wtorek, 10 kwietnia 2012

jak mnie znajdują

nienawidzę nowego bloggera, ale muszę przyznać, że ma fajną statystykę. taka ciekawostka:

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

oh help! oh no! it's a Gruffalo!

spotkałam jakiś czas temu Gruffalo w lokalnym szmateksie, ale nie przestraszyłam się bardzo. zabrałam go do domu - nie mogłam inaczej po tym, jak oglądałam pluszowe Gruffalo na brytyjskich lotniskach, odkrywając, że jednak nie mogę wejść w posiadanie jednego, bo to kosztuje pieniądze.

'but who is this creature with terrible claws
and terrible teeth in his terrible jaws?
he has knobbly kneesmand turned-out toes
and a poisonous wart at the end of his nose.
his eyes are orange, his tongue is black;
he has purple prickles all over his back.'

J. Donaldson, 'The Gruffalo'

niedziela, 8 kwietnia 2012

miało nie być o świętach

...no ale ten, święta same się napatoczyły. Ewa wrzuciła wczoraj na fejsbuka zdjęcie, które ja odrobinę udoskonaliłam. niech to posłuży za kartkę świąteczną dla wszystkich ludzi, którzy życzą sobie życzeń ode mnie:

p.s. a skoro już o świętach, to wczoraj były urodziny Agnieszki. Agnieszka lubi pandy.

p.p.s. w tym roku weekend świąteczny sponsoruje prokrastynacja.

sobota, 7 kwietnia 2012

Wrocław ekspresowy

wspominałam, że przydarzył mi się ostatnio Wrocław. więcej czasu spędziłam w pociągach niż na miejscu, no ale pociągi też są fajne - a i w samym mieście coś tam ciekawego udało mi się zobaczyć, mimo, że moje zwiedzanie ograniczyło się tym razem do trasy dworzec-akademik. o, z tych ciekawych rzeczy:

mysz samobieżna (dla kota, do zabawy, na prezent bądź na postrach) zdaje się być prawie lepszą pamiątką z Wrocławia niż nabyty kiedyś dinozarł.

tradycyjnie, krasnal (zdaje się, że nowy - a przynajmniej wcześniej mi nie znany)

martwe bażanty dalej prześladują - te wrocławskie nie są wyjątkiem.

vlepka

prawie jak The Cavern.

piątek, 6 kwietnia 2012

ze staroci

kolejny post z serii 'szmateksowe znaleziska' - bo znajdowanie Różnych Rzeczy w szmateksach to bardzo satysfakcjonujące zajęcie i czuję potrzebę pochwalenia się tym, co udało mi się wygrzebać.

z nienabytych ciekawostek:

trupia kaczka firmy PMS

'do sumienia się nie ma co odwoływać... to może chociaż do logiki?'

ciekawostki nabyte:

informacja, jaką znalazłam po wewnętrznej stronie okładki bodajże 'Charliego i wielkiej szklanej windy' Roalda Dahla. zdecydowanie się zgadzam, 'Mr Roald Dahl is brill!'

kubek, który znalazł dom we Wrocławiu (o Wrocławiu jeszcze będzie).

Coś. pojęcia nie mam co właściwie, ale mnie ujęło.

książki - te akurat kupione już jakiś czas temu, ale ostatnio znowu przyniosłam do domu wielką siatę z książkami, z tym, że już nie fotografowałam jej zawartości. w każdym razie tym razem upolowałam trochę klasyki, trochę historii, trochę literatury dziecięcej i... 'Zmierzch.' tak, 'Zmierzch.' będę go teraz wszędzie nosić ze sobą i czytać na głos w najmniej odpowiednich momentach, aż stracę wszystkich znajomych.

(tak swoją drogą, bo czuję potrzebę wytłumaczenia się - pedalski kubek z wróżką, który widać na zdjęciu, był dla Basi, bo, jak już kiedyś wspominałam wspominałam, Basia lubi pedalskie wróżki.)

na koniec znalezisko już nie własne - przedstawiam piękne (i, jak widać, przyczepne, szczególnie do lodówki) macki odgrzebane przez Agatę w lubelskim szmateksie:

środa, 4 kwietnia 2012

sentymentalnie

dalej o sprzataniu, bo skoro nie bardzo widać efekty, to niech przynajmniej będzie wiadomo, że cała ta zabawa zajmuje mi sporo czasu - na to, że większość tego czasu spędzam na oglądaniu różnych ciekawych znalezisk już się przymknie oko. znalazłam na przykład książkę wydaną z okazji piętnastolecia mojego liceum (na które poszłam już jako Poważna Absolwentka) z dedykacją od Doroty, naszej licealnej polonistki:

i jeszcze pamiętnik z podstawówki znalazłam. za cholerę nie potrafię zidentyfikować czyj to wpis, ale ten ktoś się ewidentnie już wtedy na mnie poznał:

tak a propos podstawówki to Michał mi ostatnio wypominał, że w podstawówce biłam kolegów, a potem im wyjaśniałam, że nie mogą mi oddać, bo jestem dziewczynką. teraz w tym samym budynku jest referat szkoleń straży miejskiej i prowadzę tam zajęcia z angielskiego dla strażników (czasem nawet w tej samej sali gdzie uczyłam się czytać, pisać i kopać chłopców w krocze). z przemocy fizycznej już zrezygnowałam, ale poza tym to tak znowu dużo się przez te lata nie zmieniło.

wtorek, 3 kwietnia 2012

dłubanie

przy okazji sprzątania (o którym więcej opowiadam niż faktycznie się nim zajmuję) stwierdziłam, że pozbywam się wszystich moich ręcznorobótkowych klamotów, bo przecież szkoda na takie zabawy czasu. klamoty już były naszykowane w reklamówce do oddania komuś, kiedy znalazłam w internetach to. haft krzyżykowy jest najbardziej pedalskim zajęciem wszech czasów, no ale tam tego.

a jak już te tematy, to mogę przy okazji coś, co przydarzyło mi się wyprodukować chyba dobre dwa lata temu, a co jakimś cudem nigdy tutaj nie trafiło - skarpetkornica (czyli taki podwodny odpowiednik sock monkey):

p.s. przy okazji tego samego sprzątania postanowiłam raz na zawsze skończyć z problemem 'gdzie jest drugi kolczyk?!' i kupiłam wieszak do kolczyków. nie, żeby to kogoś miało szczególnie interesować, ale macki i dinozaury wyglądają w mojej osobistej opinii przeepicko, więc wkleję zdjęcie (a że fajne książki są w tle to jeszcze inna sprawa).

statystyka