wtorek, 3 sierpnia 2010

śląskie dziwy, część czwarta: Katowice

zwiedzanie Katowic ograniczyło się głównie do centrów handlowych i dworca. dworzec okazał się szczególnie inetersujący, nie tylko dlatego, że jest (nikt kto nie widział mi pewnie nie uwierzy) trzy razy bardziej ohydny niż nasza kochana Warszawa Centralna, ale też ze względu na liczne antykwariaty (w jednym z których zostałam przez właściciela, po krótkiej dyskusji o pisarzach, poczęstowana herbatą i obdarowana dwoma książkami), sklepy z tandetą i natchnionych grajków, profanujuących swoim fałszowaniem naprawdę niezłą muzykę. a poza tym... zobaczcie sami.

kilkuletnia fanka Justina Biebera, która najpierw przez długi czas z determinacją próbowała go znaleźć w katalogu, żeby potem zacząć wraz ze swoim idolem śpiewać na cały Empik

znalezisko ze sklepu zoologicznego - brzmi prawie tak interesująco jak mielonka z jednorożca.

żaba. żaby też lubię, chociaż to nie ośmiornice ani nawet nie dinozaury.

jakże cenna informacja umieszczona na ścianie dworca

poczuć się choć przez chwilę jak w orwellowskim 'Roku 1984' - bezcenne.

nabytek z katowickiego szmateksu. jak można nie kupić czegoś, co jest duże, puchate i kosztuje pięć złotych, a dodatkowo pozwala się wykorzystać w charakterze poduszki?

swoją drogą to w czasie wojaży kupiłam też trochę różnych macek, ale oszczędzę Wam ich na razie - stwierdziłam, że kiedy skończy się wojażowy okres poświęcę im wszystkim osobną notkę.

sobota, 31 lipca 2010

śląskie dziwy, część trzecia: Bytom

jest nie do końca chronologicznie, ale mniejsza z tym - następny w kolejce do zaprezentowania tutaj będzie Bytom, miasto brudno-ładne, jak to stwierdziła Kasia. Bytom przyszło mi póki co poznawać głównie od strony podmiejsko-leśnej (o ile można tak o Miechowicach powiedzieć. można, Asiu?), więc i od tejże strony będę go pokazywać.

miechowicka fauna

Bardzo Niezadowolony Kamień (Wy też to widzicie?)

reklama Potwora pozostawiona w bytomskiej herbaciarni Fanaberia (kolejne miejsce warte polecenia)

koniec z jeleniami!

prawdziwe kuriozum - ogródki działkowe umieszczone dokładnie pod przewodami elektrycznymi, z potężnymi słupami które wdarły się nawet na teren niektórych ogródków, zajmując go w większej części - tak jak w wypadku ogródka babci Asi, widocznego na zdjęciu. za krzakiem chowa się szklarnia z elektrycznymi pomidorami, najzdrowszymi na świecie, jak utrzymują niektórzy.

stacja kolejki wąskotorowej, przyozdobiona reklamą Potwora

kolejna rzecz, która pewnie tylko mnie bawi

arr!

wtorek, 27 lipca 2010

śląskie dziwy, część druga: dinozaury w Chorzowie

...a także ośmiornice, których nie było, i inne niekoniecznie zwierząta z chorzowskiego ogrodu zoologicznego. bo przecież głównym celem przyjazdu na Śląsk było zobaczenie dinozaurów w zoo, reklamowanych mi już przez kilka osób.

graffiti, pierwsze z muru zoo, drugie ze ściany akwarium w tymże zoo. nie ustalono jeszcze czy na tym pierwszym znajduje się ośmiornica czy meduza, ale na wszelki wypadek sfotografowałam i zamieszczam.

co tu komentować... dinozaury!

reklama potwora w barze nieopodal dinozaurów, nazywającym się, notabene, 'Dinozaur'

wybieg z dzikimi warzywami, które bestialsko rzuciły się na podany im przez opiekunów snopek siana

moja własna klatka (czy tam szklany jej odpowiednik. jak to nazwać, terrarium?), z moją własną tabliczką nawet (tabliczka autorstwa Kasi)

instrukcja obsługi papieru toaletowego w łazience zoo

bierdonka

w sklepiku z pamiątkami. fossil-skamielina czy fossil-Bob Fossil?

obiecany reenactment filmu, w którym ośmiornica morduje rekina, uskuteczniony w jednym ze zbiorników wodnych chorzowskiego rosarium, sąsiadującego z zoo

kijanka z tegoż zbiornika

reklama potwora na słynnej (i brzydkiej jak nieszczęście) chorzowskiej żyrafie.

poniedziałek, 26 lipca 2010

bardzo emo notka

...ale to wszystko wina Muminków.

'Paszczak obudził się powoli i gdy tylko stwierdził, że jest sobą, zapragnął być kimś innym, kimś, kogo nie znał. czuł się jeszcze bardziej zmęczony niż wtedy, kiedy kładł się spać, a tu tymczasem nastawał już nowy dzień, który będzie trwał do wieczora, a potem przyjedzie następny i jeszcze następny i ten znów będzie taki sam jak wszystkie dni w życiu Paszczaka.

(...)starał się być Paszczakiem, którego wszyscy lubią, i starał się być Paszczakiem, którego nikt nie lubi. lecz co z tego, skoro i tak ciągle był tylko Paszczakiem, który wszystko robi, ale nic mu naprawdę dobrze nie wychodzi. w końcu wstał i wciągnął spodnie.

nie lubił ani ubierać się, ani rozbierać, bo wtedy miał wrażenie, że dni mijają i nic godnego uwagi się nie dzieje. a przecież wciąż coś organizował i urządzał, ciągle czymś dyrygował, od rana do wieczora! wszędzie dookoła wszyscy wiedli niedbałe, bezcelowe życie. gdziekolwiek spojrzeć, wszędzie było coś do ustawienia we właściwy sposób, i Paszczak wychodził z siebie, żeby uprzytomnić innym, jak powinni żyć.

"zupełnie jakby nie chcieli, żeby było im dobrze - martwił się, myjąc zęby. spojrzał na fotografię, na której był on sam i jego żaglówka w dniu wodowania. piękne było to zdjęcie, lecz gdy patrzył na nie, zrobiło mu się jeszcze smutniej - powinienem nauczyć się żeglować - pomyślał. - tylko że nigdy nie mam czasu...".

nagle przyszło mu na myśl, że wszystko, co robi, nie jest niczym innym, jak tylko przenoszeniem rzeczy z jednego miejsca na drugie albo mówieniem, gdzie one powinny stać i przez krótką chwilę olśnienia zastanawiał się, co by się stało, gdyby dał temu spokój.
- prawdopodobnie nic. ktoś inny zająłby się tym wszystkim - rzekł sam do siebie, odkładając szczoteczkę do zębów do szklanki. lecz to, co powiedział, zdziwiło go trochę i nawet przeraziło, zimny dreszcz przebiegł mu po plecach, tak jak to się dzieje, kiedy zegar wybija północ w noc sylwestrową, i zaraz w następnej sekundzie pomyślał: "ale w takim razie musiałbym zacząć żeglować...". i wtedy poczuł się już tak źle, że aż musiał usiąść na łóżku.

"teraz nic już nie rozumiem - rozmyślał biedny Paszczak. - co mi przyszło do głowy, żeby coś takiego powiedzieć? są pewne sprawy, o których nie należy myśleć i których nie należy zanadto zgłębiać." zaczął rozpaczliwie szukać w pamięci czegoś miłego, co mogłoby odpędzić poranną melancholię, szukał i szukał, i powoli zjawiło mu się odległe i przyjemne wspomnienie z któregoś lata. przypomniał sobie Dolinę Muminków. był tam strasznie dawno temu, ale jedną rzecz pamiętał bardzo dokładnie. pamiętał pokój gościnny z oknem na południe, przypomniał sobie, jak miło było budzić się w nim rano. okna były otwarte, łagodny letni wietrzyk poruszał białą firanką, haczyk w oknie stukał leciutko od powiewu... a pod sufitem bzyczała mucha. i nie trzeba było się śpieszyć. kawa czekała na werandzie, wszystko było proste i samo dobrze się układało.'
T. Jansson, 'Dolina Muminków w listopadzie'

piątek, 23 lipca 2010

śląskie dziwy, część pierwsza: Sosnowiec

program zwiedzania miast Górnego Śląska, gdzie to ostatnimi czasy przebywam, obejmuje przynajmniej kilka miejscowości, jednak z Sosnowca nazbierało się póki co najwięcej materiału - więc publikacja Sosnowieckich cudów pójdzie na pierwszy ogień. słowem wstępu mogę powiedzieć tyle, że mówiąc 'zwiedzanie' mam na myśli głównie wizyty we wszelkich sklepach z tandetą, czytanie napisów na murach i zawieranie pobieżnych znajomości z autochtonami. resztę wyjaśnią chyba zdjęcia i ewentualne komentarze do nich.

Niedźwiedzia Krew, do nabycia w jednym z sosnowieckich supermarkietów

pierwsza z upolowanych w Sosnowcu ośmiornic (których liczba, nawiasem mówiąc, nie jest póki co zbyt imponująca), znaleziona na murze opuszczonej bodajże fabryki

kac

sosnowiecka wersja Kocibusa

kałamarnicopodobne stworzenie z koszulki znalezionej w pewnym Bardzo Firmowym Sklepie

'let's-a-go!'

Pac-Man pizza

napisy na murach przejść podziemnych, jedne z tych bardziej kreatywnych

kilka przykładowych potworów z sosnowieckiego Egzotarium, w którym pani sprzedająca bilety podzieliła moją miłość do ośmiornic (samych ośmiornic, niestety, w Egzotarium zabrakło). szczególną uwagę zwracam na elektrycznego żółwia z pierwszego zdjęcia, który wytrwale usiłował podłączyć się do wtyczki.

jakże funkcjonalna sosnowiecka architektura

zwłoki (?) na dziedzińcu Sosnowieckiego Ośrodka Sztuki

nabytki z hurtowni zabawek (byłam w raju, mieli tam nawet osobną alejkę dla gumowych dinozaurów!). czy ktoś jeszcze ma skojarzenie z tym? planujemy zrobić reenactment, tylko napełnimy wodą jakąś większą miskę.

poniedziałek, 19 lipca 2010

nowe stare zdjęcia

utracone kiedyś tam razem z którymś tam dyskiem, odzyskane teraz z dysku cudzego. szczególnie interesujące jest te kilka kwiatków z Łodzi, bodajże z sierpnia 2007.

w herbaciarni 'Niebieskie Migdały' (fantastycznej) na Piotrkowskiej

zwracam uwagę na ułożenie sklepów: najpierw sex shop z klubem nocnym, potem moda ślubna, na końcu notariusz - całe życie staje przed oczami.

p.s. bonusowo najstarsze z odzyskanych zdjęć paszczy własnej - częstochowski sylwester 2006.

p.p.s. bezpieczeństwo w internecie.

statystyka