a w zasadzie to dwie stacje w Kobyłce i jedna w Wołominie. co się zaś tyczy mojego hobby, to chodzi tu oczywiście o napisy na murach. szczerze powiem, że jestem zawiedziona, bo liczyłam na więcej perełek, a zamiast nich znalazłam tylko masę chujów (tudzież hójów) i innych wzmianek o anatomii, względnie podpisy fanów Legii. mimo wszystko, kilka znalezisk chcę Wam pokazać.
blog o ośmiornicach, dinozaurach, zakupach z drugiej ręki, podróżach, głupotach oraz (poniekąd) o glottodydaktyce.
piątek, 19 listopada 2010
czwartek, 18 listopada 2010
kwiatki, linki i chwalenie się nabytkiem
a jeżeli o chwalenie się nabytkiem chodzi, to nabytek nabyłam na Etsy u tej pani, która do nabytku dołączyła jeszcze pocztówkę z podziękowaniem za nabycie i odręcznym rysunkiem ośmiornicy. urocze.
(na pierwszym zdjęciu zdjęciu chodzi oczywiście o bransoletkę, figurkę dostałam już jakiś czas temu, z okazji obrony.)
generalnie wpadłam ostatnio w jakiś szał internetowych zakupów, ale o tym może innym razem, jeśli w ogóle.
środa, 17 listopada 2010
Silesia
kolejny pobyt na Śląsku, tym razem z okazji długiego weekendu listopadowego, ograniczył się do oglądania Big Bang Theory i zwiedzania centrum handlowego - a centra handlowe, jak już wielokrotnie podkreślałam, są skarbnicami Różnych Rzeczy o Wysokim Współczynniku Publikowalności. jako, że śląskie centra handlowe niewiele różnią się pod tym względem od nieśląskich, prezentuję trochę uzbieranych kuriozów.
rajstopy dla poliglotów (za to, o dziwo, ani trochę nie ognioodporne)
na koniec jeszcze macki:
i jeszcze dwie perełki co prawda nie supermarkietowe, ale też znalezione na Śląsku:
reklama kolejnego zmierzchopodobnego produktu w centrum Sosnowca...
...i syjamskie bliźnięta reklamujące pewną knajpę z dobrym jedzeniem niedaleko katowickiego dworca.
poniedziałek, 15 listopada 2010
Wielki Wybuch u Kopernika
w sumie to było bez fajerwerków (w przenośni, choć dosłownie niemalże też, bo w czasie niedzielnego spektaklu, czyli tego, na którym byliśmy, przez większość czasu lał deszcz), ale cieszę się, że w ogóle się takie rzeczy organizuje - i że otworzyli w końcu Kopernika, chociaż ilość chętnych do zwiedzania w pierwszy weekend uniemożliwiła nam wejście do środka. geneneralnie pomysł na spektakl dobry, gorzej z jego realizacją, ale tak czy inaczej warto było, bo w końcu codziennie się takie rzeczy nie dzieją.
ach, mowa oczywiście o tej imprezie.
specjalnie pojawiliśmy się na miejscu na kilka godzin przed spektaklem, żeby załapać się jeszcze na darmowe wejściówki do samego Centrum Nauki - niestety, biorąc pod uwagę tłumy pod wejściem, załapanie się, jak już wspomniałam, było niemożliwą niemożliwością.
koniec kolejki do wejścia wymuszony przez pracowników centrum, ku wielu protestom i narzekaniom. (a była godzina... 15? zamykali o 19.)
co ciekawsze Syrenki i Chopiny kolorowane na stoisku Muzeum Chopina, które postanowiło się przy okazji zareklamować i cieszyło się sporym zainteresowaniem, w głównej mierze dlatego, że znajdowało się w namiocie, więc zainteresowanym nie padało na głowy. kolorowanki były co prawda przeznaczone dla dzieci, ale jako, że średnia wieku dzieci, które się nimi zajęły, wynosiła coś koło dwudziestu lat, i ja stworzyłam własną Syrenkę, za którą dostałam nawet torbę gadżetów od Muzeum i Urzędu Miasta.
scena ze spektaklu. na zdjęciu nie widać praktycznie nic, jednak zamieszczam je dla zasady, dodając, że to i tak najlepsze zdjęcia ze spektaklu, jakie udało mi się zrobić.
czwartek, 11 listopada 2010
Allegro
('zegarek z cykoriami' został już wcześniej gościnnie opublikowany na blogu Zosi, gdzie takich allegrowych i nie tylko allegrowych znalezisk możecie zobaczyć znacznie więcej.)
środa, 10 listopada 2010
różności na dobry prawie początek listopada dwa tysiące dziesięć
prawie początek, nie prawie dobry. zaczniemy od kilku kwiatków:
potem będą trzy ciekawe reklamy...
...a na koniec jeszcze ośmiornice, bo stosukowo dawno żadne się nie pojawiły. te tutaj to póki co największe sztuki w mojej kolekcji, obie nabyte w szmateksach - tę fioletową niektórzy już dobrze znają, niebieska za to jest zdobyczą nową, upolowaną niecały tydzień temu (tak, wiem, kiedyś w Ikei takie mieli, ale to było jeszcze zanim moja miłość do cefalopodów na dobre się rozkręciła).
wtorek, 9 listopada 2010
o Ursynowie z odrobiną nostalgii
wzięło mnie ostatnio na zwiedzanie Ursynowa, wszystko przez tę książkę - póki co dopiero przejrzana, czeka dopiero na swoją kolejkę do czytania, ale już widzę, że zapowiada się ciekawie. przy okazji przypomniałam sobie o istnieniu pewnej strony internetowej opisującej relikty PRLu na Ursynowie - strona była fantastyczna, ale linka do niej zgubiłam już dawno i ni cholery nie potrafię go teraz odszukać. w każdym bądź razie, czasami wracając z przedszkola wybieram nieco okrężną drogę, żeby zająć się Zwiedzaniem i Odkrywaniem (po raz pierwszy lub na nowo). o, takie rzeczy na przykład ostatnio odkryłam:
dynie na bazarku przy Wąwozowej (tak, to było jeszcze przed Halloween)
coś dla najmłodszych fanek (i fanów, rzecz jasna) Davida Hasselhoffa, znalezione na tym samym bazarku
oczko wodne - pojęcia nie miałam, że w okolicach Natolina/Kabat coś takiego się znajduje.
budynek przy ulicy Przy Bażantarni (dziękuję Klaudii za doinformowanie w kwestii adresu, myślałam, że to Małej Łąki.)
miejsce, gdzie dawno temu była moja zerówka - takoż przy Żabińskiego.





