'to była na pewno nie zła wola, ale reakcja na tęsknotę, może niezdolność przystosowania się do nowych inaczej myślących ludzi, z różnych środowisk, którzy mówili niby po polsku a których my wówczas nie mogliśmy dobrze zrozumieć, gdyż rozmowa toczyła się w ten sposób, "bawili się bojsy (boys - chłopcy) na strasie (street - ulica) przyszedł wacman [watchman] (stróż) bojsy pouciekali a jeden dziompnął (jump - skoczył) przez fensę (fence - płot) i uciekł do nejborki (neighbor - sąsiadki)." ciocia moja słysząc tą rozmowę przez okno zawołała swego męża i pyta go: Franiu jakiej narodowości są ci ludzie którzy mieszkają w następnym domu? naturalnie Polacy, mieszkamy przecież w polskiej dzielnicy. trzeba więc było najpierw nauczyć się języka angielskiego, aby można było rozmawiać po polsku.'
różni autorzy, 'Pamiętniki emigrantów - Stany Zjednoczone'
blog o ośmiornicach, dinozaurach, zakupach z drugiej ręki, podróżach, głupotach oraz (poniekąd) o glottodydaktyce.
poniedziałek, 5 grudnia 2011
ponglisz
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz