różne bywają imprezy.
(z dumą przedstawiam szczyt moich możliwości jako grafika komputerowego.)
blog o ośmiornicach, dinozaurach, zakupach z drugiej ręki, podróżach, głupotach oraz (poniekąd) o glottodydaktyce.
co ciekawsze efekty zabawy Creationary. za kiepską jakość zdjęć przeprasza się, kolega Michał, u którego zabawa się odbywała, nie raczył zapewnić oświetlenia odpowiedniego do zdjęć.
było ostatnio po drodze na kilka bazarów, a bazary, jak powszechnie wiadomo, są prawdziwą skarbnicą Wszystkiego. i w ogóle, ja bardzo lubię bazary.
w jednej bud ze słodyczami udało mi się upolować (tu werble) jajka-niespodzianki z podróbką klocków Lego. jakość może nie ta, ale coś, co łączy ze sobą dwa z najlepszych elementów dzieciństwa (i, nie oszukujmy się, nie tylko dzieciństwa) nie może nie być wspaniałe.
...oraz inne eksponaty z zapyziałego warszawskiego Muzeum Techniki.
jakiś czas temu byłam na tej wystawie i, gwoli chronologii, zanim powrócę do dalszego chwalenia się Grecją, chciałam Wam pokazać co nieco stamtąd. bo, chociaż Muzeum Techniki jest zapyziałe i samo w sobie stanowi relikt z czasów komuny, miewa ciekawe wystawy okresowe.
baranek Shaun
zabawa w dom
potrzeba matką wynalazku
rekin - bo wszystko, co choć odrobinę podchodzi pod potwora morskiego jest fajne.
ośmiornica być musi
co bardziej interesujące fragmenty gigantycznego Lego-miasta, które stanowiło największą część całej wystawy
już co prawda nie z wystawy klocków, ale z innej części Muzeum Techniki - zdjęcie z Chmurą Do Eksperymentów. swoją drogą to nigdzie nie widziałam takiej ilości tabliczek z zakazami dotyczącymi dotykania, włączania i użytkowania przez dzieci jak w tamtej sali muzeum, gdzie w teorii wszystko służy do dotykania, włączania i użytkowania przez dzieci.
barometr sprężynowy. jeśli ktoś nie zgadza się z moim użyciem przymiotnika 'zapyziały' do określenia Muzeum Techniki, mam dla niego historię: moja poprzednia wizyta w muzeum miała miejsce jakieś pół roku (jeśli nie więcej) temu, i ten sam martwy motyl, który znalazł się tam, jak zakładam, zupełnie przypadkowo, leżał w dokładnie tym samym miejscu. ta warstwa kurzu pod nim i na nim też, zdaje się.
gad.
za kiepską jakość zdjęć się przeprasza się. światło jarzeniówek, telefonowy aparat i gablotkowe szyby nie stanowią, jak widać, najfortunniejszego połączenia.
i to grupowy, panie, na ulicy, w biały dzień!
rowerowy gangbang
p.s. kiedyś już wspominałam, że do szczęścia trzeba mi klocków Lego, nie?
p.p.s. wracając jeszcze do tematu chat roulette - zobaczcie, kogo spotkałam ostatnio.
1. trójpalczasta rękawiczka dołączona do mojej farby do włosów - domyślam się, że to specjalny model dostosowany do potrzeb trójpalczastych potworów. zna ktoś jakiegoś trójpalczastego potwora, który zechce pofarbować mi włosy?
2. muminkowe plasterki: aż nachodzi człowieka chęć, żeby tak na przykład pozbawić się kawałka palca.
3. jajko z niespodzianką o wiadomej zawartości.
4. napisy na murach
5. produkty testowane na dzieciach
6. klocki Lego
7. dinozaury
8. kreatywne reklamy znajdywane na trasie dom - wydział
9. czekolada.
p.s. Kochany Święty Mikołaju, jeśli czytasz tego bloga to wiedz, że na Gwiazdkę bardzo chciałabym dostać ośmiornicę na biegunach, taką, jaką widziałam dziś w Smyku (tylko w miarę możliwości większą).