystko, mieszkańcy starali się być pomocni i, pytani przez nas o drogę, udzielali dokładnie dwóch rodzajów instrukcji - 'idźcie prosto' albo 'idźcie przez tory, uważajcie na sokistów.' TAK, często pytaliśmy o drogę. TAK, piszę to całkiem poważnie. ale mniejsza o takie rzeczy, bo w końcu pojechaliśmy w jednym celu, a akurat ten cel został spełniony stuprocentowo, bo koncert był taki bardzo bardzo, nawet mimo faktu, że artysta już się trochę sypie (i może w sumie nietaktem było pójście w koszulce z napisem 'I love zombies').

dobry omen, czyli papier od papieru toaletowego znaleziony w pociągu na trasie Warszawa-Łódź

szpanerskie zdjęcie sprzed koncertu, udoskonalone przez Kasię

jeszcze bardziej szpanerskie zdjęcie sprzed koncertu

zdjęcie z koncertu

podsłuchane w tłumie.

poniedziałek, 12 września 2011

spacer z Rusłanem

ostatniego dnia pobytu w Rosji spotkałam się z Rusłanem, moskiewskim couchsurferem poznanym dwa lata temu. co można pokazać delikwentce, która praktycznie wszystkie 'turystyczne' miejsca już widziała? podobno dwa budynki, jak napisał jakiś znany rosyjski architekt w swojej książce, którą Rusłan ostatnio czytał i - za radą architekta - postanowił mi te budynki pokazać.

pierwszy to, jak Rusłan określił, dom-marzenie. z zewnątrz absolutnie na marzenie nie wygląda, zresztą w ogóle nie wyróżnia się niczym konkretnym, może poza tym, że rozpada się trochę bardziej niż sąsiadujące budynki. otóż ciekawostką jest fakt, że dom zbudowali bodajże w latach dwudziestych i miał on być prototypem idealnego komunistycznego budynku, w którym wszyscy mieszkańcy jedzą razem we wspólnej stołówce, noszą ubrania do wspólnej pralni i generalnie wszystko mają 'wspólne.' więcej na ten temat tutaj (po rosyjsku).

o drugim budynku Rusłan nie miał niestety aż tylu informacji - dowiedziałam się tylko, że pochodzi mniej-więcej z tego samego okresu, co pierwszy, znajduje się na tyłach Starego Arbatu i absolutnie nie przypomina niczego dokoła. i, będąc zabytkiem i miejscem potencjalnie interesującym dla turystów, jest ogrodzony wysokim płotem, zarośnięty krzakami i pilnowany przez złego psa. Rosja.

z rusłanowych ciekawostek dostałam jeszcze adres rosyjskiej strony w stylu naszej opuszczone.net. może kiedyś się przydarzy pozwiedzać stare rosyjskie fabryki.

niedziela, 11 września 2011

Park Skulptur

o Parku Skulptur słyszałam już przy okazji pobytu w Moskwie dwa lata temu, ale wtedy nie udało mi się tam trafić. w tym roku nie odpuściłam i... jestem odrobinę (tylko odrobinę) zawiedziona. w teorii miało to być miejsce, do którego pozwozili pomniki Leninów, Stalinów i Breżniewów po tym, kiedy panowie wypadli już z łask. w praktyce owszem, znajdzie się tam trochę figur, a jeden Stalin ma nawet ułamany nos - ale poza tym wszystko uładzone, równo poustawiane i zadbane, kiedy ja liczyłam zastać tam jakieś surrealistyczne cmentarzysko. niemniej odrobinę surrealistycznie jest i tak - a poza tym znalazłam... rzeźbę ośmiornicy. nie dlatego, że ośmiornice też wypadły z łask - po prostu obok Leninów w parku jest jeszcze trochę rzeźb współczesnych i w ogóle sporo szeroko pojętej sztuki (sztóki).

u wejścia

panowie (w tym beznosy Stalin)

sztuka mniej lub bardziej współczesna (i mniej lub bardziej awangardowa). ten na piątym zdjęciu to, jeśli wierzyć tabliczce, baron Munchausen. zając z cyckami też intryguje. (a na deser jednorożec.)

głowa Lenina, w sumie to nie wiem do której z tych kategorii tam wyżej powinno się ją zakwalifikować.

ciekawe zakazy wstępu

bliny z kawiorem na plastikowym talerzu i najtańsze piwo w karcie, czyli chwila odpoczynku w parkowej knajpie.

już poza parkiem, złomowisko (?) przy pobliskiej stacji metra. intryguje mnie ten pojazd z prawej strony - i fakt, że on tam stoi od przynajmniej dwóch lat, bo pamiętam go z poprzedniego pobytu w Moskwie.

sobota, 10 września 2011

rozmowy

(przed wyjazdem do Londynu)
ja:
idę się pakować
i malować paznokcie, golić bikini i depilować plecy
no bo jednak jadę do dużego miasta
Rzeczek:
no tak, to musisz się wylaszczyć jak jedziesz do dużego miasta na odpust
ja:
może tam znajdę bogatego męża w jakiejś remizie na imprezie i się wyrwę
Rzeczek:
tego Ci życzę
no tam podobno duże te remizy
i jeszcze nie jeżdżą tam wozy drabiniaste i dorożki
ale samochody i autobusy
ja:
chujowo jak duże, trudniej będzie męża znaleźć
jak już się schowa

(Londyn się tu w ogóle jeszcze pojawi, tylko muszę wreszcie doprosić się o zdjęcia.)

***

Kasia:
a na starość będę miała domek z działką i krową w Bieszczadach
w międzyczasie jeszcze dziecko
najpierw sobie ustabilizuję sytuację materialną
znajdę dobrą pracę po szkole
wyremontuję mieszkanie
i bach
będę miała takiego małego ślicznego chłopczyka
o jakimś głupim imieniu
nie chcę dziewczynki
ja:
z kim?
Kasia:
prawdopodobnie z mężczyzną
ale to jeszcze nie jest pewne.

***

Basia:
dobr aodbra
my tu pierdu pierdu
a antybioty
k
ja:
Ty antybiotyk bierzesz?
myślałam, że jesteś pijana.
Basia:
ejtsmocniejszy niz DXM i efedryna azem wziete (a po kazdym zosobna chodizlam nacpana jak 150 tzn to jest w normalnych lekach np gripex)
mam zapalenieo skrzeli
kurwamac
zapalenie skrzeli
jestem rybą
anyway
ten lek
jest fantastyczny
nietstey tylko przez jakies pol godizny
poznije
bezwarunkowo usypiam
nie wiem
jak sie usypia warunkowo
ale ja usyiam bezwarunkowo
po tym leku
to lek na litere c
ciprotal.. ne wiem jakos tak
niemma sily wstac i sprawdzi
nie
ciprocxine ... cos jak cipa w kazdym razie.

***

i jeszcze scena na żywo, podsłuchane w cukierni:

pan:
dzień dobry, poproszę sernik. wie pani, ja świetny humor dzisiaj mam... kazali mi kupić ciasto i wyjść z domu. świetny humor. a czegoś trującego pani nie ma?
(ekspedientka uśmiecha się głupio)
pan:
nie ma pani? trudno, to wezmę ten sernik. a może są takie ciasta, żeby baba po nich grubła i grubła? bo wie pani, gruba to ona już jest, ale przez drzwi jeszcze przechodzi - a jak jeszcze trochę zgrubnie to może do mieszkania nie wejdzie...

statystyka