miałam Gościa i trzeba było Gościowi pokazać stolycę - samej też zobaczyć, siłą rzeczy.
rynek Starego Miasta (jeśli nie jest piękne to niech chociaż będzie niebezpieczne)
P.S. a tak nocuję swoich gości:
P.P.S. byłyśmy też nie Książycu.
blog o ośmiornicach, dinozaurach, zakupach z drugiej ręki, podróżach, głupotach oraz (poniekąd) o glottodydaktyce.
miałam Gościa i trzeba było Gościowi pokazać stolycę - samej też zobaczyć, siłą rzeczy.
rynek Starego Miasta (jeśli nie jest piękne to niech chociaż będzie niebezpieczne)
P.S. a tak nocuję swoich gości:
P.P.S. byłyśmy też nie Książycu.
'- (...) no więc melduję ja się, jakże to tak, powiadam, Panie Boże, twoje popy mówią przecież, że bolszewicy pójdą jak nic do piekła. to jak to jest, powiadam. oni w ciebie nie wierzą, a ty im tu, patrzajcie no, jakie koszary wzniosłeś.
"o, nie wierzą?" - pyta.
"jak Boga kocham" - powiadam, i, wie pan, strach mnie zdejmuje, bo jakże to tak można, Panu Bogu takie rzeczy mówić? ale patrzę - on się uśmiecha. co ja mu tu, głupi, będę meldował, myślę, kiedy on o wszystkim wie lepiej ode mnie. jednakowoż ciekawe, co powie. a on powiada:
"no cóż, skoro nie wierzą, powiada, to nic na to nie poradzimy. a niech nie wierzą. ani mnie to ziębi - powiada - ani grzeje. ciebie zresztą, powiada, też. a ich, powiada, też. ja z waszej wiary nie mam ani pożytku żadnego, ani uszczerbku. jeden wierzy, drugi nie wierzy, a postępujecie wszyscy tak samo: jeden drugiemu skacze do gardła, a co się koszar dotyczy, Żylin, to należy to tak rozumieć, że dla mnie tam, Żylin, wszyscyście wy jednacy - polegli na polu chwały i tyle. to trzeba wyrozumieć, Żylin, a nie każdy to wyrozumie. a w ogóle to się ty, Żylin, powiada, tymi kwestiami nie dręcz. żyj tu sobie, baw się dobrze."
- ładnie to wyłożył, panie doktorze, co? "ale popy" - powiadam... a on na to ręką machnął: "ty mi, powiada, Żylin, lepiej o popach nie wspominaj. pojęcia już nie mam, co z nimi robić. prawdę powiedziawszy, to takich durniów jak te wasze popy oko nie widziało. w sekrecie ci, Żylin, powiem, że to obraza boska, hańba jedna, a nie słudzy boży."'
M. Bułhakow, 'Biała gwardia'
kupiłam sobie kredki. takie 'Bambino,' które w Tesco kosztują pięć złotych i kojarzą mi się z dzieciństwem. zaczęło się od tego, że miałam ostatnio w pracy wolną chwilę i znalazłam pudełko takich kredek, co pozwoliło mi narysować kilka kolorowych (!) potworów na wolnej stronie mojego terminarza na Bardzo Ważne Notatki (i rysunki potworów). pomyślałam, że fajnie jest mieć takie kredki na własność i nawet przez chwilę rozważałam kradzież, ale potem uświadomiłam sobie, że drogą kupna też można się wzbogacić o kredki i nie jest to taka znowu wielka inwestycja. tak więc mam kredki (a także kilka długopisów, markera i zeszyty, czyli wszystkie te dobra papiernicze, których mi zawsze w domu brakuje - ale mniejsza o to, kredki najważniejsze) i zastanawiam się, co by tu z nimi zrobić, bo wybitnych zdolności manualnych nie posiadam i z zakupu kredek w sumie najbardziej cieszyłam się dlatego, że po dokonaniu miałam być właścicielką kredek.
w każdym razie fajnie mieć kredki.
P.S. na deser jeszcze potwór z wczorajszej kawiarnianej posiadówki:
zapoczątkowałam (?) trend na robienie rysunków w Paincie w ramach substytutu składania życzeń i w efekcie sama dostałam trzy porcje macek, którymi wypada się pochwalić (chronologicznie):
P.S. skoro już przy mackach jesteśmy, to jeszcze ten, ten i ten link.
P.P.S. mam jeszcze chyba jakieś publikowalne zdjęcia na fotoreportaż imprezourodzinowy, ale to już inną razą.
P.P.P.S. oczywiście chodzi o urodziny autorki, a nie Potwora (o których wspominałam w poprzedniej notce) - jeszcze nie doszłam do tego, żeby Potworowi organizować imprezy urodzinowe.
w knajpie Gramofon na Oboźnej - jakość zdjęcia bardzo kiepska, ale mam nadzieję, że mimo wszystko napisy są rozczytywalne. straszliwie mnie intrygują 'herbata truskawkowa z popcornem' i 'wino panini.'
P.S. Potwór obchodził wczoraj swoje drugie urodziny, wiecie?
'(...) nikt już nie produkował w regionie żywności. ponieważ występowały ciągłe problemy z jej transportem, Biuro Prowincji Górniczych wydało Szmaragdowy Mandat Specjalny, sankcjonujący kanibalizm wśród więźniów. miało to wyglądać zgodnie z mechanizmem, jaki wymyślił sobie ówczesny komendant regionu, pułkownik Vojta, który obliczył, że rocznie będzie wymierać jedna czwarta mieszkańców regionu, co wystarczy na utrzymanie reszty przez następny rok. to znaczyło, że na dziesięciu ludzi co roku umrze średnio dwa i pół człowieka. pozostałe siedem i pół człowieka będzie jadło te martwe dwa i pół. dwa i pół człowieka to osiemdziesiąt dziewięć funtów solonej karmy białkowo-tłuszczowo-kostnej, co oznacza, że siedem i pół człowieka otrzyma rocznie dwanaście funtów takiej karmy na głowę. a z tego z kolei wypada, że jeden człowiek codziennie otrzyma jedną trzydziestą funta karmy dziennie.'
T. Piątek, 'Elfy i ludzie'
na początku to nawet było zabawne, ale to jeden z ostatnich fragmentów, które mnie jeszcze bawiły (wzięty ze strony drugiej, cała książka liczy sobie stron sto siedemdziesiąt - a to i tak tylko jeden z trzech tomów). pora poczytać coś przyzwoitego, bez opisywanego z namaszczeniem kanibalizmu i słowa 'gówno' powtarzanego średnio w co drugim zdaniu. wszystko jest dobre z umiarem.