sobota, 11 września 2010

Grecja: Saloniki

wypad do Salonik, tak zresztą jak większość naszych greckich wojaży, upłynął pod znakiem Kompletnego Braku Organizacji i Wiedzy o Czymkolwiek. siedząc już w miejskim autobusie, który, według informacji udzielonej nam przez zdybanego na przystanku policjanta, podążał do centrum miasta, zastosowałyśmy metodę 'wysiadamy tam, gdzie wygląda jak centrum, czyli przy jakimś McDonaldzie.' metoda się sprawdziła - i w ogóle, jak na osoby, które nie mają bladego pojęcia o topografii okolicy, poradziłyśmy sobie chyba całkiem nieźle, bo kompletnym przypadkiem udało nam się zaliczyć kilka najbardziej zabytkowo-wycieczkowych miejsc, których zdjęć oczywiście tu nie będzie. nie dotarłyśmy tylko do Białej Wieży, która, jak nam powiedziano, stanowi symbol miasta. strata nie tak duża, biorąc pod uwagę, że Saloniki to zdecydowanie jedno z tych miejsc, które chciałabym we względnie najbliższym czasie jeszcze raz nawiedzić, tym razem minimum na kilka dni. sympatycznego couchsurfera z Salonik poznam.

ciasta firmy Ble (zgadza się, bardzo czynnie uprawiałyśmy w Salonikach windowshopping - i nie ma się co dziwić, biorąc pod uwagę, że mają tam naprawdę niesamowite sklepy. bo tak, zwiedzałyśmy sklepy, również od wewnątrz.)

kebab... z Einsteina? umie kto po grecku, żeby rozszyfrować ten napis?

reklama Potwora w księdze gości przy wejściu do Rotundy

więcej reklam Potwora, wyprodukowanych podczas chwili odpoczynku w pewnym fantastycznym pubie, którego nazwy (o ile w ogóle byłam w stanie ją odczytać) nie pamiętam. dobrą muzykę tam grali.

Barbara i Świnia (Barbara w czarnym sweterku, świnia bez).

piątek, 10 września 2010

dobrą książkę wzięłam przeczytałam

'- nie rozumiesz? - gdybym nie leżał, wymachiwałbym teraz rękami. przekleństwa nagłych analogii ciąg dalszy: rozmawiamy o temacie A, A przywodzi mi na myśl B, zaczynam o tym mówić; mówię, a zanim skończę zdanie, B kojarzy mi się z C, C z D, D z E, i one wszystkie między sobą, i tak rośnie barokowa konstrukcja, abstrakcja objaśniająca świat z porażającą łatwością; więc próbuję ją w miarę rozrostu opowiedzieć, przerywam sam sobie, jąkam się i gonię za słowami; i podczas gdy moje usta zaczynają drugie zdanie, mój umysł jest już przy X, Y i Z; pierwotny temat przestaje mnie interesować i w końcu milknę, zawstydzony, po raz kolejny niezrozumiany.'
J. Dukaj, 'Extensa'

p.s. serwisy randkowe kojarzą się raczej źle... a tu coś takiego.

p.p.s. kto reflektuje na wycieczkę?

czwartek, 9 września 2010

Grecja: Ammouliani

wyspa Ammouliani była zdecydowanie najładniejszym i najbogatszym w potwory morskie miejscem, jakie udało nam się w Grecji odwiedzić. wspinaczka po przybrzeżnych skałach (tym razem uprawiana już nie przymusowo, jak to było w wypadku powrotu z Ouranopolis, ale dla własnej, było nie było, przyjemności) prawie przyprawiła mnie o połamanie wszystkich posiadanych odnóży, ale pozwoliła też dostać się w kilka fantastycznych miejsc, znaleźć jeszcze więcej potworów morskich i spotkać chłopca, który po powrocie z połowów na kutrze rybackim właśnie zajmował się oprawianiem świeżo złowionej ośmiornicy.

fantastyczne przybrzeżne skały, winne kilku pomniejszym kontuzjom i niemalże utopieniu telefonu, za użyciem którego koniecznie chciałam je sfotografować

wspomniany trup ośmiornicy, trzymany przez wspomnianego chłopca

jeden z ciekawszych suwenirów znalezionych w przyplażowym sklepie

Obeliks zaprasza na kebab

okupione kolcami jeżowca wbitymi w stopę i kolanami poharatanymi przez kamieniste dno morskie znaleziska, do których potem dołączyło jeszcze kilka ciekawszych okazów, między innymi szczypce kraba i kawałek koralowca. a jeszcze później część znalezisk wyciągnęła nogi (bynajmniej nie metaforycznie) i sobie poszła.

Potwór nie do końca morski, ale za to krwiożerczy jak jasna cholera

gdzieś tam w tle nasze Ouranopolis, niestety ze zdecydowanie mniej interesującym wybrzeżem. a... kto znajdzie na zdjęciu Potwora z Głębin? jedyne i niepowtarzale NIC ('NIC' z caps lockiem, nie byle co) dla pierwszej osoby, której się uda.

Zatoka Piratów i okręty, które udało nam się uprowadzić i splądrować

jeszcze jeden Potwór.

środa, 8 września 2010

Grecja: Ierissos

miało być dalej o zwiedzaniu Grecji - a żeby względna chronologia była zachowana, teraz będzie o Ierissos. do Ierissos wybrałyśmy się głównie na targ, który bodajże codziennie się tam odbywa. kupić nic nie kupiłyśmy, ale pooglądałyśmy autochtonów, owoce morza, skarpetki i cerkiew (zdjęcia cerkwi nie będzie, skarpetki owszem).

macki na wagę

element lokalnej fauny, uwięziony przez lokalne dzieci w pudełku

Znani Ludzie, których spotkałyśmy w Ierissos

w sklepie z fajną biżuterią i fajnym psem (pies mało, że nie był na sprzedaż, to jeszcze loda mi ukradł)

obiecane zdjęcie skarpetek

akt spoufalania się z przyplażową rzeźbą.

a tak wracając do szarej, powakacyjnej rzeczywistości: pracuję w przedszkolu. tak, ja. tak, w przedszkolu. Piotr skomentował, że Potwór będzie miał co jeść.

w ramach hojnego dzielenia się fajnymi linkami: to i to.

niedziela, 5 września 2010

na temat ulubiony

'posiadanie kompleksów i obsesji nie jest warunkiem bezwzględnym uprawiania zawodu literata (...). jeśli jednak jakiś kompleks albo obsesja mogą tylko poprawić nasze pisarskie samopoczucie i, co ważniejsze, zrobić wrażenie na ludziach, od których zależy publikacja tekstów, bezwzględnie nie wolno i tego zaniedbać. zanim zastanowimy się nad samym wyborem kompleksu albo obsesji, powiedzmy sobie najpierw, co to takiego jest. posiadacze słownika wyrazów obcych mogą łatwo sprawdzić, że:

kompleks (od łacińskiego complexus) w psychologii oznacza silnie uczuciowo zabarwiony, skojarzeniowy zespół wyobrażeń, występujący w podświadomości jednostki przez dłuższy czas w następstwie doznanego ciosu, rozczarowania, zawodu, nieszczęścia

natomiast

obsesja (od łacińskiego obsessio - zamknięcie, otoczenie) oznacza stan neurotyczny polegający na okresowym opanowywaniu świadomości jednostki - wbrew jej woli - przez nie dające się zahamować myśli, nastroje, przekonania, uczucia; w krańcowym przypadku obsesja prowadzi do rozdwojenia osobowości i obłędu.

jak więc widzimy, pod niezrozumiałymi i tajemniczymi nazwami kryją się stany, które z łatwością, bez specjalnego dodatkowego wysiłku, mogą się stać również i naszym udziałem. jak do nich dojść najprościej? z doznanych w ciągu ostatnich lat ciosów, rozczarowań, zawodów i nieszczęść wybieramy sobie jeden (-no) albo kilka (nie należy jednak w ilości przesadzać) i następnie systematycznie przejmujemy się nimi przez dłuższy czas. myślimy o nich zaraz po przebudzeniu, na czczo, piętnaście minut przed wszystkimi posiłkami, wreszcie przed zaśnięciem, leżąc z zamkniętymi oczami na lewym boku (konieczny jest ucisk serca). ważną sprawą jest tu systematyczność w powracaniu do tego samego ciosu, rozczarowania, zawodu czy nieszczęścia. dłuższe przerwy osłabiają kompleksy, a nawet doprowadzić mogą do ich zaniku, przez co wielomiesięczny czasem trud idzie na marne. podobnie z wyżej wymienionych względów nie należy za często zmieniać raz wybranych kompleksów.wszelkie grymaszenia tylko je osłabiają!

do najmilej widzianych wśród piszących należą kompleksy i obsesje seksualne, które wybieramy w związku bądź z niewydolnością, bądź - z nadmierną pobudliwością naszego organizmu. kompleksy i obsesje seksualne należą do wypróbowanych już przez wieki krynic, z których czerpać można nie kończące się fabuły - dlatego też, w przeciwieństwie do kompleksów urzędniczych, na które zapada każdy zwyczajny urzędnik, czy obsesji lękowych, na które zapada każdy zwyczajny interesant, polecamy je szczególnie, jako najbardziej interesujące i praktyczne w użyciu. nabyte kompleksy i obsesje stosujemy w różnorodnych sytuacjach życiowych: obdarzamy nimi naszych bohaterów powieściowych, wykorzystujemy je składając podanie o samochód, mówimy o nich wybrankom swojego serca i, co najważniejsze, w sposób możliwie jak najbardziej obrazowy demonstrujemy redaktorkom, które nas mają zaakceptować do druku. wbrew pozorom manifestowanie kompleksów i obsesji nie należy do najłatwiejszych czynności. zwłaszcza w pierwszym okresie donawykowym należy zdobyć się na maksimum silnej woli i cierpliwości, aby umiejętnie i sensownie demonstrować swoją słabą wolę czy, u bardziej zaawansowanych, brak woli w ogóle. jeśli istotnie chcemy być uważani za ludzi zdeformowanych, odchylonych od normy, a więc interesujących i mających coś do powiedzenia, zaniedbanie nawet na krótko tej konsekwentnej demonstracji przynieść może nieobliczalne rezultaty. w trakcie takiego zaniedbania bowiem może przypadkiem komuś w naszym otoczeniu błysnąć myśl, że jesteśmy zupełnie zwyczajni, psychicznie zdrowi i w normie. myśl ta, jak każa plotka, szybko się upowszechni, stanie się sensacją dnia, a nasz, nieraz wieloletni, wysiłek spełznie na niczym. uznani za psychicznie zdrowych i pozbawionych kompleksów przestaniemy być natychmiast przedmiotem jakiegokolwiek i czyjegokolwiek zainteresowania.'
J. Wittlin, 'Vademecum grafomana'

sobota, 4 września 2010

klocki klocki

...oraz inne eksponaty z zapyziałego warszawskiego Muzeum Techniki.

jakiś czas temu byłam na tej wystawie i, gwoli chronologii, zanim powrócę do dalszego chwalenia się Grecją, chciałam Wam pokazać co nieco stamtąd. bo, chociaż Muzeum Techniki jest zapyziałe i samo w sobie stanowi relikt z czasów komuny, miewa ciekawe wystawy okresowe.

baranek Shaun

zabawa w dom

potrzeba matką wynalazku

rekin - bo wszystko, co choć odrobinę podchodzi pod potwora morskiego jest fajne.

ośmiornica być musi

co bardziej interesujące fragmenty gigantycznego Lego-miasta, które stanowiło największą część całej wystawy

już co prawda nie z wystawy klocków, ale z innej części Muzeum Techniki - zdjęcie z Chmurą Do Eksperymentów. swoją drogą to nigdzie nie widziałam takiej ilości tabliczek z zakazami dotyczącymi dotykania, włączania i użytkowania przez dzieci jak w tamtej sali muzeum, gdzie w teorii wszystko służy do dotykania, włączania i użytkowania przez dzieci.

barometr sprężynowy. jeśli ktoś nie zgadza się z moim użyciem przymiotnika 'zapyziały' do określenia Muzeum Techniki, mam dla niego historię: moja poprzednia wizyta w muzeum miała miejsce jakieś pół roku (jeśli nie więcej) temu, i ten sam martwy motyl, który znalazł się tam, jak zakładam, zupełnie przypadkowo, leżał w dokładnie tym samym miejscu. ta warstwa kurzu pod nim i na nim też, zdaje się.

gad.

za kiepską jakość zdjęć się przeprasza się. światło jarzeniówek, telefonowy aparat i gablotkowe szyby nie stanowią, jak widać, najfortunniejszego połączenia.

piątek, 3 września 2010

Grecja: Ouranopolis

Potwór był bardzo zajęty - z początku wakacyjnymi wojażami, teraz już różnymi czynnościami związanymi z szukaniem pracy i obroną dyplomu. w międzyczasie Potwór zdążył zgromadzić masę zdjęć, którymi pragnie się podzielić z resztą świata. naprawdę masę. taką masę, że nie wystarczy jeden post tutaj, żeby je wszystkie pokazać. dwa też prawdopodobne nie. starał się podzielić te zdjęcia na jakieś sensowne kategorie, ale i tak wyszedł bałagan.

w każdym razie zaczniemy, jak głosi tytuł posta, od Ouranopolis. bo do Ouranopolis było blisko z hotelu, przynajmniej w teorii. dwa kilometry w skwarze, wzdłuż asfaltowej szosy, mogą się okazać najdłuższymi dwoma kilometrami w życiu - chyba, że porównać je do dwóch kilometrów alternatywnej trasy: boso, przez kamienistą plażę, której miejscami wcale nie było, i pozostawało wspinanie się po skałach albo nurkowanie w morzu. z laptopem pod pachą, dodajmy. i z późniejszą wycieczką w górę zbocza, przez krzaki i patyki, po których ma się kilka(naście) pamiątek na nogach i podartą sukienkę. bo, wierzcie lub nie, w Grecji wszystko ma kolce. WSZYSTKO. i gdyby nie ten autochton, który załatwił nam cywilizowany transport do hotelu za paczkę papierosów, to nie wiem, jak byśmy skończyły. szkoda tylko, że potem koniecznie chciał się umówić na drinka (Grecy są sympatyczni. bardzo zbyt sympatyczni).

o hotspot trudno... ale internet mieszkańcom okolic obcy nie jest, jak widać.

co tu komentować? macki (jadalne)!

więcej macek (niejadalnych)

Ouranopolis stolicą mody, czyli Barbara się lansuje się

Barbara z boginią Bastet. z tymi zwierzętami domowymi to w ogóle ciekawa sprawa - psa tam ciężko spotkać, kotów masa, ale głównie młodych. nasuwa się pytanie: czym żywią się Grecy, kiedy ośmiornic na horyzoncie brak?

niestety najlepsze zdjęcie mojego plażowego dzieła

Kamień Który Wygląda Jak Potwór, Gdyż Ma Paszczę.

statystyka